16 grudnia 2014

:.14.:

Powoli miałam już tego wszystkiego po prostu dość. Moja najlepsza przyjaciółka mnie nie pamiętała i przez to zwyczajnie mnie odtrącała. A ja tak cholernie za nią tęskniłam. Chciałam ją przytulić, pogadać o wszystkim i o niczym tak jak przedtem, przed wypadkiem. Dlaczego ona mnie nie pamięta? Zachowuje się tak, jakbym zrobiła jej coś złego. Gdyby nie Danny, załamałabym się. Bardzo mnie w tym wspierał, był przy mnie praktycznie cały czas, nawet czasem u mnie nocował. Moja mama nie miała nic przeciwko, a ja go potrzebowałam.
Nicole zamieszkała u Erika, bo tylko przy nim czuła się bezpiecznie. Za to mnie w ogóle się to nie podobało. Czemu sobie ubzdurała, że są parą? Ktoś taki jak Erik Segerstedt nie potrafi przejawiać jakichkolwiek uczuć. Na ten bal zaprosił ją tylko dla szpanu albo żeby ją zaliczyć jak większość panienek na naszym uniwerku. Wszystkie do niego wzdychały, a on tylko wybierał, którą mógłby przelecieć bez żadnego zaangażowania uczuciowego. Boję się, że jej chce zrobić to samo, a ja nie mogę jej przed tym uchronić. To mnie dobija.
Szłam korytarzem uniwersytetu ze zwieszoną głową, gdy na mojej drodze wyrósł Danny z tym swoim zabójczym uśmiechem. Na mojej twarzy od razu też zagościł delikatny uśmiech.
- Jak się ma najpiękniejsza dziewczyna na tym uniwerku? - spytał wesoło. Często tak mówił, żeby poprawić mi humor. Kochany.
Zaśmiałam się cicho.
- Tylko na tym uniwerku? - Puściłam mu oczko.
- Och, przepraszam. Na całym świecie. - Podszedł do mnie jeszcze bliżej i mnie przytulił, całując w czoło. Na środku korytarza, wśród co najmniej kilkudziesięciu gapiów.
Zamknęłam oczy, zaciągając się jego męskim zapachem. Nagle ktoś mnie od niego brutalnie odciągnął.
- Ty szmato! Jak śmiesz tak publicznie tulić się do MOJEGO faceta?! - wydarła się Janna.
Westchnęłam cicho. Jeszcze jej mi brakowało. Ale zaraz. Jak to jej faceta? Przecież... rozstali się... prawda?
- Janna, uspokój się - rzekł cicho Dan. - Wszyscy się na nas patrzą.
Rozejrzałam się dyskretnie. No jasne, wszyscy obecni na korytarzu gapili się na nas. Zajebiście po prostu.
- I dobrze, niech wiedzą jaka z niej lafirynda! Przystawia się do zajętego mężczyzny.
- Janna, przestań. My już nie jesteśmy i nie będziemy razem. Zrozum to - mówił do niej blondyn, jakby tłumaczył coś małemu dziecku.
- Ale Dan, ja cię kocham - zaświergotała i chyba chciała go pocałować, ale się odsunął. Ha!
- Chodźmy stąd. - Chłopak westchnął, spojrzał na mnie przepraszająco i pociągnął ją gdzieś.
Patrzyłam na nich póki nie zniknęli za rogiem, a potem... uciekłam, mimo że zajęcia się jeszcze nie skończyły. Musiałam. Wszyscy patrzyli na mnie jak na trędowatą.
Pojechałam do domu i od razu zamknęłam się w swoim pokoju, kładąc na łóżku i zwijając w kłębek. Łzy cisnęły mi się do oczu, ale robiłam wszystko, by się nie rozpłakać. Nie chciałam ryczeć przez tę idiotkę. Jej tylko o to chodzi, nie dam jej tej satysfakcji. A Danny nie jest zabawką ani marionetką w niczyich rękach. Sam zdecyduje z kim chce być.
Nie minęły nawet dwie minuty, a ja usłyszałam pukanie do drzwi.
- Córcia, wszystko w porządku? - spytała moja mama zatroskanym głosem.
- Tak, mamo, jestem tylko trochę zmęczona. Nic mi nie jest. - Starałam się, by mój głos nie brzmiał, jakbym zaraz miała się rozpłakać, ale nie wiem, czy mi się to udało.
- Za chwilę podam obiad, zjesz?
- Tak, zaraz przyjdę.
Mama nie odpowiedziała, więc pewnie wróciła do kuchni. A ja dalej leżałam i zastanawiałam się, dlaczego to wszystko się dzieje. Nie wiem, czy wygram z Janną. Tak długo ze sobą byli. Jasne, Janna to prawdziwa zołza i na miejscu Dana już dawno bym z nią zerwała. Ale może jednak wciąż ją kocha, a przy mnie jest tylko... z litości?
Mama zawołała mnie na obiad, więc westchnęłam, wstałam i poszłam do kuchni, przeczesując palcami włosy. Nie byłam głodna, dlatego bardziej dłubałam w talerzu niż jadłam. Mama mnie obserwowała, ale byłam jej wdzięczna, że o nic nie pyta, mimo że na pewno widzi, że coś jest nie tak. W pewnym momencie rozbrzmiał dzwonek do drzwi.
- Zapraszałaś kogoś? - spytała mama, a ja tylko pokiwałam głową, że nie i dalej grzebałam w talerzu. Nawet nie słyszałam jak mama otwiera drzwi i z kimś rozmawia, dopóki znów nie zwróciła się do mnie. - Córeczko, masz gościa.
Oderwałam wzrok od jedzenia, z którego zrobiłam obrzydliwą papkę i mnie zamurowało. W przedpokoju stał Danny z bukietem przepięknych kwiatów. Nie był duży, ale naprawdę śliczny.
- Możemy porozmawiać? - zapytał, patrząc na mnie jakoś tak smutno.
Automatycznie skinęłam głową i wstałam, kierując się do mojego pokoju. Dan przeprosił grzecznie moją mamę i szedł za mną.
- Coś się stało? Coś z Nicole? Erik do ciebie dzwonił? - Zasypałam go pytaniami, gdy zamknęłam za nami drzwi.
- Nie, nie. Nie chodzi o Nicole. Chodzi o nas - wydusił cicho. Patrzył mi przy tym w oczy. - Wybacz, to dla ciebie. - Podał mi bukiet.
Wzięłam go i od razu powąchałam. Piękne i pięknie pachniały.
- Dziękuję, są śliczne. - Uśmiechnęłam się. - Ale... coś się stało? Z jakiej to okazji? - Nie wierzyłam, że chodzi o tę sprawę z Janną na korytarzu.
- Tak, stało się. Janna nie miała prawa cię tak potraktować. Jutro cię przeprosi.
Prychnęłam cicho, ale pogardliwie.
- Nie chcę tego - warknęłam i chciałam wyjść z pokoju, ale mnie złapał i przycisnął do siebie, patrząc mi głęboko w oczy. Przepadłam.
- A moje przeprosiny przyjmiesz? - szepnął tak, że kolana się pode mną ugięły. - Wybacz mi, Molly. Nie powinienem był do tego dopuścić. Nie możesz cierpieć przez moją byłą.
Czy mi się wydawało, czy ostatnie słowo jakoś tak zaakcentował?
- Dan...
- Proszę, wybacz mi. Zależy mi na tobie. Nie chcę, żeby Janna zniszczyła to, co jest między nami...
- A co jest, Danny? Co jest między nami?
Milczał. Patrzył mi tylko w oczy i chyba nie bardzo wiedział co powiedzieć. Po chwili zaczął zbliżać swoją twarz do mojej. Zamknęłam oczy, czekając na ten moment. I się doczekałam. Dan pocałował mnie czule i delikatnie, z czasem nieco pogłębiając pocałunek. Zawiesiłam ręce na jego szyi, odwzajemniając pocałunek. Całowaliśmy się dopiero drugi raz, ale czułam, że z nim jest inaczej. Żaden inny facet nie całował mnie tak, jak on. To było niesamowite. W brzuchu czułam stado motyli. W końcu jednak się ode mnie oderwał, choć czułam, że robi to niechętnie. Oboje ciężko oddychaliśmy, jakbyśmy przebiegli mini maraton. Znów spojrzał mi w oczy, gładząc kciukiem mój policzek.
- Molly, ja...
Znacie to uczucie, kiedy macie wrażenie, że za chwilę stanie się coś, na co długo czekaliście i przerywa wam dzwoniący telefon? Ja znam. Westchnęłam i wyjęłam komórkę z torby. Robin. Zabiję go.
- Tak, Robin?
- Hej. Masz jakieś wieści od Nicole? Wiesz co się z nią dzieje? Ja nie mogę się z nią skontaktować. - Smutek w jego głosie był wręcz miażdżący. Czemu Niki nie mogła sobie uroić, że to z nim chodzi? Nie martwiłabym się tak, a on byłby szczęśliwy.
- Niestety, wiem tylko, że mieszka z Erikiem, bo jej ojciec gdzieś wyjechał.
- Tyle to i ja wiem... - mruknął pod nosem.
- Przykro mi, Robin. Ja też za nią tęsknię.
- Ty też nie masz z nią kontaktu?
- Nie. Erik mówi, że Niki nie chce żadnych gości, że wizyty jej zaszkodzą. - Spojrzałam na Dana, jakbym szukała u niego odpowiedzi, czy to prawda. W końcu Erik to jego najlepszy kumpel, jaki by nie był.
- Ten gnojek miesza jej w głowie, nie widzisz tego, Molly?
- Nawet jeśli faktycznie tak jest, jak chcesz to udowodnić? Ja się do niej nie zbliżę, bo gdy to robię, ona zachowuje się tak, jakby się mnie bała. Z tobą jest podobnie, nie? Zresztą ciebie Erik i tak do niej nie wpuści.
- To co robić?
- Nie wiem, na razie możemy tylko czekać, aż Nicole choć trochę sobie nas przypomni i zechce z nami porozmawiać.
- Molly, ja się konsultowałem z innym lekarzem. On powiedział, że Niki może odzyskać pamięć dopiero po kilku miesiącach, a nawet roku! Nie wytrzymam tyle!
Zrobiło mi się słabo, musiałam usiąść. Oczywiście od razu przy mnie był Danny, ale dałam mu do zrozumienia, że wszystko w porządku. Matko Boska. Rok? Przez pieprzony rok miałam być dla niej kimś obcym? Bo tak teraz wyglądały nasze relacje, ewentualne spotkania. Jakby mnie nie znała. I to cholernie bolało. Westchnęłam i rozmasowałam skroń, bo czułam, że zaczyna mnie boleć głowa.
- Spróbuję coś wymyślić, ok? Nie martw się, znajdziemy jakiś sposób, żeby do niej dotrzeć.
- Błagam, wymyśl coś. To czekanie i niemoc zobaczenia jej mnie wykańcza.
- Wymyślę coś. Przecież mi też zależy na tym, by było jak dawniej.
Rozłączył się, a ja cicho westchnęłam, podpierając głowę na ręce.
- Co się dzieje? - spytał Dan, który kucał przede mną odkąd usiadłam. Wpadłam na pewien pomysł...
- Mam do ciebie prośbę.
- Dla ciebie wszystko, słońce. - Uśmiechnął się. Boże, kocham jego uśmiech.
- Mógłbyś porozmawiać z Erikiem? Kumplujecie się, mnie nic nie powie, a czuję, że on coś kombinuje.
- Co masz na myśli?
- Nie wydaje ci się podejrzane, że tak nagle się w niej „zakochał”?
- Nagle? Może już wcześniej coś do niej czuł, w końcu zaprosił ją na bal.
Pokręciłam głową.
- Nie, tu chodzi o coś innego. Ty zaprosiłeś mnie, a jesteśmy tylko przyjaciółmi.
Zamilkł na chwilę, szybko odwracając wzrok.
- To co innego...
- Fakt. Twój kumpel nawet nie zna słowa „przyjaźń”. - Chyba przesadziłam, bo znów zamilkł i zwiesił głowę. Cholera, brawo, Molly. Odchrząknęłam niepewnie. - To co, pogadasz z nim?
- Spróbuję. - Podniósł głowę i uśmiechnął się lekko. Sztucznie.
Przytuliłam go, dziękując cicho.
Danny zabrał mnie na obiad do przytulnej knajpki, bo widział, że ze swojego zrobiłam tylko papkę, a nic nie zjadłam. Zgodziłam się, bo w sumie byłam głodna. Poinformowałam tylko mamę, że wychodzę i pojechaliśmy. Rozmawialiśmy na różne tematy. Robił z siebie głupka albo opowiadał śmieszne historie, żeby tylko poprawić mi humor. Tyle że raz niechcący wspomniał o Jannie i cały mój dość dobry humor szlag trafił. Odwróciłam wzrok i spojrzałam w okno. Nie wierzyłam w to, co zobaczyłam za nim. Erik, obściskujący się z jakąś panną, którą nie była Nicole! Zabiję gnoja. Wstałam gwałtownie i wybiegłam na zewnątrz, nawet nie zakładając płaszcza. Rozdzieliłam ich od siebie, a Erikowi sprzedałam mocnego liścia. Aż go zatkało.
- Odbiło ci?!
- Mi? A to ja liżę się na środku drogi, chociaż jestem niby tak bardzo zakochana?! Gdzie Nicole?
- W domu - odparł, rozmasowując policzek.
- Kotku, o czym ona mówi? - zaświergotała tamta laska.
Ja jej dam kotka. Czarnego, pechowego. Podeszłam do niej i ją popchnęłam.
- Odwal się od niego. Jest zajęty.
- Nic mi o tym nie wspominał.
- Czemu mnie to nie dziwi... - Spojrzałam na bruneta z wściekłośćią i nienawiścią w oczach. Ruszyłam w stronę przystanku tramwajowego.
- Molly, dokąd idziesz? - Danny biegł za mną.
- Jadę do Nicole. Przecież nie powinna być teraz sama.
- Zawiozę cię.
- Nie, doprowadź do porządku swojego kumpla.
Przyspieszyłam, żeby nie szedł za mną. Pół godziny później byłam już pod drzwiami mojej przyjaciółki, ciesząc się, że za chwilę ją zobaczę, a może nawet przytulę. Nacisnęłam mały guziczek koło drzwi i czekałam.
- Kotku, przecież masz klucze - powiedziała roześmiana, otwierając drzwi. Na mój widok mina jej zrzędła.
- Hej. - Uśmiechnęłam się. - Mogę wejść?
- Skoro już przyszłaś... - Odsunęła się, robiąc mi przejście.
Chciałam ją przytulić, ale się odsunęła. Jak długo to jeszcze potrwa?
- Jak się czujesz?
Prychnęła.
- Nie udawaj, że cię to interesuje.
- Niki, oczywiście, że mnie interesuje. Martwię się o ciebie.
- Bo teraz nie masz ze mnie żadnych korzyści, co?
- O czym ty mówisz? Skarbie...
- Przestań zgrywać taką milutką. Wiem jaka jesteś naprawdę! Erik mi wszystko powiedział.
Erik? Boże, co ten skurwiel jej nagadał?
- No co tak patrzysz? - warknęła. To nie była moja Niki... - Wiem, że mnie nienawidzisz, tylko nie wiem za co, ale szczerze mówiąc, mam to gdzieś. Zastanawiam się tylko po co to robisz.
- Co robię? - spytałam niemal szeptem. Głos mi się łamał, a w oczach wzbierały łzy. Ja jej nienawidzę? JA? Przecież ja ją kocham!
- Udajesz taką troskliwą, a tak naprawdę cieszysz się, że niczego nie pamiętam.
ŻE CO?! Zabiję Erika, przysięgam. Chciałam do niej podejść, ale znów się odsunęła. To bolało bardziej niż gdyby mnie uderzyła.
- Niki, ja nie...
- Zamknij się. - Przerwała mi brutalnie. - Zamknij się i wyjdź stąd. Nie chcę cię więcej widzieć. Nie chcę cię znać.
Wybiegłam z jej domu, wybuchając płaczem. Moja jedyna przyjaciółka uważa mnie za swojego wroga. Dlaczego? Czemu Erik nagadał jej takich bzdur? Przecież wie, że Nicole jest dla mnie jak siostra i nigdy bym jej nie skrzywdziła ani nie cieszyła się z jej krzywdy. Teraz już byłam pewna, że on coś kombinuje.
Pobiegłam do domu Dana. Miałam zamiar na niego czekać, gdyby go nie było, a gdy wróci, wtuliłabym się w niego z całych sił i wypłakała w koszulę. Nie chciało mi się jechać tramwajem. Byłam zbyt nabuzowana i zraniona, całą drogę przebiegłam, płacząc. Ale widok, jaki zastałam, zbliżając się do jego domu dobił mnie jeszcze bardziej.
Danny, mój ukochany całował się z Janną i to na progu. Nawet dobrze nie weszli do domu. Uciekłam, po raz kolejny tego dnia...

3 komentarze:

  1. Danny z Janną???? jakoś mi sie nie chc wierzyć, że Dann tak na dwa fronty. To nie Erik
    Czekam na szybki cd ;******8

    OdpowiedzUsuń
  2. "Ja jej dam kotka. Czarnego, pechowego" hahahahaa
    Dannis ogarnij się, człeku !
    Erik, świnia -.- Brak mi słów...Biedna Niki...
    CD szybko !

    OdpowiedzUsuń
  3. Czeeekam i czekam i chyba sie nie doczekam. ;/

    OdpowiedzUsuń