17 września 2013

:.8.:



- Jesteś gotowa? – spytał Dan, parkując samochód.
- Na coś takiego można być gotowym? – Odpięłam pas bezpieczeństwa i opierając głowę o zagłówek, wzięłam głęboki oddech.
Danny położył dłoń na mojej i rzekł:
- Jeszcze możesz się wycofać.
Pokręciłam smutno głową.
- Nie mogę – rzekłam cicho. W gardle pojawiła mi się ogromna gula, która uniemożliwiała mi mówienie.
Wysiadłam z samochodu, a Danny zaraz za mną. Na drżących kolanach weszłam do budynku, w którym za chwilę moje dziecko straci szansę na beztroskie dzieciństwo, pierwsze zauroczenia, miłość. Na życie.
Recepcjonistka powiedziała nam, gdzie mamy się udać. Na moment stanęłam, niezdolna do jakiegokolwiek ruchu. Miałam ochotę zawrócić, wracać do domu i o wszystkim zapomnieć. Za dziewięć miesięcy urodziłabym i, choć byłabym samotną matką, może wszystko by się jakoś ułożyło. Ale nie mogłam. Musiałam doprowadzić sprawę do końca.
- Molly? - rzekł Dan z troską w głosie.
Pokręciłam tylko głową.
- Wszystko okej. Chodźmy.
Ruszyłam przed siebie szybkim krokiem, nawet nie patrząc zbytnio gdzie idę. Chciałam mieć to już za sobą. Danny dreptał za mną. Odezwał się dopiero wtedy, kiedy minęłam gabinet, w którym miałam mieć zabieg. Gdy się zatrzymałam, Danny wziął mnie w ramiona. Nawet nie wiedziałam, że cała drżę.
- Spokojnie, jestem z tobą. Wszystko będzie dobrze.
Szczerze? Gdybym była tam sama, zwariowałabym. Tylko dzięki niemu jeszcze stamtąd nie zwiałam, gdzie pieprz rośnie.
Odsunęłam się od niego i otarłam łzę.
- Chcesz, żebym wszedł tam z tobą? - spytał, patrząc mi w oczy.
- Nie. Ale dzięki. - Uśmiechnąłem się słabo.
Blondyn odprowadzał mnie wzrokiem, gdy wchodziłam do gabinetu.
Facet, który miał wykonać zabieg, bo nie wiem, czy można go nazwać lekarzem, już się przygotowywał. Nie miałam nawet chwili na przygotowanie się. Kiedy zobaczyłam te wszystkie narzędzia, zemdliło mnie. Ja nie chcę...
Jednak ostatnie, co pamiętam, to uśmiechnięta twarz Danny'ego. Tylko czemu akurat jego...?
Obudziłam się w jakimś małym, ale czystym pokoju. (nie wiem, czy przed zabiegiem usypiają, ale tak będzie xD). Niedaleko łóżka stał fotel, na którym siedział Danny. Patrzył na mnie, więc gdy otworzyłam oczy, podszedł i usiadł na skraju łóżka.
- Jak się czujesz?
Dobre pytanie...
- Jak morderca - odparłam po chwili milczenia.
Chłopak zmarkotniał, choć jeszcze przed chwilą uśmiechał się, starając się dodać mi otuchy. Milczał, patrząc na mnie.
- Nie patrz tak na mnie - poprosiłam, odwracając głowę.
- Jak?
- Ze współczuciem i litością. Nie potrzebuję tego.
Chłopak westchnął.
- Nie patrzę na ciebie z litością.
Spojrzałam na niego ze łzami w oczach.
- Nie płacz. - Otarł kciukiem przeźroczystą kropelkę, która zdążyła już wypłynąć.
Nie mogłam tego znieść. Chciałam odwrócić się na bok, ale gdy tylko się ruszyłam, syknęłam z bólu.
- Nie ruszaj się!
Ale ja nie słuchałam. Zakryłam dłońmi twarz i zaczęłam szlochać. Czułam się strasznie. Bolało mnie... wszystko. W dodatku wydawało mi się, że Danny patrzy teraz na mnie nie tylko z litością, ale też jak na... śmiecia. Głupią idiotkę, która zabiła własne dziecko, bo taki miała kaprys. I w pewnym sensie miałby rację...
Dan jakoś położył się koło mnie i przytulił tak, że nie musiałam zmieniać pozycji. Wtuliłam się w niego, a on głaskał mnie po włosach. Dodatkowo położył rękę na moim brzuchu i... masował. Co prawda to nie był taki ból, który można by było rozmasować, ale... To naprawdę mi pomogło. Dało mi jakiś taki wewnętrzny spokój.
Po jakimś czasie zasnęłam.

Kilka dni później...

Postanowiłam, że czas wracać. W klinice spędziłam dwie godziny, potem przenieśliśmy się do hotelu, choć nadal byłam słaba i obolała. Jeśli o mnie chodzi, mogłabym tam zostać już na zawsze. Nie uśmiechało mi się wracać, kiedy wiedziałam, co czeka mnie na uczelni. Nikt poza Nicole nie wiedział, że jadę usunąć ciążę i to w dodatku z Danny'm, ale mnie się wydawało, że wiedzą o tym wszyscy i teraz będą mnie wytykać palcami. Jak się okazało, niewiele się pomyliłam...
Od razu po powrocie czekała mnie konfrontacja z Janną. Gdy tylko weszliśmy na korytarz, dziewczyna podeszła do nas i strzeliła mi w twarz, krzycząc, że jestem kurwą. Oczywiście wszyscy zaczęli się na nas gapić. A ja… zwyczajnie miałam już wszystkiego dość. Zostałam zgwałcona, w wyniku czego zaszłam w ciążę, którą musiałam usunąć ze względu na matkę, którą ta wiadomość by zabiła. W dodatku kocham skrycie chłopaka, który ma dziewczynę, a ów dziewczyna wyzywa mnie od szmat. Chyba każdy się ze mną zgodzi, że to za dużo jak na studentkę muzyki, prawda?
Dlatego wtedy zagotowało się we mnie.
- Posłuchaj, paniusiu – zaczęłam, na co Janna zmrużyła oczy. – Nigdy więcej tak do mnie nie mów, rozumiesz? Za kogo ty się uważasz, co? Myślisz, że jak chodzisz z Danny’m Saucedo, to wszystko ci wolno? Że możesz pomiatać ludźmi jak rzeczami? – Janna otwierała usta, żeby coś powiedzieć, ale nie dopuściłam jej do głosu. – Milcz! – rozkazałam. – Wbij sobie do tej tępej główki, że ludzie to nie rzeczy! Danny też! Zachowujesz się, jakby był twoją własnością, a czy choć przez chwilę pomyślałaś, jak on się czuje? Może on chciałby czasem się z kimś spotkać, a nie tylko z tobą?
Patrzyłam, jak jej twarz aż czerwienieje ze złości i czekałam na jej reakcję.
Długo czekać nie musiałam.
Wokół panowała cisza, gdy Janna ryknęła niczym wściekłe zwierzę i rzuciła się na mnie. Zaczęłyśmy się szarpać. Musieli nas rozdzielać, bo byśmy sobie powyrywały włosy i pewnie na tym by się nie skończyło. Danny, który przez cały ten czas stał koło mnie i przyglądał się, jak pouczam Jannę, chwycił mnie w pasie i próbował odciągnąć od brunetki. Ją za to złapał Mattias.
- Zabierz ją stąd! – Dan próbował przekrzyczeć nasze wrzaski, zwracając się do przyjaciela. Ten skinął głową i z niemałym trudem zaciągnął gdzieś dziewczynę. Danny odwrócił mnie przodem do siebie i delikatnie potrząsnął. – Uspokój się!
Spojrzałam na niego z furią w oczach, jednak zaraz ta złość zmieniła się w smutek.
- Przepraszam – powiedziałam cicho.
- Za co? – Widać było, że naprawdę nie rozumie.
- To twoja dziewczyna. Nie powinnam była mówić tego wszystkiego i wtrącać się w wasze sprawy.
- Daj spokój. Dobrze jej nagadałaś. Należało jej się.
Zmarszczyłam brwi. Wszyscy wiedzieli, jaka jest Janna, ale myślałam, że Dan będzie jej bronił. Dziwny ten związek…
Skinęłam niemrawo głową i odeszłam. Odnalazłam Nicole.
- To było ekstra! – pisnęła moja przyjaciółka. – Dobrze jej powiedziałaś.
- Słyszałaś? – spytałam, na co dziewczyna skinęła głową. – Mogłaś mi pomóc.
- Po co? Świetnie sobie poradziłaś. – Wyszczerzyła się.
Wywróciłam oczami.
Po pierwszych zajęciach Nicole mi gdzieś zniknęła. Łaziłam po korytarzu i myślałam nad swoim życiem. Czy kiedyś jeszcze zaznam szczęścia?
W pewnym momencie postanowiłam wyjść przed uniwerek. Za jego budynkiem stała ławeczka, na której studenci czasem siadali i żalili się między sobą na wymagania profesorów. Jeśli ktoś kiedykolwiek myślał, że życie studenta to sielanka i wieczne imprezy, to był w błędzie. Trzeba też zakuwać i to ostro.
Nagle zobaczyłam kłócącą się parę, której szczerze mówiąc, miałam po dziurki w nosie. Jednak moje ciało bez mojej kontroli podniosło się z ławki, a nogi same poprowadziły mnie bliżej Danny’ego i Janny. Schowałam się za drzewem i słuchałam, o czym „rozmawiają”.
- Ona przechodzi teraz trudny okres! – krzyczał Dan, patrząc wściekle na Jannę.
- Ciekawe, skąd TY o tym wiesz!
- Nie jesteś aż tak głupia, żeby nie wiedzieć -  warknął, a mnie o mało oczy nie wyskoczyły z orbit.
Jannę zatkało, jednak nie na długo.
- Aha, więc byłeś z nią!
- Tak, byłem z nią! – wrzasnął tak, że aż podskoczyłam. – I wiesz co? Zrobiłbym to jeszcze raz, gdyby trzeba było.
Zapadła cisza. Jannę znowu zatkało. Mnie zresztą też.
- To nie ma sensu – rzekła Janna i ruszyła w stronę uniwersytetu.
- Masz rację, to nie ma sensu – rzucił Danny. – Nasz związek nie ma sensu.
Znów zapadła cisza. Wszystkiego bym się wtedy spodziewała, ale nie tego.
- Ty… Ty zrywasz ze mną?
- Nazwij to jak chcesz. – I odszedł.
Ja zrobiłam to samo, będąc w głębokim szoku.

Dwa tygodnie później…

Zbliżał się czas wiosennego balu. Wszyscy czekali na to wydarzenie i byli bardzo podnieceni. Wszyscy, z wyjątkiem mnie. Choć po stracie dziecka czułam się lepiej i nieco częściej uśmiechałam, nadal nie miałam ochoty na imprezy czy bale. Zresztą, z kim miałam na ten bal iść? Wszyscy mieli już parę.
Tydzień przed ów balem podszedł do mnie Danny. Zdziwiłam się, bo miałam wrażenie, że mnie unika.
- Hej – rzucił z uśmiechem.
- Cześć. – Również się uśmiechnęłam.
- Jak się czujesz?
- Lepiej, dzięki. – Znów się lekko uśmiechnęłam.
- Uśmiechasz się. To dobry znak.
- Powoli dochodzę do siebie.
Danny przestąpił z nogi na nogę.
- Słuchaj… - zaczął niepewnie. – Ta kawa nam nie wyszła… Może pójdziesz ze mną na bal?
Zatkało mnie. Otworzyłam szeroko oczy. Po sekundzie Dan zamknął mi usta, które, nie wiadomo kiedy, również rozdziawiłam. Chrząknęłam.
- Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł.
- Dlaczego?
- Co na to Janna? – spytałam, udając, że nie wiem o ich rozstaniu. Tak naprawdę wiedziała o tym połowa uniwersytety, o ile nie cały.
- Janna? A co ma do tego Janna? – Był szczerze zdziwiony. Marszczył brwi tak mocno, że utworzyła się z nich jedna linia.
Tylko co ja miałam na to odpowiedzieć?
- Przecież jesteście parą. To z nią powinieneś iść na bal.
Dan roześmiał się w głos.
- Jesteś niesamowita – rzekł ze śmiechem. – Zerwałem z Janną. Nie wierzę, że o tym nie wiesz. Cały uniwerek o tym mówi!
- Nie interesuję się plotkami.
- Tym razem to nie plotki.
Wzruszyłam ramionami.
- To jak? Co z tym balem? – spytał ponownie.
Zastanowiłam się chwilę. W sumie… To by była idealna okazja na utarcie Jannie nosa.
- Zgoda – powiedziałam. – Pójdę z tobą.
Chłopak uśmiechnął się szeroko i cmoknął mnie w policzek, mówiąc:
- Doskonale. – Po czym odszedł.
A ja… nie mogłam powstrzymać uśmiechu.
- Co ci tak wesoło? – Ni stąd, ni zowąd koło mnie pojawiła się Niki.
- Idę na bal – powiedziałam, szczerząc się, jakby to miało wszystko wyjaśnić.
- Jednak? – zdziwiła się.
No tak. Do tej pory podtrzymywałam, że nie mam ochoty iść i nie pójdę.
Skinęłam głową.
- Zaraz… A z kim?
- Z Danny’m.
I odeszłam, zostawiając przyjaciółkę w osłupieniu. Szłam, kręcąc biodrami i uśmiechając się sama do siebie. Koniec ze smutkami i użalaniem się nad sobą. Do gry wkracza nowa Molly.
Nicole zaciągnęła mnie na zakupy, choć powinnyśmy być jeszcze na zajęciach. Mówiłam już, że kocham tę wariatkę?

Tydzień później…

W przygotowaniach na bal pomogła mi mama. Bardzo się ucieszyła, gdy jej o nim powiedziałam. Stwierdziła, że to dobrze, że się trochę rozerwę i że powinnam to robić częściej. Żeby to było takie proste…
Tak więc kiedy ja się kąpałam, mama prasowała moją sukienkę, żeby było szybciej. Makijaż i fryzurę zrobiłam sobie jeszcze w szlafroku, żeby nie pobrudzić i nie pognieść kreacji, w którą wskoczyłam zaraz potem, prosząc mamę o pomoc przy zapięciu. Gdy się odwróciłam, mama miała łzy w oczach.
- Mamuś, co się stało?
Mama uśmiechnęła się przez łzy.
- Jesteś taka piękna. – Pogłaskała mnie po policzku. – Podobna do ojca.
- Mamo… - mruknęłam. W oczach stanęły mi łzy.
- Przepraszam! – powiedziała szybko. – Ty nie możesz się dzisiaj smucić. Twój chłopak padnie, gdy cię zobaczy.
- Nie… - zaczęłam, ale zamilkłam, kiedy mama wzięła mnie w ramiona i mocno przytuliła.
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Odsunęłam się od mamy i powiedziałam:
- To pewnie Danny. Otworzysz? Ja pójdę po torebkę.
Mama skinęła głową i uśmiechnęła się. Pobiegłam do swojego pokoju, włożyłam buty na obcasie, które stały koło szafy i wzięłam małą podręczną torebkę, do której wcześniej włożyłam komórkę i kilka kosmetyków. Rzuciłam ostatni raz okiem w lustro, oceniając swój wygląd. Nie było źle. Zgasiłam światło i wyszłam z pokoju. Jak się okazało, Danny był w kuchni z moją mamą. Gdy tam weszłam, szczęka mu opadła. Cóż, w końcu moja sukienka to nie byle jaki łaszek:


Fryzurę miałam taką:


On za to, w czarnym garniturze, bez muchy i krawata, z odpiętym jednym guzikiem pod szyją, wyglądał zabójczo. Kolana mi zmiękły, a mięsnie podbrzusza zacisnęły się boleśnie, gdy powoli ruszył w moją stronę, pożerając mnie wzrokiem. To było takie… seksowne.
- Cześć – powiedziałam, kiedy stanął tuż przede mną.
- Hej – mruknął nieprzytomnie. Dosłownie nie mógł oderwać ode mnie wzroku. Dopiero kiedy się delikatnie uśmiechnęłam, odchrząknął i rzekł: - Wyglądasz… zjawiskowo.
- Dziękuję – odparłam, czując, że się rumienię. – Ty też… całkiem, całkiem.
Uśmiechnął się.
Danny pomógł mi założyć płaszcz, pożegnaliśmy się z mamą i wyszliśmy. Jak się okazało, na dole czekała na nas… limuzyna. Blondyn pomógł mi do niej wsiąść, po czym sam zajął miejsce obok mnie. Przez całą drogę, co jakiś czas, czułam na sobie jego wzrok, choć patrzyłam w boczną szybę.
Limuzyna podwiozła nas prawie pod same drzwi naszego uniwersytetu. Wszystkie bale odbywały się tam. Niby fajnie. Gorzej, jak trzeba potem wszystko sprzątać.
Danny wysiadł i podał mi dłoń jak prawdziwy dżentelmen. Czułam się jak w bajce lub filmie. Miałam nadzieję, że reszta wieczoru też będzie taka magiczna.
Poszliśmy do szatni, by zdjąć wierzchnie ubranie, czyli płaszcze, po czym udaliśmy się na salę, gdzie panował już gwar. Chyba przybyliśmy jako ostatni, ale co tam. Zajęliśmy miejsca przy stoliku, a Dan przyniósł coś do picia. Piliśmy i rozmawialiśmy, co jakiś czas się śmiejąc. W pewnym momencie weszliśmy na temat Janny. Dan opowiadał o początkach ich związku, które były wprost sielanką. Serce mi się ściskało, ale pokornie słuchałam.
- Mogę o coś spytać? – odezwałam się w końcu.
- Jasne. Wal.
- Dlaczego z nią zerwałeś?
Widziałam, że zaskoczyłam go tym pytaniem, ale mimo to miałam nadzieję, że odpowie. Wydawało mi się, że tęskni za czasami, kiedy byli w tym związku szczęśliwi i spełnieni. Może dałoby się to jeszcze naprawić…
- Bo zdałem sobie sprawę, że jestem z nieodpowiednią dziewczyną – rzekł, patrząc mi głęboko w oczy. Na każdym stoliku stała świeca, więc w jego szaro-niebieskich tęczówkach odbijały się płomienie. Wtedy chyba zakochałam się w nim jeszcze bardziej.
DJ włączył jakąś wolną piosenkę. Danny wstał, stanął obok i wyciągając dłoń w moją stronę, zapytał:
- Zatańczysz ze mną?
Byłam w stanie tylko się uśmiechnąć i skinąć głową. Chwyciłam jego dłoń, a potem razem wtopiliśmy się w tłum na parkiecie. Zarzuciłam blondynowi ręce na szyję, a on objął mnie w talii. Bujaliśmy się we własnym rytmie, patrząc sobie w oczy, a ja miałam wrażenie, że jest to rytm naszych serc. Nagle Dan zdjął jedną dłoń z moich pleców i zewnętrzną jej częścią, gładził mój policzek. Gdy zaczął powoli zbliżać swoją twarz do mojej, czułam, jak w brzuchu budzi mi się stado motyli. Przymknęłam oczy, czekając na chwilę, której pragnęłam od kilku lat, jednak wtedy na sali zrobiło się zamieszanie…

4 komentarze:

  1. No nie wierzę, że jednak usunęła to dziecko -.-
    Awwwww ale romantycznie na końcu <3 Ale po co to przerwałaś ? -.- :D
    Dannis, weź się w kupe i powiedź jej, że ją kochasz ! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Pewnie Janna robi jakąś zadyme;)) Ech,a już było tak blisko:/ to mój mail:evela1993@onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. szczerze mówiąc to nie wiem jak mam to skomentować...
    ONI SIĘ MAJĄ POCAŁOWAĆ! XDDD
    dziękuję, dobranoc :D

    OdpowiedzUsuń
  4. ale ty fajnie psizesz :O . Obserwuje i zapraszam do siebie : *
    obserwujemy na bloglovin . ? ♥ .

    OdpowiedzUsuń