24 czerwca 2013

:.4.:

To był typowy szybki numerek… Ale od początku.
Kiedy tańczyliśmy, Eric szepnął mi na ucho „Chodź” i pociągnął mnie w stronę schodów. Gondolen to knajpa oferująca również pokoje, na wypadek, gdyby studenci nie byli w stanie dojść do domu. I właśnie do jednego z tych pokoi zabrał mnie tej nocy Eric.
Już na schodach zaczął mnie dziko całować, a jego dłonie wślizgnęły się pod moją bluzkę i błądziły po moim ciele. Nie wiem, skąd miał klucz, ale bez problemu weszliśmy do pokoju. W pierwszej chwili myślałam, że zrobimy to na drzwiach, bo zaraz po tym, gdy je zamknął, oparł mnie o nie, a moje nogi owinął sobie wokół bioder. Nie chciałam tak, więc zaczęłam się szarpać. Wtedy chwycił mnie mocniej, a chwilę potem leżeliśmy na łóżku. Jego usta zjechały na moją szyję. Całował ją, ssał, przygryzał, podczas gdy ręką odpinał rozporek swoich spodni. Kiedy już uwolnił swojego członka, z kieszeni wyjął prezerwatywę i szybko ją założył. Już wtedy wiedziałam, że nie będę miała z tego przyjemności. Wręcz rozdarł moją bieliznę i wszedł we mnie mocno i głęboko, w ogóle mnie nie przygotowując. Krzyknęłam z bólu i przerażenia, a potem zaczęłam zwyczajnie szlochać. Podciągnął moją bluzeczkę, odsłaniając piersi i ugniatał je mocno. Żałowałam, że nie założyłam stanika. Miałam dość, a to był dopiero początek… Kiedy ugniatanie mu się znudziło, chwytał sutki w zęby i gryzł. Płakałam, błagałam, żeby przestał, ale to go tylko rozzłościło. Pchał we mnie jeszcze mocniej i głębiej, niemal mnie tym rozrywając. W końcu przestałam się szarpać i błagać o litość. Leżałam i czekałam, aż skończy. Może i nie trwało to długo, ale mnie się wydawało, że całą wieczność.
Eric padł koło mnie na plecy i zdejmując prezerwatywę, rzucił tylko:
- Jesteś beznadziejna. – Po czym zasunął rozporek i wyszedł.
Przekręciłam się na bok, zwinęłam w kłębek i płakałam głośno. Czułam się… brudna. I zgwałcona.
Dopiero po jakimś czasie byłam w stanie wstać i wrócić do domu. Taksówkarz chciał mnie zawieść do szpitala, ale odmówiłam. Chciałam wziąć prysznic i zmyć to wszystko z siebie, ale nie mogłam…
Dopiero dziś, we wtorek, mój stan fizyczny, jak i psychiczny jest na tyle dobry, że mogę zjawić się na uczelni. Przez całą niedzielę i cały poniedziałek prawie w ogóle nie wychodziłam z łóżka. Nie odbierałam telefonów, nie czytałam sms-ów. Nic. Nie było mnie. Leżałam i próbowałam wymazać z pamięci obraz znęcającego się nade mną Erica.
Idąc korytarzem uczelni, mijam jego i jego kumpli. Nie patrzę na nich, ale on mimo to mnie zaczepia.
- Patrzcie, idzie cnotka niewydymka!
Przyspieszam kroku i nim się orientuję, biegnę. Słyszę za plecami ich śmiechy… Po moich policzkach znów leją się łzy.
Czego on jeszcze ode mnie chce? Dostał to, czego chciał. Już wystarczająco mnie upokorzył. Jeszcze mu mało? I jaka „cnotka niewydymka”? Przecież mnie zerżnął niemal na wylot! Gdyby nie był taki brutalny, być może ja nie byłabym „beznadziejna”…
Wpadam na kogoś, nie patrząc przed siebie. Już mam przepraszać i iść dalej, gdy ten ktoś chwyta mnie za ramiona.
- Hej, co się stało? – pyta Danny.
- Puść mnie! – szlocham i próbuję mu się wyrwać.
- Co się stało?! – powtarza, potrząsając mną lekko.
- Puść mnie! – Udaje mi się wyrwać. Chowam się w toalecie i tam wypłakuję sobie oczy. Myślałam, że wypłakałam już wszystkie łzy, ale jak widać się pomyliłam.
Po kilku minutach ktoś otwiera z impetem drzwi. Boję się, że to Eric, więc milknę.
- Molly!
Oddycham z ulgą, gdy słyszę, że to Nicole.
Moja przyjaciółka zagląda do każdej kabiny, więc żeby nie było afery, wychodzę ze swojej.
- Co ty robisz, wariatko? – mruczę, pociągając nosem.
- Chodź szybko! – Łapie mnie za rękę i wyciąga z toalety.
- Gdzie ty mnie wleczesz?! Puść mnie!
Ale ona nie słucha. Ciągnie mnie do miejsca, z którego uciekłam, czyli tam, gdzie stoi Eric i jego kumple. A tam…
Zakrywam usta dłonią z przerażenia.
Eric leżący na podłodze i Danny tłukący go pięściami to za dużo jak na mnie.
- Trzeba ich powstrzymać! – piszczę do przyjaciółki.
Po chwili to Eric jest górą, ale nie na długo. Wokół nich zaczynają się schodzić ludzie, ale nikt nie kwapi się, by ich rozdzielić.
W końcu nie wytrzymuję i idę tam, a Nicole za mną.
- Danny! Zostaw go! Zabijesz…
Nie kończę zdania, bo słyszę, jak Danny krzyczy do Erica, trzymając mocno poły jego koszuli, teraz ubrudzonej krwią.
- Gadaj, co jej zrobiłeś?!
Brunet jęczy coś w bólu. Danny nim potrząsa.
- Dan! Zostaw go! – wołam i próbuję go odciągnąć.
Ktoś wreszcie rusza do pomocy i trzyma blondyna.
Patrzę ze strachem na Erica. Nie podejdę do niego, ale trzeba sprawdzić co z nim…
- Niki! – wołam.
Brunetka kuca obok pobitego i pomaga mu się przekręcić, by wypluł krew z ust. Sporo jej… Patrzę na to z niesmakiem, ale i przerażeniem. Jeszcze chwila, a zostałaby z niego miazga.
Obejmuję się ramionami i drżę. Po tym, co mi zrobił, powinnam na to pozwolić, prawda? Nie mogłam…
- Hej. – Słyszę melodyjny głos za sobą i czuję rękę na ramieniu. – Już wszystko dobrze.
Nie patrząc na niego, po prostu stamtąd odchodzę. Wychodzę z uczelni i kręcę się w pobliżu do czasu najbliższych zajęć. I tak za każdym razem. Za którymś razem nie udaje mi się wymknąć i Nikole idzie za mną.
- Co ty tak uciekasz? – pyta, idąc obok mnie.
Wzruszam ramionami.
- Nie wiedziałam, że Danny jest taki… wojowniczy.
Wzdycham i mruczę:
- To przeze mnie.
- Co?
Opowiadam jej wszystko od momentu, jak zniknęliśmy w Gondolen, aż do chwili, gdy wyciągnęła mnie z toalety. Oczywiście w skrócie, bo za chwilę musimy iść na zajęcia.
- Molly! To był gwałt! Musisz z tym iść na policję!
- I co im powiem? Przecież siłą mnie na górę nie ciągnął.
- Ale to był gwałt!
- Ja się na to zgodziłam! A że przesadził… Dla policji to ja będę winna. Uznają, że go prowokowałam. To nie ma sensu. – Urwałam. – Poza tym on już za to zapłacił.
- Dan powinien go zabić. Albo nie! Ja to zrobię.
- Niki, daj spokój. – Uśmiecham się do niej słabo, a ona mnie mocno przytula.
- Och, Molly. Po coś ty z nim tam szła? – prawie szlocha.
- Za dużo wypiłam. Mam za swoje. – Odsuwam się od przyjaciółki i ocieram szybko jedną samotną łzę. – Chodź. Bo spóźnimy się na wykład.
Wracamy na uczelnię. Staram się unikać wścibskich spojrzeń. Wiem, że teraz wszyscy myślą o mnie jeszcze gorzej, bo szepczą, gdy mnie widzą.
Na jednej z krótszych przerw słyszę przypadkiem, że Eric ma mocno stłuczone żebra, złamany nos i liczne siniaki. A co najzabawniejsze, wcale mnie to nie cieszy…
Odchodzę w bardziej odosobnione miejsce i opieram się plecami o ścianę. Boję się. Teraz Eric jest w szpitalu, ale co będzie, kiedy z niego wyjdzie? Co, jeśli będzie się mścił?
Po raz kolejny tego dnia obejmuję się ramionami i zaciskam powieki, by nie wypuścić ani jednej łzy.
- O, tu jesteś. A ja cię szukam po całym uniwerku.
Unoszę głowę.
- Coś się stało? – pytam Danny’ego, który właśnie staje koło mnie prawie w tej samej pozycji. Tyle że zgina prawą nogę i stopę podpiera na ścianie. Wygląda jak model…
- Chciałem zapytać, jak się czujesz? – Zerka na mnie, ale ja spuszczam wzrok na swoje buty.
- W porządku – mruczę. Następuje chwila ciszy. – Czemu to zrobiłeś? – spoglądam na niego i pod wpływem jego wzroku, którego nie potrafię odgadnąć, zapominam, jak się nazywam.
Patrzy, ale nie odpowiada…
- Co on ci zrobił, Molly? – pyta cicho.
Danny Saucedo zna moje imię! A to dobre…
Odwracam głowę.
- Nic.
- Nie kłam – beszta mnie. – W sobotę widziałem go, jak wychodził z Gondolen. Na początku myślałem, że przyprowadził jakąś panienkę, ale nikogo z nim nie było. Potem, wychodząc z klubu, widziałem, jak wsiadasz do taksówki. I chyba nie czułaś się najlepiej…
Milczę. Co mam mu powiedzieć? „Wiesz, zgwałcił mnie, ale do pokoju poszłam z nim z własnej woli”? Koń by się uśmiał…
Nie wytrzymuję. Pomimo starań, zaczynam cicho szlochać. Dan odbija się od ściany, staje przede mną i bierze w ramiona.
- Cii, już dobrze. – Głaszcze mnie po włosach. – Nie płacz. Cokolwiek ci zrobił, zapłaci za to. Nie płacz.
Ale ja szlocham jeszcze bardziej, choć, o dziwo, wszystkie moje problemy odchodzą daleko. W ramionach Dana czuję się… bezpiecznie.
Po chwili się uspokajam, ale on nadal mnie nie puszcza.
- Daniel! – słyszymy piskliwy głos.

Cholera! To Janna…


Krótkie to, wiem... No ale już bardziej się tego wydłużyć nie dało :(

5 komentarzy:

  1. te, ale miało być fajnie, a nie gwałt. ;P :c
    Ops, Janka... Może być nieciekawie. :c
    czekam. ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Gwałt o.O No ładnie... :( Dannis powinien go zatłuc na kwaśne jabłko jeszcze bardziej :D
    Czekam na rowój znajomości Danny'ego z Molly :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie no takich to zaraz wykastrowac i naznaczyć na czole żeby było wiadomo kto to:/ bardzo dobrze,że Danny obił mu mordę. Ech jak zwykle Janna w odpowiednim momencie:/ szybki cd?

    OdpowiedzUsuń
  4. O masz .. Janna ? Jeszcze jej tutaj nie było . ;/

    Czeekam.;*

    OdpowiedzUsuń
  5. http://is-it-all-in-my-head.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń