- Jesteś gotowa? – spytał Dan, parkując samochód.
- Na coś takiego można być gotowym? – Odpięłam pas
bezpieczeństwa i opierając głowę o zagłówek, wzięłam głęboki oddech.
Danny położył dłoń na mojej i rzekł:
- Jeszcze możesz się wycofać.
Pokręciłam smutno głową.
- Nie mogę – rzekłam cicho. W gardle pojawiła mi się ogromna
gula, która uniemożliwiała mi mówienie.
Wysiadłam z
samochodu, a Danny zaraz za mną. Na drżących kolanach weszłam do budynku, w
którym za chwilę moje dziecko straci szansę na beztroskie dzieciństwo, pierwsze
zauroczenia, miłość. Na życie.
Recepcjonistka
powiedziała nam, gdzie mamy się udać. Na moment stanęłam, niezdolna do
jakiegokolwiek ruchu. Miałam ochotę zawrócić, wracać do domu i o wszystkim
zapomnieć. Za dziewięć miesięcy urodziłabym i, choć byłabym samotną matką, może
wszystko by się jakoś ułożyło. Ale nie mogłam. Musiałam doprowadzić sprawę do
końca.
- Molly? -
rzekł Dan z troską w głosie.
Pokręciłam
tylko głową.
- Wszystko
okej. Chodźmy.
Ruszyłam przed
siebie szybkim krokiem, nawet nie patrząc zbytnio gdzie idę. Chciałam mieć to
już za sobą. Danny dreptał za mną. Odezwał się dopiero wtedy, kiedy minęłam
gabinet, w którym miałam mieć zabieg. Gdy się zatrzymałam, Danny wziął mnie w
ramiona. Nawet nie wiedziałam, że cała drżę.
- Spokojnie,
jestem z tobą. Wszystko będzie dobrze.
Szczerze?
Gdybym była tam sama, zwariowałabym. Tylko dzięki niemu jeszcze stamtąd nie
zwiałam, gdzie pieprz rośnie.
Odsunęłam się
od niego i otarłam łzę.
- Chcesz,
żebym wszedł tam z tobą? - spytał, patrząc mi w oczy.
- Nie. Ale
dzięki. - Uśmiechnąłem się słabo.
Blondyn
odprowadzał mnie wzrokiem, gdy wchodziłam do gabinetu.
Facet, który
miał wykonać zabieg, bo nie wiem, czy można go nazwać lekarzem, już się
przygotowywał. Nie miałam nawet chwili na przygotowanie się. Kiedy zobaczyłam
te wszystkie narzędzia, zemdliło mnie. Ja nie chcę...
Jednak
ostatnie, co pamiętam, to uśmiechnięta twarz Danny'ego. Tylko czemu akurat
jego...?
Obudziłam się
w jakimś małym, ale czystym pokoju. (nie wiem, czy przed zabiegiem usypiają,
ale tak będzie xD). Niedaleko łóżka stał fotel, na którym siedział Danny.
Patrzył na mnie, więc gdy otworzyłam oczy, podszedł i usiadł na skraju łóżka.
- Jak się
czujesz?
Dobre
pytanie...
- Jak morderca
- odparłam po chwili milczenia.
Chłopak zmarkotniał,
choć jeszcze przed chwilą uśmiechał się, starając się dodać mi otuchy. Milczał,
patrząc na mnie.
- Nie patrz
tak na mnie - poprosiłam, odwracając głowę.
- Jak?
- Ze
współczuciem i litością. Nie potrzebuję tego.
Chłopak
westchnął.
- Nie patrzę
na ciebie z litością.
Spojrzałam na
niego ze łzami w oczach.
- Nie płacz. -
Otarł kciukiem przeźroczystą kropelkę, która zdążyła już wypłynąć.
Nie mogłam
tego znieść. Chciałam odwrócić się na bok, ale gdy tylko się ruszyłam, syknęłam
z bólu.
- Nie ruszaj
się!
Ale ja nie
słuchałam. Zakryłam dłońmi twarz i zaczęłam szlochać. Czułam się strasznie.
Bolało mnie... wszystko. W dodatku wydawało mi się, że Danny patrzy teraz na
mnie nie tylko z litością, ale też jak na... śmiecia. Głupią idiotkę, która
zabiła własne dziecko, bo taki miała kaprys. I w pewnym sensie miałby rację...
Dan jakoś
położył się koło mnie i przytulił tak, że nie musiałam zmieniać pozycji.
Wtuliłam się w niego, a on głaskał mnie po włosach. Dodatkowo położył rękę na
moim brzuchu i... masował. Co prawda to nie był taki ból, który można by było
rozmasować, ale... To naprawdę mi pomogło. Dało mi jakiś taki wewnętrzny
spokój.
Po jakimś
czasie zasnęłam.
Kilka dni później...
Postanowiłam,
że czas wracać. W klinice spędziłam dwie godziny, potem przenieśliśmy się do
hotelu, choć nadal byłam słaba i obolała. Jeśli o mnie chodzi, mogłabym tam
zostać już na zawsze. Nie uśmiechało mi się wracać, kiedy wiedziałam, co czeka
mnie na uczelni. Nikt poza Nicole nie wiedział, że jadę usunąć ciążę i to w
dodatku z Danny'm, ale mnie się wydawało, że wiedzą o tym wszyscy i teraz będą
mnie wytykać palcami. Jak się okazało, niewiele się pomyliłam...
Od razu po
powrocie czekała mnie konfrontacja z Janną. Gdy tylko weszliśmy na korytarz,
dziewczyna podeszła do nas i strzeliła mi w twarz, krzycząc, że jestem kurwą.
Oczywiście wszyscy zaczęli się na nas gapić. A ja… zwyczajnie miałam już
wszystkiego dość. Zostałam zgwałcona, w wyniku czego zaszłam w ciążę, którą
musiałam usunąć ze względu na matkę, którą ta wiadomość by zabiła. W dodatku
kocham skrycie chłopaka, który ma dziewczynę, a ów dziewczyna wyzywa mnie od
szmat. Chyba każdy się ze mną zgodzi, że to za dużo jak na studentkę muzyki,
prawda?
Dlatego wtedy
zagotowało się we mnie.
- Posłuchaj,
paniusiu – zaczęłam, na co Janna zmrużyła oczy. – Nigdy więcej tak do mnie nie
mów, rozumiesz? Za kogo ty się uważasz, co? Myślisz, że jak chodzisz z Danny’m
Saucedo, to wszystko ci wolno? Że możesz pomiatać ludźmi jak rzeczami? – Janna
otwierała usta, żeby coś powiedzieć, ale nie dopuściłam jej do głosu. – Milcz!
– rozkazałam. – Wbij sobie do tej tępej główki, że ludzie to nie rzeczy! Danny
też! Zachowujesz się, jakby był twoją własnością, a czy choć przez chwilę
pomyślałaś, jak on się czuje? Może on chciałby czasem się z kimś spotkać, a nie
tylko z tobą?
Patrzyłam, jak
jej twarz aż czerwienieje ze złości i czekałam na jej reakcję.
Długo czekać
nie musiałam.
Wokół panowała
cisza, gdy Janna ryknęła niczym wściekłe zwierzę i rzuciła się na mnie.
Zaczęłyśmy się szarpać. Musieli nas rozdzielać, bo byśmy sobie powyrywały włosy
i pewnie na tym by się nie skończyło. Danny, który przez cały ten czas stał
koło mnie i przyglądał się, jak pouczam Jannę, chwycił mnie w pasie i próbował
odciągnąć od brunetki. Ją za to złapał Mattias.
- Zabierz ją stąd!
– Dan próbował przekrzyczeć nasze wrzaski, zwracając się do przyjaciela. Ten
skinął głową i z niemałym trudem zaciągnął gdzieś dziewczynę. Danny odwrócił
mnie przodem do siebie i delikatnie potrząsnął. – Uspokój się!
Spojrzałam na
niego z furią w oczach, jednak zaraz ta złość zmieniła się w smutek.
- Przepraszam
– powiedziałam cicho.
- Za co? –
Widać było, że naprawdę nie rozumie.
- To twoja
dziewczyna. Nie powinnam była mówić tego wszystkiego i wtrącać się w wasze
sprawy.
- Daj spokój.
Dobrze jej nagadałaś. Należało jej się.
Zmarszczyłam
brwi. Wszyscy wiedzieli, jaka jest Janna, ale myślałam, że Dan będzie jej
bronił. Dziwny ten związek…
Skinęłam
niemrawo głową i odeszłam. Odnalazłam Nicole.
- To było
ekstra! – pisnęła moja przyjaciółka. – Dobrze jej powiedziałaś.
- Słyszałaś? –
spytałam, na co dziewczyna skinęła głową. – Mogłaś mi pomóc.
- Po co?
Świetnie sobie poradziłaś. – Wyszczerzyła się.
Wywróciłam
oczami.
Po pierwszych
zajęciach Nicole mi gdzieś zniknęła. Łaziłam po korytarzu i myślałam nad swoim
życiem. Czy kiedyś jeszcze zaznam szczęścia?
W pewnym
momencie postanowiłam wyjść przed uniwerek. Za jego budynkiem stała ławeczka,
na której studenci czasem siadali i żalili się między sobą na wymagania
profesorów. Jeśli ktoś kiedykolwiek myślał, że życie studenta to sielanka i
wieczne imprezy, to był w błędzie. Trzeba też zakuwać i to ostro.
Nagle
zobaczyłam kłócącą się parę, której szczerze mówiąc, miałam po dziurki w nosie.
Jednak moje ciało bez mojej kontroli podniosło się z ławki, a nogi same poprowadziły
mnie bliżej Danny’ego i Janny. Schowałam się za drzewem i słuchałam, o czym
„rozmawiają”.
- Ona
przechodzi teraz trudny okres! – krzyczał Dan, patrząc wściekle na Jannę.
- Ciekawe,
skąd TY o tym wiesz!
- Nie jesteś
aż tak głupia, żeby nie wiedzieć -
warknął, a mnie o mało oczy nie wyskoczyły z orbit.
Jannę zatkało,
jednak nie na długo.
- Aha, więc
byłeś z nią!
- Tak, byłem z
nią! – wrzasnął tak, że aż podskoczyłam. – I wiesz co? Zrobiłbym to jeszcze
raz, gdyby trzeba było.
Zapadła cisza.
Jannę znowu zatkało. Mnie zresztą też.
- To nie ma
sensu – rzekła Janna i ruszyła w stronę uniwersytetu.
- Masz rację,
to nie ma sensu – rzucił Danny. – Nasz związek nie ma sensu.
Znów zapadła
cisza. Wszystkiego bym się wtedy spodziewała, ale nie tego.
- Ty… Ty zrywasz
ze mną?
- Nazwij to
jak chcesz. – I odszedł.
Ja zrobiłam to
samo, będąc w głębokim szoku.
Dwa tygodnie później…
Zbliżał się
czas wiosennego balu. Wszyscy czekali na to wydarzenie i byli bardzo
podnieceni. Wszyscy, z wyjątkiem mnie. Choć po stracie dziecka czułam się
lepiej i nieco częściej uśmiechałam, nadal nie miałam ochoty na imprezy czy
bale. Zresztą, z kim miałam na ten bal iść? Wszyscy mieli już parę.
Tydzień przed
ów balem podszedł do mnie Danny. Zdziwiłam się, bo miałam wrażenie, że mnie unika.
- Hej – rzucił
z uśmiechem.
- Cześć. –
Również się uśmiechnęłam.
- Jak się
czujesz?
- Lepiej,
dzięki. – Znów się lekko uśmiechnęłam.
- Uśmiechasz
się. To dobry znak.
- Powoli
dochodzę do siebie.
Danny
przestąpił z nogi na nogę.
- Słuchaj… -
zaczął niepewnie. – Ta kawa nam nie wyszła… Może pójdziesz ze mną na bal?
Zatkało mnie.
Otworzyłam szeroko oczy. Po sekundzie Dan zamknął mi usta, które, nie wiadomo
kiedy, również rozdziawiłam. Chrząknęłam.
- Nie jestem
pewna, czy to dobry pomysł.
- Dlaczego?
- Co na to
Janna? – spytałam, udając, że nie wiem o ich rozstaniu. Tak naprawdę wiedziała
o tym połowa uniwersytety, o ile nie cały.
- Janna? A co
ma do tego Janna? – Był szczerze zdziwiony. Marszczył brwi tak mocno, że
utworzyła się z nich jedna linia.
Tylko co ja
miałam na to odpowiedzieć?
- Przecież
jesteście parą. To z nią powinieneś iść na bal.
Dan roześmiał
się w głos.
- Jesteś
niesamowita – rzekł ze śmiechem. – Zerwałem z Janną. Nie wierzę, że o tym nie
wiesz. Cały uniwerek o tym mówi!
- Nie
interesuję się plotkami.
- Tym razem to
nie plotki.
Wzruszyłam
ramionami.
- To jak? Co z
tym balem? – spytał ponownie.
Zastanowiłam
się chwilę. W sumie… To by była idealna okazja na utarcie Jannie nosa.
- Zgoda –
powiedziałam. – Pójdę z tobą.
Chłopak
uśmiechnął się szeroko i cmoknął mnie w policzek, mówiąc:
- Doskonale. –
Po czym odszedł.
A ja… nie
mogłam powstrzymać uśmiechu.
- Co ci tak
wesoło? – Ni stąd, ni zowąd koło mnie pojawiła się Niki.
- Idę na bal –
powiedziałam, szczerząc się, jakby to miało wszystko wyjaśnić.
- Jednak? –
zdziwiła się.
No tak. Do tej
pory podtrzymywałam, że nie mam ochoty iść i nie pójdę.
Skinęłam
głową.
- Zaraz… A z
kim?
- Z Danny’m.
I odeszłam,
zostawiając przyjaciółkę w osłupieniu. Szłam, kręcąc biodrami i uśmiechając się
sama do siebie. Koniec ze smutkami i użalaniem się nad sobą. Do gry wkracza
nowa Molly.
Nicole
zaciągnęła mnie na zakupy, choć powinnyśmy być jeszcze na zajęciach. Mówiłam
już, że kocham tę wariatkę?
Tydzień później…
W
przygotowaniach na bal pomogła mi mama. Bardzo się ucieszyła, gdy jej o nim
powiedziałam. Stwierdziła, że to dobrze, że się trochę rozerwę i że powinnam to
robić częściej. Żeby to było takie proste…
Tak więc kiedy
ja się kąpałam, mama prasowała moją sukienkę, żeby było szybciej. Makijaż i
fryzurę zrobiłam sobie jeszcze w szlafroku, żeby nie pobrudzić i nie pognieść
kreacji, w którą wskoczyłam zaraz potem, prosząc mamę o pomoc przy zapięciu.
Gdy się odwróciłam, mama miała łzy w oczach.
- Mamuś, co
się stało?
Mama
uśmiechnęła się przez łzy.
- Jesteś taka
piękna. – Pogłaskała mnie po policzku. – Podobna do ojca.
- Mamo… -
mruknęłam. W oczach stanęły mi łzy.
- Przepraszam!
– powiedziała szybko. – Ty nie możesz się dzisiaj smucić. Twój chłopak padnie,
gdy cię zobaczy.
- Nie… -
zaczęłam, ale zamilkłam, kiedy mama wzięła mnie w ramiona i mocno przytuliła.
Nagle rozległ
się dzwonek do drzwi. Odsunęłam się od mamy i powiedziałam:
- To pewnie
Danny. Otworzysz? Ja pójdę po torebkę.
Mama skinęła
głową i uśmiechnęła się. Pobiegłam do swojego pokoju, włożyłam buty na obcasie,
które stały koło szafy i wzięłam małą podręczną torebkę, do której wcześniej włożyłam
komórkę i kilka kosmetyków. Rzuciłam ostatni raz okiem w lustro, oceniając swój
wygląd. Nie było źle. Zgasiłam światło i wyszłam z pokoju. Jak się okazało, Danny
był w kuchni z moją mamą. Gdy tam weszłam, szczęka mu opadła. Cóż, w końcu moja
sukienka to nie byle jaki łaszek:
Fryzurę miałam taką:
On za to, w
czarnym garniturze, bez muchy i krawata, z odpiętym jednym guzikiem pod szyją,
wyglądał zabójczo. Kolana mi zmiękły, a mięsnie podbrzusza zacisnęły się
boleśnie, gdy powoli ruszył w moją stronę, pożerając mnie wzrokiem. To było
takie… seksowne.
- Cześć –
powiedziałam, kiedy stanął tuż przede mną.
- Hej –
mruknął nieprzytomnie. Dosłownie nie mógł oderwać ode mnie wzroku. Dopiero
kiedy się delikatnie uśmiechnęłam, odchrząknął i rzekł: - Wyglądasz…
zjawiskowo.
- Dziękuję –
odparłam, czując, że się rumienię. – Ty też… całkiem, całkiem.
Uśmiechnął
się.
Danny pomógł
mi założyć płaszcz, pożegnaliśmy się z mamą i wyszliśmy. Jak się okazało, na
dole czekała na nas… limuzyna. Blondyn pomógł mi do niej wsiąść, po czym sam
zajął miejsce obok mnie. Przez całą drogę, co jakiś czas, czułam na sobie jego
wzrok, choć patrzyłam w boczną szybę.
Limuzyna podwiozła
nas prawie pod same drzwi naszego uniwersytetu. Wszystkie bale odbywały się tam.
Niby fajnie. Gorzej, jak trzeba potem wszystko sprzątać.
Danny wysiadł
i podał mi dłoń jak prawdziwy dżentelmen. Czułam się jak w bajce lub filmie. Miałam
nadzieję, że reszta wieczoru też będzie taka magiczna.
Poszliśmy do
szatni, by zdjąć wierzchnie ubranie, czyli płaszcze, po czym udaliśmy się na
salę, gdzie panował już gwar. Chyba przybyliśmy jako ostatni, ale co tam. Zajęliśmy
miejsca przy stoliku, a Dan przyniósł coś do picia. Piliśmy i rozmawialiśmy, co
jakiś czas się śmiejąc. W pewnym momencie weszliśmy na temat Janny. Dan
opowiadał o początkach ich związku, które były wprost sielanką. Serce mi się ściskało,
ale pokornie słuchałam.
- Mogę o coś
spytać? – odezwałam się w końcu.
- Jasne. Wal.
- Dlaczego z
nią zerwałeś?
Widziałam, że
zaskoczyłam go tym pytaniem, ale mimo to miałam nadzieję, że odpowie. Wydawało mi
się, że tęskni za czasami, kiedy byli w tym związku szczęśliwi i spełnieni. Może
dałoby się to jeszcze naprawić…
- Bo zdałem
sobie sprawę, że jestem z nieodpowiednią dziewczyną – rzekł, patrząc mi głęboko
w oczy. Na każdym stoliku stała świeca, więc w jego szaro-niebieskich
tęczówkach odbijały się płomienie. Wtedy chyba zakochałam się w nim jeszcze
bardziej.
DJ włączył jakąś
wolną piosenkę. Danny wstał, stanął obok i wyciągając dłoń w moją stronę,
zapytał:
- Zatańczysz
ze mną?
Byłam w stanie
tylko się uśmiechnąć i skinąć głową. Chwyciłam jego dłoń, a potem razem wtopiliśmy
się w tłum na parkiecie. Zarzuciłam blondynowi ręce na szyję, a on objął mnie w
talii. Bujaliśmy się we własnym rytmie, patrząc sobie w oczy, a ja miałam
wrażenie, że jest to rytm naszych serc. Nagle Dan zdjął jedną dłoń z moich pleców
i zewnętrzną jej częścią, gładził mój policzek. Gdy zaczął powoli zbliżać swoją
twarz do mojej, czułam, jak w brzuchu budzi mi się stado motyli. Przymknęłam oczy,
czekając na chwilę, której pragnęłam od kilku lat, jednak wtedy na sali zrobiło
się zamieszanie…


No nie wierzę, że jednak usunęła to dziecko -.-
OdpowiedzUsuńAwwwww ale romantycznie na końcu <3 Ale po co to przerwałaś ? -.- :D
Dannis, weź się w kupe i powiedź jej, że ją kochasz ! :D
Pewnie Janna robi jakąś zadyme;)) Ech,a już było tak blisko:/ to mój mail:evela1993@onet.pl
OdpowiedzUsuńszczerze mówiąc to nie wiem jak mam to skomentować...
OdpowiedzUsuńONI SIĘ MAJĄ POCAŁOWAĆ! XDDD
dziękuję, dobranoc :D
ale ty fajnie psizesz :O . Obserwuje i zapraszam do siebie : *
OdpowiedzUsuńobserwujemy na bloglovin . ? ♥ .