Powoli miałam już tego wszystkiego po
prostu dość. Moja najlepsza przyjaciółka mnie nie pamiętała i
przez to zwyczajnie mnie odtrącała. A ja tak cholernie za nią
tęskniłam. Chciałam ją przytulić, pogadać o wszystkim i o
niczym tak jak przedtem, przed wypadkiem. Dlaczego ona mnie nie
pamięta? Zachowuje się tak, jakbym zrobiła jej coś złego. Gdyby
nie Danny, załamałabym się. Bardzo mnie w tym wspierał, był przy
mnie praktycznie cały czas, nawet czasem u mnie nocował. Moja mama
nie miała nic przeciwko, a ja go potrzebowałam.
Nicole zamieszkała u Erika, bo tylko
przy nim czuła się bezpiecznie. Za to mnie w ogóle się to nie
podobało. Czemu sobie ubzdurała, że są parą? Ktoś taki jak Erik
Segerstedt nie potrafi przejawiać jakichkolwiek uczuć. Na ten bal
zaprosił ją tylko dla szpanu albo żeby ją zaliczyć jak większość
panienek na naszym uniwerku. Wszystkie do niego wzdychały, a on
tylko wybierał, którą mógłby przelecieć bez żadnego
zaangażowania uczuciowego. Boję się, że jej chce zrobić to samo,
a ja nie mogę jej przed tym uchronić. To mnie dobija.
Szłam korytarzem uniwersytetu ze
zwieszoną głową, gdy na mojej drodze wyrósł Danny z tym swoim
zabójczym uśmiechem. Na mojej twarzy od razu też zagościł
delikatny uśmiech.
- Jak się ma najpiękniejsza
dziewczyna na tym uniwerku? - spytał wesoło. Często tak mówił,
żeby poprawić mi humor. Kochany.
Zaśmiałam się cicho.
- Tylko na tym uniwerku? - Puściłam
mu oczko.
- Och, przepraszam. Na całym świecie.
- Podszedł do mnie jeszcze bliżej i mnie przytulił, całując w
czoło. Na środku korytarza, wśród co najmniej kilkudziesięciu
gapiów.
Zamknęłam oczy, zaciągając się
jego męskim zapachem. Nagle ktoś mnie od niego brutalnie odciągnął.
- Ty szmato! Jak śmiesz tak publicznie
tulić się do MOJEGO faceta?! - wydarła się Janna.
Westchnęłam cicho. Jeszcze jej mi
brakowało. Ale zaraz. Jak to jej faceta? Przecież... rozstali
się... prawda?
- Janna, uspokój się - rzekł cicho
Dan. - Wszyscy się na nas patrzą.
Rozejrzałam się dyskretnie. No jasne,
wszyscy obecni na korytarzu gapili się na nas. Zajebiście po
prostu.
- I dobrze, niech wiedzą jaka z niej
lafirynda! Przystawia się do zajętego mężczyzny.
- Janna, przestań. My już nie
jesteśmy i nie będziemy razem. Zrozum to - mówił do niej blondyn,
jakby tłumaczył coś małemu dziecku.
- Ale Dan, ja cię kocham -
zaświergotała i chyba chciała go pocałować, ale się odsunął.
Ha!
- Chodźmy stąd. - Chłopak westchnął,
spojrzał na mnie przepraszająco i pociągnął ją gdzieś.
Patrzyłam na nich póki nie zniknęli
za rogiem, a potem... uciekłam, mimo że zajęcia się jeszcze nie
skończyły. Musiałam. Wszyscy patrzyli na mnie jak na trędowatą.
Pojechałam do domu i od razu zamknęłam
się w swoim pokoju, kładąc na łóżku i zwijając w kłębek. Łzy
cisnęły mi się do oczu, ale robiłam wszystko, by się nie
rozpłakać. Nie chciałam ryczeć przez tę idiotkę. Jej tylko o to
chodzi, nie dam jej tej satysfakcji. A Danny nie jest zabawką ani
marionetką w niczyich rękach. Sam zdecyduje z kim chce być.
Nie minęły nawet dwie minuty, a ja
usłyszałam pukanie do drzwi.
- Córcia, wszystko w porządku? -
spytała moja mama zatroskanym głosem.
- Tak, mamo, jestem tylko trochę
zmęczona. Nic mi nie jest. - Starałam się, by mój głos nie
brzmiał, jakbym zaraz miała się rozpłakać, ale nie wiem, czy mi
się to udało.
- Za chwilę podam obiad, zjesz?
- Tak, zaraz przyjdę.
Mama nie odpowiedziała, więc pewnie
wróciła do kuchni. A ja dalej leżałam i zastanawiałam się,
dlaczego to wszystko się dzieje. Nie wiem, czy wygram z Janną. Tak
długo ze sobą byli. Jasne, Janna to prawdziwa zołza i na miejscu
Dana już dawno bym z nią zerwała. Ale może jednak wciąż ją
kocha, a przy mnie jest tylko... z litości?
Mama zawołała mnie na obiad, więc
westchnęłam, wstałam i poszłam do kuchni, przeczesując palcami
włosy. Nie byłam głodna, dlatego bardziej dłubałam w talerzu niż
jadłam. Mama mnie obserwowała, ale byłam jej wdzięczna, że o nic
nie pyta, mimo że na pewno widzi, że coś jest nie tak. W pewnym
momencie rozbrzmiał dzwonek do drzwi.
- Zapraszałaś kogoś? - spytała
mama, a ja tylko pokiwałam głową, że nie i dalej grzebałam w
talerzu. Nawet nie słyszałam jak mama otwiera drzwi i z kimś
rozmawia, dopóki znów nie zwróciła się do mnie. - Córeczko,
masz gościa.
Oderwałam wzrok od jedzenia, z którego
zrobiłam obrzydliwą papkę i mnie zamurowało. W przedpokoju stał
Danny z bukietem przepięknych kwiatów. Nie był duży, ale naprawdę
śliczny.
- Możemy porozmawiać? - zapytał,
patrząc na mnie jakoś tak smutno.
Automatycznie skinęłam głową i
wstałam, kierując się do mojego pokoju. Dan przeprosił grzecznie
moją mamę i szedł za mną.
- Coś się stało? Coś z Nicole? Erik
do ciebie dzwonił? - Zasypałam go pytaniami, gdy zamknęłam za
nami drzwi.
- Nie, nie. Nie chodzi o Nicole. Chodzi
o nas - wydusił cicho. Patrzył mi przy tym w oczy. - Wybacz, to dla
ciebie. - Podał mi bukiet.
Wzięłam go i od razu powąchałam.
Piękne i pięknie pachniały.
- Dziękuję, są śliczne. -
Uśmiechnęłam się. - Ale... coś się stało? Z jakiej to okazji?
- Nie wierzyłam, że chodzi o tę sprawę z Janną na korytarzu.
- Tak, stało się. Janna nie miała
prawa cię tak potraktować. Jutro cię przeprosi.
Prychnęłam cicho, ale pogardliwie.
- Nie chcę tego - warknęłam i
chciałam wyjść z pokoju, ale mnie złapał i przycisnął do
siebie, patrząc mi głęboko w oczy. Przepadłam.
- A moje przeprosiny przyjmiesz? -
szepnął tak, że kolana się pode mną ugięły. - Wybacz mi,
Molly. Nie powinienem był do tego dopuścić. Nie możesz cierpieć
przez moją byłą.
Czy mi się wydawało, czy ostatnie
słowo jakoś tak zaakcentował?
- Dan...
- Proszę, wybacz mi. Zależy mi na
tobie. Nie chcę, żeby Janna zniszczyła to, co jest między nami...
- A co jest, Danny? Co jest między
nami?
Milczał. Patrzył mi tylko w oczy i
chyba nie bardzo wiedział co powiedzieć. Po chwili zaczął zbliżać
swoją twarz do mojej. Zamknęłam oczy, czekając na ten moment. I
się doczekałam. Dan pocałował mnie czule i delikatnie, z czasem
nieco pogłębiając pocałunek. Zawiesiłam ręce na jego szyi,
odwzajemniając pocałunek. Całowaliśmy się dopiero drugi raz, ale
czułam, że z nim jest inaczej. Żaden inny facet nie całował mnie
tak, jak on. To było niesamowite. W brzuchu czułam stado motyli. W
końcu jednak się ode mnie oderwał, choć czułam, że robi to
niechętnie. Oboje ciężko oddychaliśmy, jakbyśmy przebiegli mini
maraton. Znów spojrzał mi w oczy, gładząc kciukiem mój policzek.
- Molly, ja...
Znacie to uczucie, kiedy macie
wrażenie, że za chwilę stanie się coś, na co długo czekaliście
i przerywa wam dzwoniący telefon? Ja znam. Westchnęłam i wyjęłam
komórkę z torby. Robin. Zabiję go.
- Tak, Robin?
- Hej. Masz jakieś wieści od Nicole?
Wiesz co się z nią dzieje? Ja nie mogę się z nią skontaktować.
- Smutek w jego głosie był wręcz miażdżący. Czemu Niki nie
mogła sobie uroić, że to z nim chodzi? Nie martwiłabym się tak,
a on byłby szczęśliwy.
- Niestety, wiem tylko, że mieszka z
Erikiem, bo jej ojciec gdzieś wyjechał.
- Tyle to i ja wiem... - mruknął pod
nosem.
- Przykro mi, Robin. Ja też za nią
tęsknię.
- Ty też nie masz z nią kontaktu?
- Nie. Erik mówi, że Niki nie chce
żadnych gości, że wizyty jej zaszkodzą. - Spojrzałam na Dana,
jakbym szukała u niego odpowiedzi, czy to prawda. W końcu Erik to
jego najlepszy kumpel, jaki by nie był.
- Ten gnojek miesza jej w głowie, nie
widzisz tego, Molly?
- Nawet jeśli faktycznie tak jest, jak
chcesz to udowodnić? Ja się do niej nie zbliżę, bo gdy to robię,
ona zachowuje się tak, jakby się mnie bała. Z tobą jest podobnie,
nie? Zresztą ciebie Erik i tak do niej nie wpuści.
- To co robić?
- Nie wiem, na razie możemy tylko
czekać, aż Nicole choć trochę sobie nas przypomni i zechce z nami
porozmawiać.
- Molly, ja się konsultowałem z innym
lekarzem. On powiedział, że Niki może odzyskać pamięć dopiero
po kilku miesiącach, a nawet roku! Nie wytrzymam tyle!
Zrobiło mi się słabo, musiałam
usiąść. Oczywiście od razu przy mnie był Danny, ale dałam mu do
zrozumienia, że wszystko w porządku. Matko Boska. Rok? Przez
pieprzony rok miałam być dla niej kimś obcym? Bo tak teraz
wyglądały nasze relacje, ewentualne spotkania. Jakby mnie nie
znała. I to cholernie bolało. Westchnęłam i rozmasowałam skroń,
bo czułam, że zaczyna mnie boleć głowa.
- Spróbuję coś wymyślić, ok? Nie
martw się, znajdziemy jakiś sposób, żeby do niej dotrzeć.
- Błagam, wymyśl coś. To czekanie i
niemoc zobaczenia jej mnie wykańcza.
- Wymyślę coś. Przecież mi też
zależy na tym, by było jak dawniej.
Rozłączył się, a ja cicho
westchnęłam, podpierając głowę na ręce.
- Co się dzieje? - spytał Dan, który
kucał przede mną odkąd usiadłam. Wpadłam na pewien pomysł...
- Mam do ciebie prośbę.
- Dla ciebie wszystko, słońce. -
Uśmiechnął się. Boże, kocham jego uśmiech.
- Mógłbyś porozmawiać z Erikiem?
Kumplujecie się, mnie nic nie powie, a czuję, że on coś
kombinuje.
- Co masz na myśli?
- Nie wydaje ci się podejrzane, że
tak nagle się w niej „zakochał”?
- Nagle? Może już wcześniej coś do
niej czuł, w końcu zaprosił ją na bal.
Pokręciłam głową.
- Nie, tu chodzi o coś innego. Ty
zaprosiłeś mnie, a jesteśmy tylko przyjaciółmi.
Zamilkł na chwilę, szybko odwracając
wzrok.
- To co innego...
- Fakt. Twój kumpel nawet nie zna
słowa „przyjaźń”. - Chyba przesadziłam, bo znów zamilkł i
zwiesił głowę. Cholera, brawo, Molly. Odchrząknęłam niepewnie.
- To co, pogadasz z nim?
- Spróbuję. - Podniósł głowę i
uśmiechnął się lekko. Sztucznie.
Przytuliłam go, dziękując cicho.
Danny zabrał mnie na obiad do
przytulnej knajpki, bo widział, że ze swojego zrobiłam tylko
papkę, a nic nie zjadłam. Zgodziłam się, bo w sumie byłam
głodna. Poinformowałam tylko mamę, że wychodzę i pojechaliśmy.
Rozmawialiśmy na różne tematy. Robił z siebie głupka albo
opowiadał śmieszne historie, żeby tylko poprawić mi humor. Tyle
że raz niechcący wspomniał o Jannie i cały mój dość dobry
humor szlag trafił. Odwróciłam wzrok i spojrzałam w okno. Nie
wierzyłam w to, co zobaczyłam za nim. Erik, obściskujący się z
jakąś panną, którą nie była Nicole! Zabiję gnoja. Wstałam
gwałtownie i wybiegłam na zewnątrz, nawet nie zakładając
płaszcza. Rozdzieliłam ich od siebie, a Erikowi sprzedałam mocnego
liścia. Aż go zatkało.
- Odbiło ci?!
- Mi? A to ja liżę się na środku
drogi, chociaż jestem niby tak bardzo zakochana?! Gdzie Nicole?
- W domu - odparł, rozmasowując
policzek.
- Kotku, o czym ona mówi? -
zaświergotała tamta laska.
Ja jej dam kotka. Czarnego, pechowego.
Podeszłam do niej i ją popchnęłam.
- Odwal się od niego. Jest zajęty.
- Nic mi o tym nie wspominał.
- Czemu mnie to nie dziwi... -
Spojrzałam na bruneta z wściekłośćią i nienawiścią w oczach.
Ruszyłam w stronę przystanku tramwajowego.
- Molly, dokąd idziesz? - Danny biegł
za mną.
- Jadę do Nicole. Przecież nie
powinna być teraz sama.
- Zawiozę cię.
- Nie, doprowadź do porządku swojego
kumpla.
Przyspieszyłam, żeby nie szedł za
mną. Pół godziny później byłam już pod drzwiami mojej
przyjaciółki, ciesząc się, że za chwilę ją zobaczę, a może
nawet przytulę. Nacisnęłam mały guziczek koło drzwi i czekałam.
- Kotku, przecież masz klucze -
powiedziała roześmiana, otwierając drzwi. Na mój widok mina jej
zrzędła.
- Hej. - Uśmiechnęłam się. - Mogę
wejść?
- Skoro już przyszłaś... - Odsunęła
się, robiąc mi przejście.
Chciałam ją przytulić, ale się
odsunęła. Jak długo to jeszcze potrwa?
- Jak się czujesz?
Prychnęła.
- Nie udawaj, że cię to interesuje.
- Niki, oczywiście, że mnie
interesuje. Martwię się o ciebie.
- Bo teraz nie masz ze mnie żadnych
korzyści, co?
- O czym ty mówisz? Skarbie...
- Przestań zgrywać taką milutką.
Wiem jaka jesteś naprawdę! Erik mi wszystko powiedział.
Erik? Boże, co ten skurwiel jej
nagadał?
- No co tak patrzysz? - warknęła. To
nie była moja Niki... - Wiem, że mnie nienawidzisz, tylko nie wiem
za co, ale szczerze mówiąc, mam to gdzieś. Zastanawiam się tylko
po co to robisz.
- Co robię? - spytałam niemal
szeptem. Głos mi się łamał, a w oczach wzbierały łzy. Ja jej
nienawidzę? JA? Przecież ja ją kocham!
- Udajesz taką troskliwą, a tak
naprawdę cieszysz się, że niczego nie pamiętam.
ŻE CO?! Zabiję Erika, przysięgam.
Chciałam do niej podejść, ale znów się odsunęła. To bolało
bardziej niż gdyby mnie uderzyła.
- Niki, ja nie...
- Zamknij się. - Przerwała mi
brutalnie. - Zamknij się i wyjdź stąd. Nie chcę cię więcej
widzieć. Nie chcę cię znać.
Wybiegłam z jej domu, wybuchając
płaczem. Moja jedyna przyjaciółka uważa mnie za swojego wroga.
Dlaczego? Czemu Erik nagadał jej takich bzdur? Przecież wie, że
Nicole jest dla mnie jak siostra i nigdy bym jej nie skrzywdziła ani
nie cieszyła się z jej krzywdy. Teraz już byłam pewna, że on coś
kombinuje.
Pobiegłam do domu Dana. Miałam zamiar
na niego czekać, gdyby go nie było, a gdy wróci, wtuliłabym się
w niego z całych sił i wypłakała w koszulę. Nie chciało mi się
jechać tramwajem. Byłam zbyt nabuzowana i zraniona, całą drogę
przebiegłam, płacząc. Ale widok, jaki zastałam, zbliżając się
do jego domu dobił mnie jeszcze bardziej.
Danny, mój ukochany całował się z
Janną i to na progu. Nawet dobrze nie weszli do domu. Uciekłam, po
raz kolejny tego dnia...
Danny z Janną???? jakoś mi sie nie chc wierzyć, że Dann tak na dwa fronty. To nie Erik
OdpowiedzUsuńCzekam na szybki cd ;******8
"Ja jej dam kotka. Czarnego, pechowego" hahahahaa
OdpowiedzUsuńDannis ogarnij się, człeku !
Erik, świnia -.- Brak mi słów...Biedna Niki...
CD szybko !
Czeeekam i czekam i chyba sie nie doczekam. ;/
OdpowiedzUsuń