19 czerwca 2013

:.3.:

- Jestem! - krzyczę, gdy wchodzę do domu.
- Co tak wcześnie? - pyta tata.
- Jeden z naszych wykładowców się rozchorował. - Idę do kuchni i nakładam sobie obiad. Tym razem tata nie zasypuje mnie pytaniami. Może dlatego, że czyta gazetę i nie chce sobie przerywać.
Gdy kończę, idę do swojego pokoju. Dzwoni mój telefon. Wyjmuję go z torby i zerkam na wyświetlacz. To Molly.
- Czego dusza pragnie?
- Jak zawsze milutka... - mruczy cicho, a ja chichoczę. - Co robisz?
- Teraz? Czekam, aż pewna maruda powie wreszcie, po co dzwoni.
- Bardzo śmieszne - warczy. - Idziemy z dziewczynami połazić po sklepach. Idziesz z nami?
- Pewnie! Gdzie jesteście?
- Dochodzimy do twojego bloku.
- Już schodzę! - Wciskam czerwoną słuchawkę, po czym telefon i portfel wrzucam do innej, mniejszej torebki. Informuję tatę, że wychodzę i wybiegam z domu. Wychodząc z budynku, zauważyłam dziewczyny. Molly jest z nich najcichsza.
Hannah, Kaja i Alise chodzą z nami na zajęcia i są najbardziej znaną "bandą" dziewczyn na uczelni. Wszędzie ich pełno. Chociaż ta ostatnia nieco od nich odstaje - nie jest tak głośna, jak jej przyjaciółki. Hannah i Kaja to blondynki. Przypominają mi trochę lalki Barbie. Za to Alise to niezbyt wysoka, skromna brunetka, która przypomina bardziej mnie czy Molly, niż tamte dwie.
Co najśmieszniejsze - raczej od nas uciekają. Skąd dzisiaj taka zmiana i chęć na wspólne zakupy?
- W całym uniwerku huczy plotka, że jesteś dziewczyną Erica - zwraca się Hannah do Molly, gdy grzebiemy między wieszakami z sukienkami i krótkimi spódniczkami.
Molly patrzy na mnie błagalnie, a ja wzruszam ramionami. Wzdycha.
- Wieści szybko się rozchodzą - mruczy cicho. Na jej słowa dziewczyny zaczynają chichotać, czego ani ja, ani Molly nie rozumiemy.
- Ciekawe jaki jest w łóżku - marzy Kaja.
- Mnie by doprowadził do orgazmu samym wzrokiem.
Robi mi się niedobrze. Mogłyby zachować swoje fantazje i marzenia dla siebie. Zwłaszcza przy "dziewczynie" Erica. Wiem, że Molly to nie rusza, bo ona ani myśli iść z Eric'iem do łóżka,  przynajmniej na razie, ale one o tym nie wiedzą, prawda?
- Molly, chodź. Zobaczymy, czy ta płyta, na którą tak polujemy, jest już dostępna.
Przyjaciółka patrzy na mnie niezrozumiale. W końcu dociera do niej, o co mi chodzi. Łapię ją za rękę i ciągnę mocno, byśmy jak najszybciej odeszły od dziewczyn.
- Zwolnij! - woła nagle. - Ja mam buty na wysokim obcasie!
Staję i puszczam jej dłoń. Słyszę łomot. Oglądam się za siebie i widzę... dywan z Molly Sandén.
- Nie musisz mi padać do stóp - żartuję i śmieję się cicho.
- Zamknij się - syczy, podnosząc się. Rozgląda się i krzywi, widząc, że kilka osób patrzy na nią z rozbawieniem. - Zabiję cię!
- Trzeba było założyć buty na mniejszym obcasie.
- Trzeba było ostrzec, że będziemy urządzać maraton biegów!
Śmieję się cicho. Och, jej facet będzie miał z nią cudowne życie...
Idziemy do kawiarni, uważając i rozglądając się, by nie natknąć się na dziewczyny. To miały być babskie zakupy, a w efekcie my oprócz kawy i ciacha nie kupiłyśmy nic.
- Dobrze, że mnie stamtąd zabrałaś. Już nie mogłam ich słuchać - żali się Molly.
- Ja też. - Krzywię się. - Ale z drugiej strony jest mi ich żal.
- Co?
- No bo zobacz. Najchętniej wszystkie trzy wskoczyłyby mu od razu do łóżka, a on szaleje za tobą. To musi być okropne.
- No wiesz, ma się ten wrodzony urok. - Poprawia teatralnie włosy.
Parskamy śmiechem.
- Swoją drogą Alise nie wygląda mi na taką, która myśli tylko o tym, jak uwieźć mężczyznę.
- No, racja. Nie pasuje do nich. Czemu się z nimi zadaje?
Molly wzrusza ramionami.
- Może tylko one chcą się z nią zadawać.
- To bez sensu.
- One raczej sensownie nie myślą.
- Jeśli w ogóle myślą.
Znów się śmiejemy.
Wracając do domu nie rozchodzimy się, tylko idziemy do Molly, gdzie uczymy się.
- Erik się jeszcze z tobą kontaktował? - pyta w pewnym momencie.
- Nie - odpowiadam smutno. - A Danny z tobą?
- A dlaczego miałby?
- Ostrzegał cię przed Saade'm. Myślałam, że...
- To nie myśl - warczy. - Nie potrzebuję niańki.
- Chciał dobrze.
- Nie prosiłam go o pomoc. Umiem sobie radzić sama.
- Z pewnością - mruczę.
Molly spogląda na mnie z mordem w oczach. Od razu milknę.
Przez jakiś czas żadna z nas nic nie mówi. Ciszę przerywa dopiero mama brunetki, która pyta, czy nie chcemy czegoś do jedzenia lub picia.
- Ja dziękuję. - Uśmiecham się.
- Ja też - burczy.
- Na pewno?
- Tak!
Pani Lena od razu się wycofuje, a ja patrzę na dziewczynę wilkiem.
- Twoja mama nic ci nie zrobiła - mówię ostro.
- Wiem. Przeproszę ją potem.
Zatrzaskuję książkę, wstaję i odkładam ją na biurko.
- Nie jesteśmy twoimi wrogami, Molly. Wszyscy chcemy dla ciebie jak najlepiej, a ty warczysz, jakby każdy chciał ci zrobić krzywdę. Rozumiem, że chcesz trzymać się z dala od Danny'ego, choć nie rozumiem, dlaczego. Na mnie możesz warczeć, proszę bardzo. Ale twoja mama już dość się nacierpiała. Przemyśl to.
Nie czekając na jej odpowiedź, wychodzę z pokoju. Żegnam się z jej mamą, która odpowiada mi słabym, wymuszonym uśmiechem, i opuszczam dom przyjaciółki, z którą nie zamieniam ani słowa aż do soboty, kiedy to, ku mojemu zaskoczeniu, pojawia się z Eric'iem w Gondolen, czyli w Naszej Knajpce.
Zbytnio to się chłopak nie wysilił...
Podchodzą do mnie, kiedy czekam na Robina, który zamawia drinki przy barze i dosiadają się. Po minie Molly widzę, że jest smutna. Eric chyba próbuje ją pocieszyć, obejmując ramieniem i szepcząc coś do ucha, ale ona tylko posyła mu blady uśmiech. Nie mogę na to patrzeć.
Gdy zamierzam wstać, wraca Robin.
- O, hej! - przekrzykuje głośną muzykę i stawia nasze ulubione drinki na stoliku.
Wstaję i zwracam się do przyjaciółki:
- Mogę cię prosić na chwilę?
Kiwa głową, wstaje i idzie za mną w nieco bardziej ciche miejsce, czyli niedaleko toalet.
- Molly, chciałam cię przeprosić...
- Nie - przerywa mi stanowczo. - To ja powinnam cię przeprosić i to już zanim wyszłaś wtedy z pokoju. Przepraszam. Ale... No znasz mnie. Jestem uparta, chcę być niezależna, radzić sobie ze wszystkim sama.
- Każdy czasem potrzebuje pomocy, kogoś bliskiego. Eric nie wygląda mi na kogoś takiego, kto wskoczyłby za tobą w ogień czy chociażby pomógł jakąś dobrą radą.
- Dlaczego?
- Nie wiem. Źle mu z oczu patrzy. Uważaj na niego, okej?
Molly kiwa głową, z delikatnym uśmiechem, a potem się przytulamy.
Wracamy do chłopaków, którzy porywają nas do tańca. Tańczymy do kilku szybkich piosenek, a potem wracamy do stolika, by ochłonąć i opróżnić nasze kieliszki. Kiedy alkohol zaczyna nam buszować po głowie, DJ gra wolniejszą piosenkę. Eric zaprasza Molly na parkiet, a zaraz za jego śladami idzie Robin. Molly i Eric kręcą się koło nas.
Gdzieś w połowie piosenki giną mi z oczu...
Gdy piosenka się kończy i Robin obraca mnie ostatni raz, staję jak wryta. Przede mną, trzy metry od nas stoi Erik i jego kumple. Stoi z założonymi rękami, patrzy na mnie i uśmiecha się przebiegle. O co mu chodzi?
Wracam z Robinem do naszego stolika. Chwilę potem chłopaki nas mijają, ale żaden nie zwraca na nas uwagi. Erik dyskutuje z kolegami, a Danny, który jako jedyny nie uczestniczy w rozmowie, rozgląda się ciekawie po klubie, jakby był tu pierwszy raz. I chyba faktycznie tak jest, bo nigdy wcześniej żadnego z nich tu nie widziałam.
Przy zajętym przez nich stoliku siada tylko Dan. On jako jedyny jest w stałym związku. Pozostali zaczepiają przypadkowe dziewczyny i zaczynają z nimi tańczyć, rozbierając je wzrokiem. Z Erikiem, oczywiście, na czele. Zerkam na Dana, który nadal się rozgląda - może kogoś szuka? - i znów przenoszę wzrok na Erika. Robi mi się niedobrze na widok jego rąk na jej tyłku. Obłapia ją bezwstydnie i chyba szepcze coś do ucha, a ona śmieje się. W końcu idą w kierunku toalet i ja nawet wiem, po co.
- Zamówisz mi jeszcze drinka? - pytam przyjaciela, odsuwając od siebie pusty kieliszek.
- Jesteś pewna? To już...
- Tak, jestem pewna - przerywam mu stanowczo.
Po tym drinku zamawiam kolejny. Oba piję szybko i nieelegancko.
- Jeszcze - mruczę.
- Ty już masz dość. - Chłopak wstaje, idzie do baru uregulować rachunek, a potem wraca do mnie, podnosi i odwozi do domu.


Karo, Erik to Segerstedt - Eric to Saade, który podrywa Molly. Proste xD

3 komentarze:

  1. Na początku się pogubiłam, bo chyba oboje byli tacy sami haha :D Ok, dzięki za info :D
    A to ci dopiero, wszyscy w jednym miejscu...Czekam na jakiś rozwój akcji, co do "naszej trójcy" :D

    OdpowiedzUsuń
  2. i jak ja mam Ci to skomentować, co? ;p
    "- One raczej sensownie nie myślą.
    - Jeśli w ogóle myślą." święta prawda, znam takie. c:

    OdpowiedzUsuń
  3. ”Staję i puszczam jej dłoń. Słyszę łomot. Oglądam się za siebie i widzę... dywan z Molly Sandén.
- Nie musisz mi padać do stóp„-he nie ma to jak sprint w szpilkach;) Ech Erik jak zwykle bajera i do toalety;/ czekam na cd;**

    OdpowiedzUsuń