15 maja 2014

:.10.:

Kiedy już myślałam, że Danny mnie pocałuje, niedaleko nas zrobiło się zamieszanie. Dan posłał mi przepraszające spojrzenie i ruszył w tamtym kierunku. Poszłam za nim. W tym samym czasie akurat zjawił się też Mattias. Na sali trwała bójka między Erikiem i Robinem. Z tego, co zauważyłam, Nicole też oberwała. Chciałam pomóc jej wstać, ale byłam w zbyt wielkim szoku. Po chwili sama wstała i wybiegła. Erik pobiegł za nią, a ja i Danny podeszliśmy do Robina, by dowiedzieć się, co się tu właściwie stało. Chłopak był wściekły. Chciałam go jakoś uspokoić, ale mnie odepchnął.
- Hej, koleś! Delikatniej! - zdenerwował się Dan. - Powiedz, co się stało? Dlaczego się biliście?
- A jak myślisz?! - warknął Robin.
- Chodzi o Nicole? - odezwałam się nieśmiało.
- Miała iść ze mną na ten pieprzony bal!
 - Z tego, co wiem, Erik cię ubiegł. Wcześniej ją zaprosił - rzekł Dan.
- To prawda - potwierdziłam. - Poza tym wszyscy wiedzą, że Niki się w nim kocha. Jego zaproszenie było dla niej spełnieniem marzeń. - Danny spojrzał na mnie zaskoczony. Wzruszyłam tylko ramionami. Robin zaklął, splunął i odszedł gdzieś.
- Chodźmy stąd. - Dan chwycił mnie za rękę i wyprowadził do szatni, gdzie wzięliśmy nasze płaszcze.
Wyszliśmy przed budynek uniwersytetu. Zrobiło się zimno, dlatego zadrżałam.
- Zimno? - spytał i nie czekając na moją odpowiedź, objął mnie ramieniem. Uśmiechnęłam się lekko, tak by tego nie zauważył i pozwoliłam się przytulać. Postanowiliśmy się przejść kawałek. Danny zaprowadził mnie na tył uniwerku. Przypominało mi się, jak kilka dni temu rozmawiał tutaj z Janną i aż mnie otrzepało. Teraz stało tam kilku chłopaków. Dyskutowali o czymś tak głośno, że nie dało się ich nie słyszeć. Byli przejęci jakimś wypadkiem, który miał miejsce kilkanaście minut temu. Podobno jakaś para zderzyła się z jakimś dużym autem. W głowie zapaliła mi się lampeczka.
- Dan, zadzwoń do Erika - poprosiłam cicho. Blondyn spojrzał na mnie, marszcząc brwi.
- Po co?
- Ten wypadek... A jeśli to oni?
- Na pewno nie. Uspokój się. - Przytulił mnie mocniej.
- Danny, proszę. Mam złe przeczucia. - Chłopak patrzył na mnie przez dłuższą chwilę, a potem westchnął i wyciągnął z kieszeni swoją komórkę, która w tym samym czasie zaczęła dzwonić.
- To Erik - rzekł i odebrał.
 - Co tam, Eriś? Co? W którym szpitalu jesteście? Ok, już jedziemy. - Zakończył połączenie i spojrzał na mnie.
- Miałam rację, tak? Blondyn skinął głową. Zasłoniłam usta dłonią, a w oczach stanęły mi łzy. - Chodź, jedziemy tam. Ruszyliśmy do limuzyny, którą tu przyjechaliśmy. Czekała na nas niedaleko uniwersytetu. W drodze do szpitala pytałam Danny'ego co wie. Podobno z Erikiem nie jest źle. Ma tylko kilka stłuczeń. Gorzej z Nicole, bo jest nieprzytomna. Zaczęłam płakać. Do szpitala wpadłam jako pierwsza, nie czekając aż Dan otworzy mi drzwi. Płakałam. Chciałam jak najszybciej dowiedzieć się, jak się czuje moja przyjaciółka. W tym celu musieliśmy się udać na drugie piętro. Na korytarzu od razu zobaczyliśmy Erika. Doskoczyłam do niego, łapiąc mocno za koszulę.
- Co z nią?!
- Molly, spokojnie - rzekł Danny, ale ja go nie słuchałam.
- Nie wiem - odparł smutno Erik. - Zabrali ją na badania. Musimy czekać.
Gdyby nie to, że Dan trzymał mnie za ramiona, upadłabym. Nie chciałam czekać. Chciałam ją zobaczyć. Żeby mi powiedziała, że jest dobrze. Zawsze mi tak mówi, gdy mam jakiś problem. Danny pomógł mi usiąść na krześle, a sam usiadł obok mnie. Przytulał mnie i szeptał, że wszystko będzie dobrze, że Nicole na pewno nic złego nie jest. Ale ja nie potrafiłam przestać płakać. Erik krążył po korytarzu. Wyglądał na zmartwionego, co kompletnie do niego nie pasuje. Może się obwiniał. Jeśli tak - bardzo dobrze! To jego wina i to on powinien tu leżeć. On, nie Nicole, do cholery! Siedzieliśmy na korytarzu jeszcze jakieś 15 minut, kiedy nagle drzwi się otworzyły i wyjechało z nich łóżko z Nicole. Wciąż była nieprzytomna i trochę blada. Podbiegłam do niej i chwyciłam za rękę, mówiąc coś. Dan zajął się lekarzem - pytał go o stan mojej przyjaciółki. Nie słyszałam tego. Szłam za Nicole. Niestety w pewnym momencie powiedzieli, że dalej iść nie mogę. Wtedy podszedł do mnie Danny, razem z Erikiem.
- Molly, lekarz mówi, że Niki nic nie grozi - rzekł Dan, obejmując mnie.
- Chcę do niej iść - niemal wyszlochałam.
- Dziś to niemożliwe, jest późno. Chodź, odwiozę cię do domu. Pokręciłam energicznie głową.
- Chcę tu zostać! - To bez sensu. I tak już cię do niej nie wpuszczą.
- Poza tym - odezwał się w końcu Erik - chyba trzeba poinformować jej ojca o tym, co się stało.
 No tak, o tym nie pomyślałam. Otarłam łzy i kiedy trochę się uspokoiłam, spojrzałam na Danny'ego.
- Zawieziesz mnie do jej ojca?
Chłopak skinął głową i delikatnie pchnął mnie w stronę wyjścia. Odwieźliśmy Erika do domu, bo sam nie powinien teraz prowadzić. Potem pojechaliśmy do domu Nicole. Bałam się powiedzieć o tym jej ojcu. Pan Artur może nie przyjąć tego tak spokojnie. Przecież ma tylko ją. Danny otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść z auta. Myślałam, że wsiądzie z powrotem i odjedzie, a on szedł za mną. Byłam mu wdzięczna, że mnie teraz nie zostawił. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi i czekałam, aż pan Artur otworzy. Było już późno, dlatego trochę minęło, nim w progu pojawił się mężczyzna w szlafroku, zaspany.
- Molly? - Wychylił głowę, myśląc pewnie, że gdzieś za nami jest Nicole. - Gdzie Niki?
- Możemy wejść? - spytałam cicho. Tata Nicole odsunął się, robiąc nam miejsce. Weszliśmy do salonu. Postanowiłam, że lepiej przejść od razu do rzeczy.
- Panie Arturze, Nicole miała wypadek. Proszę się nie denerwować, czuje się dobrze! - zapewniłam, gdy mężczyzna otwierał usta, by coś powiedzieć.
- Gdzie ona jest?
- W szpitalu, ale teraz i tak pana tam nie wpuszczą. Proszę kłaść się spać.
 - Ale... - Urwał nagle i złapał się za serce. - Panie Arturze, wszystko w porządku?
Razem z Danny'm pomogliśmy mu usiąść na kanapie, po czym Dan poszedł po szklankę wody. Wtedy się nieco uspokoił.
- Lepiej? - spytałam, kucając przed nim.
- Tak - odparł słabo. - Chciałbym pojechać do szpitala.
 - Panie Arturze, Niki teraz śpi. Nie pomożemy jej. Obiecuję, że jutro rano do niej pojedziemy, dobrze? Mężczyzna zastanowił się chwilę, a w końcu skinął głową.
- Jutro rano, tak?
 - Z samego rana - obiecałam. Wstał powoli, a ja razem z nim.
- Dobrze się pan czuje? Może ja zostanę dziś z panem?
 - Nie, nie, już wszystko dobrze. Jedź do domu. Na pewno jesteś zmęczona.
 - Jest pan pewien? Jeśli coś jest nie tak...
- Wszystko jest w porządku, spokojnie. - Pan Artur ruszył powoli do swojej sypialni. - Jedźcie do domu.
- No dobrze - mruknęłam pod nosem. Pan Artur znikł już w sypialni.
 - Chodź - odezwał się Dan, łapiąc mnie za rękę.
Wyszliśmy z domu, a ja zatrzasnęłam za nami drzwi. Gdy dojeżdżaliśmy do mojego domu, prawie zasypiałam z głową na ramieniu Danny'ego.
- Molly - usłyszałam jak za mgłą. - Molly, obudź się. Jesteśmy na miejscu.
 Jednak zasnęłam? Uchyliłam ciężkie powieki i spojrzałam na blondyna.
- Przepraszam - mruknęłam sennie.
Chłopak uśmiechnął się do mnie i wysiadł. Obszedł auto dookoła i otworzył drzwi od mojej strony. Rześkie powietrze mnie trochę rozbudziło. Danny odprowadził mnie aż do drzwi. Wtedy na niego spojrzałam.
 - Może wejdziesz? - zaproponowałam mu. Podrapał się po karku.
- Nie gniewaj się, ale jest już późno. Lepiej nie...
- Właśnie, jest późno, a ty ledwo stoisz na nogach. Możesz zostać u mnie.
- Twoja mama nie będzie miała nic przeciwko?
 - Jak będziemy cicho, to nawet nie zauważy - szepnęłam konspiracyjnie, na co chłopak się zaśmiał. - To jak? - Otworzyłam drzwi. - Wchodzisz, czy boisz się mojej mamy?
Wszedł. Odważny. Pościeliłam mu na kanapie w salonie i dopiero wtedy poszłam się wykąpać. Potrzebowałam wyłączenia, gorącego prysznica, który pomógł mi się zrelaksować choć trochę. Jednak kiedy się położyłam i zamykałam oczy... Cały czas miałam wrażenie, że coś jest nie tak. Coś z Nicole. Bałam się o nią, a gdy udało mi się w końcu zasnąć, śniło mi się, że ją tracę. Raz na zawsze. Dlatego postanowiłam, że przestanę się męczyć i pójdę się czegoś napić. Tyle że po drodze do kuchni jest salon i... No jakoś mnie tam zawiało. Weszłam po cichutku i stanęłam niedaleko kanapy. Przygryzłam lekko dolną wargę.
- Dan, śpisz? - szepnęłam. Blondyn poruszył się i otworzył oczy.
 - Nie - odparł i uśmiechnął się. - Ale czemu ty nie śpisz? - Przesunął się i uniósł kołdrę, zapraszając mnie do siebie. Nie wahałam się długo. Już po chwili leżałam koło niego, a on mnie przytulał.
- Boję się o Niki. Cały czas mam przed oczami jakieś dziwne obrazy. Boję się, że ją stracę.
 - Nie stracisz - zapewnił mnie. Jego ton był wręcz czuły. Głaskał mnie po ramieniu. - Ona z tego wyjdzie, zobaczysz. Pewnie już jutro się obudzi.
- Tak myślisz? - Zerknęłam mu w oczy. W jego ciepłe oczy, w których dostrzegłam małe iskierki. Skinął głową, uśmiechając się lekko. Ja również się uśmiechnęłam. - Dziękuję - szepnęłam, kładąc dłoń na jego piersi.
- Za co?
- Za to, że byłeś dziś ze mną. I jesteś teraz.
 Danny nakrył swoją dłonią moją rękę i uśmiechnął się znów.
- Zawsze będę. - Przybliżył się do mnie, przenosząc dłoń na mój policzek.
Myślałam, że mnie pocałuje, ale nie zrobił tego. Cmoknął mnie tylko w nos i powiedział:
 - Dobranoc.
Zasnęłam w przeciągu kilku sekund. Kiedy rano się obudziłam, Danny'ego już nie było. Nie wiem, jakim cudem wstał, nie budząc mnie przy tym, tym bardziej, że było jeszcze wcześnie. Nawet bardzo. Moja mama jeszcze spała. Musiał chyba wyjść o świcie. Znalazłam karteczkę, na której było napisane, że wolał się ulotnić, zanim wstanie moja mama. Zaśmiałam się cicho. Chyba jednak nie jest taki odważny. Wstałam i poszłam się szybko wykąpać. Nawet się nie malowałam. Ubrałam tylko pierwsze lepsze ciuchy, związałam włosy w koński ogon i napisałam mamie kartkę z informacją, że Nicole miała wczoraj wypadek i że muszę do niej jechać. Żałowałam, że nie mam własnego auta, bo nie uśmiechało mi się tłuczenie się tramwajem do szpitala. I nie musiałam. Gdy wyszłam z domu i ruszyłam na tramwaj, usłyszałam klakson samochodu. Obejrzałam się i od razu uśmiechnęłam. Co on tutaj robi? Wysiadł, gdy ja podchodziłam do auta.
- Podwieźć panią? - Szarmancko się ukłonił. Zaśmiałam się krótko. Wariat.
- Nie masz nic ciekawszego do roboty?
- Nie. - Obszedł auto i otworzył mi drzwi od strony pasażera.
Wsiadłam z gracją, uśmiechając się lekko. Przy nim zapomniałam o problemach, choć dalej martwiłam się o Nicole. Danny ruszył z lekkim piskiem opon. Zapięłam pasy na wszelki wypadek.
- Dzwoniłem rano do szpitala - rzekł nagle.
Popatrzyłam na niego pytająco. Po co dzwonił? Przecież nie jest nikim z rodziny, nie podadzą mu żadnych informacji.
- Podałem się za jej brata.
Ok, cwany jest.
- Niki nie ma brata.
- Ale oni tego nie wiedzą. - Puścił mi oczko. Pokręciłam głową z rozbawieniem.
- Dowiedziałeś się czegoś?
- Tak. - Skinął głową. - Odzyskała przytomność.
 Odetchnęłam z ulgą.
- Niestety nic więcej nie powiedzieli.
- Ważne, że się wybudziła. Teraz już będzie dobrze, prawda?
- Prawda. - Chwycił mnie za rękę i lekko ją ścisnął.
Pojechaliśmy po tatę Nicole. W końcu obiecałam mu, że pojedziemy do niej razem. Wyglądał na zmęczonego. Pewnie w nocy niewiele spał. Uspokoił się nieco, kiedy powiedziałam mu, że Nicole odzywała przytomność. Podziękował nam, a Dana poklepał po ramieniu. Ten uśmiechnął się do mężczyzny w lusterku. Kiedy weszliśmy na oddział, akurat z gabinetu wyszedł lekarz. Poprosił pana Artura do siebie. My mieliśmy czekać. Usiedliśmy na krzesłach. Zapadła cisza. Nie na długo, bo w pewnym momencie drzwi na oddział otworzyły się i usłyszeliśmy szybkie kroki.
- Co z Niki? - To był Erik.
- Jej tata rozmawia z lekarzem.
 Erik usiadł obok mnie. Przetarł ręką czoło i tupał nogą. Dan chwycił mnie ukradkiem za rękę. Jego ciepła dłoń ukoiła moje nerwy i strach. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się delikatnie, a on odwzajemnił gest. Po kilku minutach pan Artur wyszedł z gabinetu. Wszyscy od razu wstaliśmy, widząc jego strapioną minę.
- Coś nie tak? - zapytałam. Ale pan Artur tylko westchnął i ruszył do sali Nicole.
Szliśmy za nim. Erik nie wytrzymał i zaczął go wypytywać. Nie mogliśmy wejść do niej wszyscy razem, dlatego znów czekaliśmy. My weszliśmy dopiero wtedy, kiedy jej tata wyszedł. Nicole leżała na tym dużym, niewygodnym łóżku. Była jeszcze trochę blada, zapewne wymęczona. Ale uśmiechnęła się na nasz widok. A raczej widok Erika, bo patrzyła głównie na niego.
- Hej, kochanie - powiedziała słabo, wyciągając do niego rękę.
 "Kochanie"? Co tu jest grane? Erik powoli podszedł do niej i złapał za rękę.
- A to kto? - spytała, wskazując na nas. Błagam, tylko nie to...


I tak oto powracamy ;)
Opko znów ruszyło :D oraz przepraszamy za tak długa przerwę :)

5 komentarzy:

  1. O jezu Kasia noo rycze... ;( Nie rób jej tego ;( Czeekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Omg :O Straciła pamięć ? :O Nieeee... :(
    Dannis mógłby się streszczać i ją w końcu pocałować :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz co? Musiałam czytać całe opowiadanie od początku, bo już zapomniałam o większości rzeczy, dlatego też komentuję dopiero dziś.
    A więc - Niki ma odzyskać pamięć, bo będzie z tobą bardzo źle, a Dan ma pocałować Molly, bo również będzie z tobą bardzo źle :)))
    Dziękuję, do następnego :D

    OdpowiedzUsuń