- Cześć Robin, długo czekasz ? - zapytałam, wsiadając do samochodu.
- Dopiero podjechałem. - przywitaliśmy się buziakiem w policzek.
Zaraz za mną do auta wsiadła Molly. Przywitała się z Robinem i ruszyliśmy w kierunku Lund University. Tym razem nie było problemu z parkowaniem. W końcu zrobiło się ciepło i większa część uczelni jeździ autobusami lub tramwajami. Wszyscy tłumnie wchodzili do budynku, więc jakoś zgubiłam Molly.
- O której dzisiaj kończysz ? - zapytał Robin, gdy stanęliśmy w korku przed głównymi drzwiami.
- Mam do 14, a Ty ? - spojrzałam na niego, lecz całkiem co innego przykuło moją uwagę za plecami chłopaka.
- Ja o 13:35. Poczekać na Ciebie ? - zapytał, ale nie skupiłam na nim uwagi.
Za Robinem w grupie innych chłopaków szedł On. Jak zwykle idealnie ułożone włosy na żelu, kilkudniowy zarost, który dodawał mu dodatkowej nuty tajemniczości i ten niezwykle cudny uśmiech. Ma idealne wyczucie mody. Ciemnoszary T-shirt idealnie podkreśla jego sylwetkę i umięśnione ciało. Ahhh, gdybym mogła go dotknąć...
- Haloo ? Ziemia do Nicole. - przed oczyma zobaczyłam rękę. - Boże, dziewczyno. Nie masz na co liczyć. Erik wyrywa dziewczyny na jedną noc. - mówiąc, wywrócił oczyma.
- Skąd wiesz ? - zaczęłam bronić chłopaka.
- Niki, o tym wszyscy wiedzą. - spojrzał na mnie w stylu 'to oczywiste'.
Spuściłam głowę wiedząc, że nie mam już skutecznych argumentów. To prawda i taki jest Erik. Wzdychnełąm i ruszyłam do szafek.
- Tak, możesz na mnie poczekać. - uśmiecham się mile.
- Będę czekać w samochodzie. Do zobaczenia. - całuje mnie w policzek i znika gdzieś na szkolnym korytarzu.
Otwieram szafkę, wyjmuję potrzebne książki i gdy ją zamykam, słyszę jak ktoś mnie woła. Odwracam głowę w tamtym kierunku, lecz nogi same mnie niosą w kierunku klasy. Nagle wpadam na kogoś, a wszystko co trzymałam w ramionach, rozsypuje się na podłogę. Chłopak odwraca się i zamieram. O Boże. To Erik. Z początku jego oczy pałają gniewem, ale gdy widzi moją wystraszoną minę, przybierają znów swój poprzedni blask. Zażenowana, szybko kucam i zbieram rozsypane kartki. Chłopak robi to samo. Serce gwałtownie mi przyspiesza. Ale jestem niezdarą. Wstrzymuję gwałtownie oddech, gdy jego palce przejeżdżają delikatnie po mojej dłoni. Podnoszę wzrok, a on przewierca mnie na wylot swoimi ciemnozielonymi oczyma. Poczułam wtedy mocne zaciskanie każdego mięśnia w moim ciele, a płuca przestały funkcjonować.
- Prosze. - odzywa się, a ja czuję, że mój język odmówił posłuszeństwa. Jak zahipnotyzowana, odbieram od niego kartki, a on uśmiecha się widząc w jakim jestem stanie. Gdyby nie dzwonek oznajmujący zakończenie przerwy, dawno bym się udusiła.
- Erik chodź, Petersson nas zabije za spóźnienie. - mówi jeden z jego kumpli. Ma na imię Mattias i za godzinę mamy razem lekcje. Brunet robi krok w tył w tym samym kierunku co chłopaki. Gdy ostatecznie się odwraca, koło mnie wyrasta Molly.
Wdycham tlen, którego brakowało moim płucom, i słyszę głos przyjaciółki:
- Wow, Nikki nie zemdlałaś ! - ekscytuje się. Patrzę na nią spod byka i ponownie wracam wzrokiem do miejsca na korytarzu, gdzie jeszcze niedawno znajdował się Erik z chłopakami.
Wzdycham ciężko, kiedy Molly uświadamia mi, jaką mamy teraz lekcję i ciągnie mnie do klasy za ramię.
- W końcu ostatnia lekcja. - cieszy się Molly.
- Wszystko, tylko nie w-f. - wywracam oczami, gdy wchodzimy do szatni damskiej.
Molly uwielbia się ruszać. Często próbuje mnie wyciągnąć na poranne biegi, ale nie mam zbytnio dobrej motywacji, aby się z nią zabrać. Jedyny ruch jak uprawiam, to jazda konna. Tyle mi do szczęścia wystarcza.
- Powinnaś lubić w-f, przecież jeżdżąc konno ćwiczysz mięśnie... - o nie, teraz się zacznie wykład Molly na temat ćwiczeń, które powinnam uprawiać, aby poprawić swoją zaniedbaną kondycję.
Udając, że jej słucham, wracam wspomnieniami do porannego spotkania. Tyle emocji, jakie się ukazały przez te parę chwil... Tyle czasu nie zwracał na mnie uwagi, a tu prosze, wystarczyło na niego wpaść, aby mnie zauważył. Ahh, ten jego wzrok. Był zarazem zimny, jak i gorący.
- Hej, co Ty robisz ? - pyta mnie Molly, przywracając do rzeczywistości.
Patrzy to na mnie, to na moje nogi. Ubrałam spodenki na spodnie.
- Ehh, kobieto. Nie ma się czym podniecać. On tylko na ciebie spojrzał. - tylko ona umie podciąć skrzydła mojemu szczęściu.
- Dzięki, brakowało mi tego Twojego potężnego młota, który ostudzi moją radość. - warczę urażona i ściągam wpierw spodenki, a potem spodnie.
- Nicole, przepraszam. Po prostu... Ja..
- Dobra, daruj sobie. - zamykam szafkę i idąc w stronę boiska szkolnego, związuje włosy w koński ogon.
Dziewczyny przede mną mocno się ekscytują czymś, więc się do nich przyłączam. Stoją w niedużej odległości od drugiej grupy. Stanowią ją same chłopaki. Dziwne, zawsze mamy tylko z dziewczynami.
- Od kiedy oni z nami mają ? - pyta jedna dziewczyna pozostałych.
- Henrik opowiadał nam dzisiaj, że ich nauczyciel od śpiewu zginął wczoraj w wypadku.
- Oh... - mówią wszystkie.
- I będą mieć z nami w-fy, dopóki nie znajdzie się nowy nauczyciel.
O nie. Tam jest co najmniej 25 chłopaków. Spalę się ze wstydu. Nie cierpię, kiedy ktoś mnie obserwuje, i to dziwne uczucie, że masz na sobie tyle męskich wzroków. O nie.
- Hej Nikki ! - słyszę znajomy głos i odwracam się w jego stronę. No nie. To Robin. Macha do mnie wesoło. Nieśmiało odmachuję, a zaraz po tym, chowam się za grupką dziewczyn. Gdy lekko się wychylam, dostrzegam Mattiasa, a obok niego Danny'ego. Obok niego stoi... O kurwa. Mam ochotę uciec stąd z krzykiem. Kiedy podchodzi do mnie Molly, grupka dziewczyn odchodzi gdzieś dalej.
- Czemu tak uciekłaś ? - pyta mnie brunetka, a ja kątem oka zerkam na chłopaków. Danny wskazuje na nas, a Matt i Erik przyglądają się nam z zaciekawieniem.
O nie, o nie, o nie. Rozmawiają o nas. Przyglądam się sobie z góry do dołu. Moje spodenki zakrywają tyle co nic, a podkoszulek ma zbyt duży dekolt. To zdecydowanie nie jest odpowiedni strój na w-f w tej szkole. Wymogi, to wymogi.
- Molly, Danny i chłopaki nas obserwują. - mówię, wskazując na nich wzrokiem, nie odwracając głowy. Ona za to, całkowicie się do nich odwraca i jeszcze do nich macha ! Molly !
- Oszalałaś ?! Jeszcze tu przyjdą ! - łapię ją za rękę i spuszczam na dół.
- I oto chodzi. - uśmiecha się radośnie. - Ale na to wygląda, że narazie przyciągnęłam Robina. - wywraca teatralnie oczyma i odchodzi ode mnie.
- Hej. - wita mnie chłopak.
- Hej. - uśmiecham się lekko. - Słyszałam, co się stało z waszym nauczycielem od śpiewu. Przykro mi.
- Szkoda gadać. Nawet go lubiłem. Ale cóż... Na każdego przyjdzie pora. - mówiąc, drapie się po karku, jakby miało mu to pomóc w doborze słów. Nagle rozlega się gwizd.
- No dobra panienki, zapraszam do mnie ! - krzyczy nasza nauczycielka.
- No to idę. - mówię, robiąc kilka kroków w tył i wpadam na jakąś dziewczynę. Od razu ją przepraszam i uśmiecham się, aby załagodzić nieco sytuację. Ona również się uśmiecha. Oglądam się za Robinem, a on kręci głową, śmiejąc się pod nosem. Już ja mu dam się ze mnie nabijać ! Kiedy mam ochotę za nim krzyknąć, orientuję się że obserwuje mnie Erik. Stoi z założonymi rękoma, rozbawiony. Przygryzam nieśmiało wargę i wracam do dziewczyn.
Dzięki Bogu, że dzisiaj grałyśmy z dala od chłopaków. My zajęłyśmy jedno skrzydło boiska, a oni siedzieli na trybunach po drugiej stronie stadionu. Jednak mimo to czułam na sobie wzrok tej trójki. To było mocno rozpraszające. Dziękuję w myślach Bogu, gdy możemy się iść przebrać do szatni.
Wyszliśmy z uczelni całą trójką, ale Molly powiedziała, że musi wracać do domu, więc Robin grzecznie ją odwiózł.
- Dzięki. Do jutra - szczebiota i zgrabnie wysiada z samochodu. Kiedy brunetka wchodzi na klatkę schodową, Robin odjeżdża z piskiem opon, aż nieco wbija mnie w fotel.
- Jezu, zwolnij - skomlę.
- Sorry - mruczy i dociska delikatnie hamulec.
- Przede mną nie musisz szpanować. - Śmieję się, a chłopak ze mną.
Jedziemy do miłej kawiarenki, gdzie pijemy kawę i jemy po ciastku.
- Co robisz w sobotę wieczorem? - pyta w pewnym momencie, dźgając swoje ciacho.
- Nie wiem. Chyba nic. A co?
- Może gdzieś wyskoczymy?
- Masz na myśli jakieś konkretne miejsce? - pytam, choć dobrze wiem, co ma na myśli.
- Się głupio pytasz!
Znów się śmieję. Zawsze chadzamy w to samo miejsce w sobotnie wieczory. Oficjalna nazwa to Gondolen, ale my nazwaliśmy bar Naszą Knajpką, bo leży blisko naszych domów. To znaczy mojego i Molly, bo Robin mieszka pół godziny drogi od nas.
- To jak? - upomina się.
- Jasne. Zapytam Molly, czy ma jakieś plany. - Uśmiecham się do przyjaciela.
- No tak, jasne - mamrocze i dłubie w resztkach swojego ciasta. Co jest? Powiedziałam coś nie tak?
Pół godziny później Robin odwozi mnie do domu. Żegnamy się, ja biorę swoją torbę i idę do mieszkania.
- Dobrze, że jesteś. Siadaj, podaję obiad - woła tata z kuchni.
Idę do łazienki umyć ręce, a potem siadam do stołu. Gdy jemy, tata pyta, jak minął mi dzień. Opowiadam w dużym skrócie, co działo się na uczelni i że potem Robin zaprosił mnie na kawę.
- Lubię tego Robina. Miły z niego chłopak.
- Tato... - jęczę, bo wiem, o co mu chodzi. Najchętniej postawiłby mnie i Robina przed ołtarzem.
- No co? Patrzy na ciebie tak czule - mruczy, a ja wywracam oczami.
- Patrzy na mnie normalnie.
- Oj córcia, córcia. Żyję na tym świecie dłużej niż ty i uwierz mi, umiem odczytywać ludzkie uczucia.
- Najwyraźniej nie tak dobrze. - Wstaję, biorę swój talerz i wkładam go do zlewu, a potem idę do swojego pokoju.
Wieczorem Molly wysyła mi esa z prośbą, bym do niej wpadła. Ubieram się i idę do przyjaciółki, która mieszka kilka ulic dalej. Drzwi otwiera jej mama.
- Dobry wieczór - witam się. - Molly prosiła, żebym do niej przyszła.
- Dobry wieczór. Wiem, uprzedzała mnie, że mam cię wpuścić bez grzecznościowych formułek. - Kobieta śmieje się i otwiera szerzej drzwi, bym mogła wejść.
- No tak, cała Molly. - Wywracam teatralnie oczami i chichoczę, zdejmując kurtkę i buty.
Kobieta znika w kuchni, a ja idę do pokoju na końcu korytarza. Wchodzę bez pukania, jak to mamy w zwyczaju.
- Cześć. Co się takiego stało, że wleczesz mnie po mieście o tej godzinie?
- Nie marudź i siadaj. - Pokazuje palcem krzesło przy biurku.
Wzdycham, ale posłusznie na nim siadam. Brunetka staje koło mnie i klika kilka razy w swoim laptopie. Moim oczom ukazuje się rozmowa na portalu społecznościowym. Patrzę pytająco na przyjaciółkę.
- Czytaj - rzuca.
Czytam. I nie wierzę.
- Ściągnęłaś mnie tutaj, żeby mi pokazać, że Eric zaprosił cię na kawę? Nie mogłaś mi tego w esie napisać? Albo powiedzieć jutro rano? - warczę.
- Nie zasnęłabym, gdybym ci tego nie powiedziała! - broni się.
Kręcę z niedowierzaniem głową. Czegoś tu nie rozumiem.
- Przecież ty go nie lubisz.
- Lubię.
- Ale nie tak, jak Danny'ego.
Brunetka zwiesza głowę.
- Doszłam do wniosku, że nie mam na co liczyć. On mnie nawet nie zauważa. Połowa uczelni do niego wzdycha. Dlaczego miałby wybrać akurat mnie?
Jej entuzjazm, którym pałała jeszcze pięć minut temu wyparował.
- Może dlatego, że jesteś ładna, miła, inteligentna? Mam wymieniać dalej?
Prycha.
- Daj spokój. Większość osób uważa mnie za kujonkę. Nawet Robin! Tylko ty wiesz, jaka jestem naprawdę - mówi smutno.
Robi mi się jej żal. Wstaję i przytulam ją, a potem obie siadamy na jej łóżku.
- To, że nie wszyscy widzą w tobie prawdziwe piękno, nie znaczy, że masz umawiać się z pierwszym lepszym, wiesz? Walcz, Molly!
- Walczyć? Niki, o co? Nie mam szans. Poza tym naprawdę lubię Erika - dodaje bez przekonania.
Znów ją przytulam.
- No dobrze, powodzenia.
- Dzięki. - Uśmiecha się blado.
Kilka minut później żegnamy się i ja wracam do domu. W pewnym momencie słyszę kroki za plecami...
Fajnie się zaczyna c: hahaha, wf z TAKIMI chłopakami... Mr <3 xd
OdpowiedzUsuńCzekam na cedek ;P
Hahaha ja bym się chyba nie dała rady ruszać po boisku wiedząc że oni siedzą i się gapią. :d ciekawe kto za nią szedł. Czekam na nn;*
OdpowiedzUsuńNoooo nooo całkiem fajni się zapowiada :D Idę nadrabiać dalej :D
OdpowiedzUsuń