To był typowy szybki
numerek… Ale od początku.
Kiedy tańczyliśmy,
Eric szepnął mi na ucho „Chodź” i pociągnął mnie w stronę schodów. Gondolen to
knajpa oferująca również pokoje, na wypadek, gdyby studenci nie byli w stanie
dojść do domu. I właśnie do jednego z tych pokoi zabrał mnie tej nocy Eric.
Już na schodach zaczął
mnie dziko całować, a jego dłonie wślizgnęły się pod moją bluzkę i błądziły po
moim ciele. Nie wiem, skąd miał klucz, ale bez problemu weszliśmy do pokoju. W
pierwszej chwili myślałam, że zrobimy to na drzwiach, bo zaraz po tym, gdy je
zamknął, oparł mnie o nie, a moje nogi owinął sobie wokół bioder. Nie chciałam
tak, więc zaczęłam się szarpać. Wtedy chwycił mnie mocniej, a chwilę potem
leżeliśmy na łóżku. Jego usta zjechały na moją szyję. Całował ją, ssał,
przygryzał, podczas gdy ręką odpinał rozporek swoich spodni. Kiedy już uwolnił
swojego członka, z kieszeni wyjął prezerwatywę i szybko ją założył. Już wtedy
wiedziałam, że nie będę miała z tego przyjemności. Wręcz rozdarł moją bieliznę
i wszedł we mnie mocno i głęboko, w ogóle mnie nie przygotowując. Krzyknęłam z
bólu i przerażenia, a potem zaczęłam zwyczajnie szlochać. Podciągnął moją
bluzeczkę, odsłaniając piersi i ugniatał je mocno. Żałowałam, że nie założyłam
stanika. Miałam dość, a to był dopiero początek… Kiedy ugniatanie mu się
znudziło, chwytał sutki w zęby i gryzł. Płakałam, błagałam, żeby przestał, ale
to go tylko rozzłościło. Pchał we mnie jeszcze mocniej i głębiej, niemal mnie
tym rozrywając. W końcu przestałam się szarpać i błagać o litość. Leżałam i
czekałam, aż skończy. Może i nie trwało to długo, ale mnie się wydawało, że
całą wieczność.
Eric padł koło mnie na
plecy i zdejmując prezerwatywę, rzucił tylko:
- Jesteś beznadziejna.
– Po czym zasunął rozporek i wyszedł.
Przekręciłam się na
bok, zwinęłam w kłębek i płakałam głośno. Czułam się… brudna. I zgwałcona.
Dopiero po jakimś
czasie byłam w stanie wstać i wrócić do domu. Taksówkarz chciał mnie zawieść do
szpitala, ale odmówiłam. Chciałam wziąć prysznic i zmyć to wszystko z siebie,
ale nie mogłam…
Dopiero dziś, we wtorek, mój stan fizyczny, jak i psychiczny
jest na tyle dobry, że mogę zjawić się na uczelni. Przez całą niedzielę i cały
poniedziałek prawie w ogóle nie wychodziłam z łóżka. Nie odbierałam telefonów,
nie czytałam sms-ów. Nic. Nie było mnie. Leżałam i próbowałam wymazać z pamięci
obraz znęcającego się nade mną Erica.
Idąc korytarzem uczelni, mijam jego i jego kumpli. Nie
patrzę na nich, ale on mimo to mnie zaczepia.
- Patrzcie, idzie cnotka niewydymka!
Przyspieszam kroku i nim się orientuję, biegnę. Słyszę za
plecami ich śmiechy… Po moich policzkach znów leją się łzy.
Czego on jeszcze ode mnie chce? Dostał to, czego chciał. Już
wystarczająco mnie upokorzył. Jeszcze mu mało? I jaka „cnotka niewydymka”?
Przecież mnie zerżnął niemal na wylot! Gdyby nie był taki brutalny, być może ja
nie byłabym „beznadziejna”…
Wpadam na kogoś, nie patrząc przed siebie. Już mam
przepraszać i iść dalej, gdy ten ktoś chwyta mnie za ramiona.
- Hej, co się stało? – pyta Danny.
- Puść mnie! – szlocham i próbuję mu się wyrwać.
- Co się stało?! – powtarza, potrząsając mną lekko.
- Puść mnie! – Udaje mi się wyrwać. Chowam się w toalecie i
tam wypłakuję sobie oczy. Myślałam, że wypłakałam już wszystkie łzy, ale jak
widać się pomyliłam.
Po kilku minutach ktoś otwiera z impetem drzwi. Boję się, że
to Eric, więc milknę.
- Molly!
Oddycham z ulgą, gdy słyszę, że to Nicole.
Moja przyjaciółka zagląda do każdej kabiny, więc żeby nie
było afery, wychodzę ze swojej.
- Co ty robisz, wariatko? – mruczę, pociągając nosem.
- Chodź szybko! – Łapie mnie za rękę i wyciąga z toalety.
- Gdzie ty mnie wleczesz?! Puść mnie!
Ale ona nie słucha. Ciągnie mnie do miejsca, z którego
uciekłam, czyli tam, gdzie stoi Eric i jego kumple. A tam…
Zakrywam usta dłonią z przerażenia.
Eric leżący na podłodze i Danny tłukący go pięściami to za
dużo jak na mnie.
- Trzeba ich powstrzymać! – piszczę do przyjaciółki.
Po chwili to Eric jest górą, ale nie na długo. Wokół nich
zaczynają się schodzić ludzie, ale nikt nie kwapi się, by ich rozdzielić.
W końcu nie wytrzymuję i idę tam, a Nicole za mną.
- Danny! Zostaw go! Zabijesz…
Nie kończę zdania, bo słyszę, jak Danny krzyczy do Erica,
trzymając mocno poły jego koszuli, teraz ubrudzonej krwią.
- Gadaj, co jej zrobiłeś?!
Brunet jęczy coś w bólu. Danny nim potrząsa.
- Dan! Zostaw go! – wołam i próbuję go odciągnąć.
Ktoś wreszcie rusza do pomocy i trzyma blondyna.
Patrzę ze strachem na Erica. Nie podejdę do niego, ale
trzeba sprawdzić co z nim…
- Niki! – wołam.
Brunetka kuca obok pobitego i pomaga mu się przekręcić, by
wypluł krew z ust. Sporo jej… Patrzę na to z niesmakiem, ale i przerażeniem.
Jeszcze chwila, a zostałaby z niego miazga.
Obejmuję się ramionami i drżę. Po tym, co mi zrobił,
powinnam na to pozwolić, prawda? Nie mogłam…
- Hej. – Słyszę melodyjny głos za sobą i czuję rękę na
ramieniu. – Już wszystko dobrze.
Nie patrząc na niego, po prostu stamtąd odchodzę. Wychodzę z
uczelni i kręcę się w pobliżu do czasu najbliższych zajęć. I tak za każdym
razem. Za którymś razem nie udaje mi się wymknąć i Nikole idzie za mną.
- Co ty tak uciekasz? – pyta, idąc obok mnie.
Wzruszam ramionami.
- Nie wiedziałam, że Danny jest taki… wojowniczy.
Wzdycham i mruczę:
- To przeze mnie.
- Co?
Opowiadam jej wszystko od momentu, jak zniknęliśmy w
Gondolen, aż do chwili, gdy wyciągnęła mnie z toalety. Oczywiście w skrócie, bo
za chwilę musimy iść na zajęcia.
- Molly! To był gwałt! Musisz z tym iść na policję!
- I co im powiem? Przecież siłą mnie na górę nie ciągnął.
- Ale to był gwałt!
- Ja się na to zgodziłam! A że przesadził… Dla policji to ja
będę winna. Uznają, że go prowokowałam. To nie ma sensu. – Urwałam. – Poza tym
on już za to zapłacił.
- Dan powinien go zabić. Albo nie! Ja to zrobię.
- Niki, daj spokój. – Uśmiecham się do niej słabo, a ona
mnie mocno przytula.
- Och, Molly. Po coś ty z nim tam szła? – prawie szlocha.
- Za dużo wypiłam. Mam za swoje. – Odsuwam się od
przyjaciółki i ocieram szybko jedną samotną łzę. – Chodź. Bo spóźnimy się na
wykład.
Wracamy na uczelnię. Staram się unikać wścibskich spojrzeń.
Wiem, że teraz wszyscy myślą o mnie jeszcze gorzej, bo szepczą, gdy mnie widzą.
Na jednej z krótszych przerw słyszę przypadkiem, że Eric ma
mocno stłuczone żebra, złamany nos i liczne siniaki. A co najzabawniejsze,
wcale mnie to nie cieszy…
Odchodzę w bardziej odosobnione miejsce i opieram się
plecami o ścianę. Boję się. Teraz Eric jest w szpitalu, ale co będzie, kiedy z
niego wyjdzie? Co, jeśli będzie się mścił?
Po raz kolejny tego dnia obejmuję się ramionami i zaciskam
powieki, by nie wypuścić ani jednej łzy.
- O, tu jesteś. A ja cię szukam po całym uniwerku.
Unoszę głowę.
- Coś się stało? – pytam Danny’ego, który właśnie staje koło
mnie prawie w tej samej pozycji. Tyle że zgina prawą nogę i stopę podpiera na
ścianie. Wygląda jak model…
- Chciałem zapytać, jak się czujesz? – Zerka na mnie, ale ja
spuszczam wzrok na swoje buty.
- W porządku – mruczę. Następuje chwila ciszy. – Czemu to
zrobiłeś? – spoglądam na niego i pod wpływem jego wzroku, którego nie potrafię
odgadnąć, zapominam, jak się nazywam.
Patrzy, ale nie odpowiada…
- Co on ci zrobił, Molly? – pyta cicho.
Danny Saucedo zna moje imię! A to dobre…
Odwracam głowę.
- Nic.
- Nie kłam – beszta mnie. – W sobotę widziałem go, jak
wychodził z Gondolen. Na początku myślałem, że przyprowadził jakąś panienkę,
ale nikogo z nim nie było. Potem, wychodząc z klubu, widziałem, jak wsiadasz do
taksówki. I chyba nie czułaś się najlepiej…
Milczę. Co mam mu powiedzieć? „Wiesz, zgwałcił mnie, ale do
pokoju poszłam z nim z własnej woli”? Koń by się uśmiał…
Nie wytrzymuję. Pomimo starań, zaczynam cicho szlochać. Dan
odbija się od ściany, staje przede mną i bierze w ramiona.
- Cii, już dobrze. – Głaszcze mnie po włosach. – Nie płacz.
Cokolwiek ci zrobił, zapłaci za to. Nie płacz.
Ale ja szlocham jeszcze bardziej, choć, o dziwo, wszystkie
moje problemy odchodzą daleko. W ramionach Dana czuję się… bezpiecznie.
Po chwili się uspokajam, ale on nadal mnie nie puszcza.
- Daniel! – słyszymy piskliwy głos.
Cholera! To Janna…
Krótkie to, wiem... No ale już bardziej się tego wydłużyć nie dało :(
te, ale miało być fajnie, a nie gwałt. ;P :c
OdpowiedzUsuńOps, Janka... Może być nieciekawie. :c
czekam. ♥
Gwałt o.O No ładnie... :( Dannis powinien go zatłuc na kwaśne jabłko jeszcze bardziej :D
OdpowiedzUsuńCzekam na rowój znajomości Danny'ego z Molly :D
Nie no takich to zaraz wykastrowac i naznaczyć na czole żeby było wiadomo kto to:/ bardzo dobrze,że Danny obił mu mordę. Ech jak zwykle Janna w odpowiednim momencie:/ szybki cd?
OdpowiedzUsuńO masz .. Janna ? Jeszcze jej tutaj nie było . ;/
OdpowiedzUsuńCzeekam.;*
http://is-it-all-in-my-head.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń