Gdy Nicole wybiegła z balu, szarpnąłem mocnej ramiona, a
chłopaki mnie puścili. Ruszyłem za nią, lecz nigdzie jej nie mogłem znaleźć.
Zatrzymałem się na parkingu i rozejrzałem dookoła. Tam również jej nie było.
- Nicole ! Gdzie jesteś ?! – wołałem, mając nadzieję że zaraz ją znajdę.
Chusteczka którą trzymałem pod nosem była mocno przesiąknięta krwią. Z samochodu wyciągnąłem kawałek szmatki. Wtedy nagle mnie olśniło. W biegu nacisnąłem pilot przy kluczach, który zamyka drzwi, na co światła samochodu zamrugały dwa razy. Modliłem się by tam ją znaleźć. I była.
- Niki ! – krzyknąłem w jej stronę. Była na boisku szkolnym. Siedziała skulona na jednej z ławek. – Nicole ! Niki strasznie Cię przepraszam, to on mnie sprowokował. Chodź, pojedziemy do domu. – wyciągnąłem do niej rękę, by pomóc jej wstać.
Podniosła na mnie wzrok. Była zapłakana, makijaż lekko się rozmazał. Nie wiem czy trzęsła się z zimna czy ze strachu.
- O Boże Erik, ty strasznie krwawisz. Jedziemy do szpitala, to może być złamanie.
- Nie, ze mną jest wszystko okej. – mówiąc, obróciłem szmatkę, gdzie nie było jeszcze krwi.
- Chodź, jedziemy. Jest bardzo blady. – wstała i złapała mnie za ramię. Rzeczywiście czułem się trochę słabo, lecz bardziej martwiłem się o nią.
Ruszył się wiatr a dookoła było ciemniej niż zwykle. Nicole pomogła mi wsiąść do auta, a sama usiadła za kierownicą. Zaczęła się straszna ulewa, typowe oberwanie chmury. Wycieraczki do szyb nie nadążały zbierać kropel deszczu, które natychmiastowo przykrywały całą powierzchnię przedniej szyby. Ledwo było widać drogę przed nami. Nicole nie zauważyła zakrętu i zderzyliśmy się czołowo z tirem. Bardziej uszkodzona była strona kierowcy, ponieważ Niki chciała odbić, przez co wzięła na siebie siłę zderzenia. Kierowcy tira nic się nie stało i szybko przyszedł by udzielić nam pomocy. Chciał wpierw mi pomóc, ponieważ byłem przytomny i wiedziałem co się stało, lecz siła z jaką się zderzyliśmy, przycisnęła auto do barierki, za którą była rzeka. By ją dostrzec, trzeba było spojrzeć około 15 metrów w dół. Facet zadzwonił po pomoc, a mi udało się rozbić szybę. Drzwi od strony Nicole dało się otworzyć. Była nieprzytomna, miała rozcięty łuk brwiowy. Wyrzuciłem szmatkę, którą trzymałem przy krwawiącym nosie. Odpiąłem pas i złapałem się dachu, siadając na framudze rozbitej szyby. Obejrzałem się do tyłu, by sprawdzić, czy skarpa się nie obsuwa. Następnie udało mi się wydostać z samochodu i stanąć na masce samochodu. Nadal gwałtownie padało. Udało mi się stanąć spokojnie na asfalcie.
- Nic się panu nie stało ? – zapytał kierowca tira, przyglądając mi się.
- Ze mną wszystko gra.
- Krew panu cieknie z nosa.
- Tak wiem, to nie przez wypadek.
W tle dało się słyszeć syreny straży pożarnej oraz karetki. Gdy podchodziłem do drzwi Nicole, zaczęło mi się robić coraz bardziej słabo. Gdy byłem już obok lusterka osunąłem się na ziemię. Z trudem łapałem oddech. Pamiętam że podbiegło do mnie dwóch pielęgniarzy, zanim straciłem przytomność zobaczyłem jak do auta podbiegają strażacy z nożycami do cięcia blachy.
Obudziłem się w szpitalu, bolała mnie głowa, byłem cały mokry. Nie od deszczu, lecz przez koszmar, który mi się śnił. W mym śnie to ja prowadziłem, jechałem szybko, byłem pijany. Nie zwracałem uwagi na prośby Nicole bym zwolnił. Krzyczałem na nią, unosiłem się wyższością i gardziłem nią. Szydziłem i śmiałem się z niej. Słyszałem jej przerażony krzyk i pisk opon. Oddychałem szybko, byłem bez koszuli.
- Nicole ! – krzyknąłem, podnosząc się ze szpitalnego łóżka.
- Spokojnie panie Segerstedt, muszę pana opatrzyć.
- Nicole Algbratt, uczestniczyliśmy w tym samym wypadku, co z nią ?! Jest w tym samym szpitalu ?!
- Panie Segerstedt proszę się uspokoić, podamy panu leki uspokajające…
- Nie chce, chce wiedzieć jak się czuje Nicole Algbratt. Niech mi pan powie.
- Gdy przywieźli ją razem z panem, była nieprzytomna. Trwają teraz jakieś badania.
Westchnąłem i położyłem się z powrotem na łóżku, by lekarz mógł opatrzyć mój nos.
- Czy mogę prosić o telefon ? Był w mojej marynarce.
Jedna z pielęgniarek podeszła do końca łóżka, gdzie leżała moja marynarka. Wyciągnęła z niej telefon i podała mi go. W geście podziękowania, uśmiechnąłem się i szybko wystukałem numer do Danny’ego.
- Co tam Eriś ? – nienawidzę, gdy tak do mnie mówi.
- Mieliśmy wypadek jadąc z balu. Zaczęło padać, mało co było widać. Nie jechaliśmy szybko, Niki prowadziła, zderzyliśmy się z tirem… Ze mną jest w porządku, ale Nicole jest nieprzytomna.
- W którym szpitalu jesteście?
- W Oskarshamn.
- Ok., już jedziemy.
Rozłączyłem się, a lekarz skończył mnie opatrywać. Pozwolił mi się ubrać i wyszedł. Została przy mnie ta sama młoda pielęgniarka która podała mi telefon. Nie była jakoś wybitnie piękna, ale miała pogodną i miłą twarz.
- Jest pan dobrze zbudowany. – powiedziała, odkładając gaziki i plastry na swoje miejsce.
- Słucham ? Aaa, tak, dziękuję. Trenowało się trochę. – uśmiechnąłem się lekko, zarzucając na siebie splamioną krwią białą koszulę.
Gdy zapinałem koszulę, ta sama dziewczyna podeszła do mnie i przykucając, zabrała się za mój rozporek.
- Co pani robi ?! – natychmiastowo zrobiłem krok w tył, przez co usiadłem na łóżku.
Pielęgniarka usiadła na mnie okrakiem i zaczęła rozpinać pasek od moich spodni.
- Proszę zejść ze mnie !
- Niech pan nie krzyczy, jak nas przyłapią mogą mnie wyrzucić z pracy. – mówiąc przyłożyła palec do moich ust, a drugą ręką odpięła pasek.
- Złaź ze mnie kobieto ! – jednym ruchem udało mi się zwalić ją ze mnie. – Znajdź sobie chłopa, ale nie w ten sposób. Ja – na pewno – nie jestem zainteresowany.
Zapiąłem pasek i zasunąłem rozporek, do ręki wziąłem marynarkę i telefon i postanowiłem się ubrać na korytarzu. Serce nadal mi kołatało z przypływu adrenaliny. Usiadłem na jednym z krzeseł, by się uspokoić, a przede wszystkim by uspokoić mojego kumpla, który bardzo a nawet za bardzo się ucieszył. Dokończyłem się ubierać dopiero w toalecie. Czułem na sobie wzrok wszystkich, który obok przechodzili. Teraz wyglądałem trochę jak człowiek. Człowiek po wypadku – skrwawiona koszula, potargane włosy, biały plaster na nosie, zadrapania i podbite oko. Wziąłem głęboki oddech i ruszyłem w poszukiwaniu Nicole. Dowiedziałem się że znajduje się na drugim piętrze, tam też się udałem. Usiadłem pod drzwiami, za którymi odbywały się badania. Jeszcze się dobrze nie rozsiadłem, a już była przy mnie Molly, która szarpiąc mnie za koszulę, rzekła wściekłym głosem:
- Co z nią ?!
- Molly spokojnie. – rzekł Danny łapiąc ją za ramiona.
- Nie wiem, zabrali ją na badania. Musimy poczekać. – mój ton głosu był smutny, co mnie samego zdziwiło.
Danny usiadł obok mnie z Molly, która płakała. Przytulał ją i pocieszał. Musiałem wstać, pomyśleć, zastanowić się. Robin to skończony kutas. Nie sądziłem że potrafi mnie aż tak sprać. Nie daruje mu tego. Nikomu nie pozwolę zszargać imienia rodziny Segerstedt ! Ten gnojek tego pożałuje ! Płacz Molly wzbudzał we mnie coraz większe poczucie winy. Może gdyby nie ta bójka, nie skończyłoby się pobytem w szpitalu. Będę mieć aferę w domu, to jest pewne. Bardziej się przejmą tym że rozbiłem auto niż tym jak wyglądam. Ranyy, a dzisiaj rano go woskowałem ! Będę musiał się rozejrzeć za nowym. Mam nadzieję że nowy fagas matki okaże się trochę hojniejszy od poprzedniego. Nagle drzwi otworzyły się i zobaczyliśmy łóżko, na którym leżała nadal nieprzytomna Nicole. Molly złapała ją za rękę i poszła z nią, a ja z Danny’m podeszliśmy do lekarza.
- I co z nią ? – zapytałem jako pierwszy.
- Pani Algbratt doznała urazów głowy. Nie zagrażają jej życiu i sytuacja jest opanowana.
- To dlaczego jest nieprzytomna ? – wtrącił Danny.
- Podaliśmy środki uspokajające, więc obudzi się dopiero jutro. – lekarz zmierzył mnie wzrokiem i widocznie musiał zauważyć moją zatroskaną minę, ponieważ dodał: - Proszę się nie martwić, pani Algbratt z tego wyjdzie, a teraz panów przepraszam. – uśmiechnął się serdecznie i odszedł.
Danny poklepał mnie po ramieniu dodając otuchy. Uśmiechnąłem się lekko i poszliśmy za Molly.
- Molly, lekarz mówi, że Niki nic nie grozi - rzekł Dan, przytulając dziewczynę.
- Chcę do niej iść – powiedziała nieomal płacząc.
- Dziś to niemożliwe, jest późno. Chodź, odwiozę cię do domu.
- Chcę tu zostać!
- To bez sensu. I tak już cię do niej nie wpuszczą.
- Poza tym – zabrałem głos - chyba trzeba poinformować jej ojca o tym, co się stało.
Molly zamyśliła się na chwilkę i rzekła do blondyna:
- Zawieziesz mnie do jej ojca ? – Danny skinął głową i ruszyli w kierunku wyjścia.
- Chodź Erik, podrzuce Cię, mieszkacie niedaleko.
- Dzięki stary. – ruszyłem za nimi w kierunku wyjścia.
Po paru minutach byliśmy pod bramą mojego domu.
- Dzięki wam, to pewnie do jutra.
- Trzymaj się. – Danny przybił ze mną piątkę i ruszyli dalej.
Wszedłem przez bramkę i zauważyłem że przestało już padać. Natychmiast podbiegły do mnie psy, które zaczęły skakać.
- Boje ! Calle ! Spokój ! Uciekajcie ! – mówiąc, pogłaskałem je po łbach i wszedłem do domu.
Matka po raz kolejny kłóciła się ze swoim kochasiem. Gdy tylko mnie zobaczyli, natychmiast przestali.
- O mój Boże, Erik ! Co Ci się stało ?! – podbiegła i złapała moją twarz w swoje dłonie.
- Nic… - mówiąc, wyrwałem się z tych objęć.
- Jak to co się stało ? Prał się z jakimś chłopakiem tak samo głupim jak on.
- Nie mów tak ! – krzyknęła matka. – Kto Ci to zrobił ? – powiedziała nieco ciszej.
- Nikt, jest w porządku. Axel jest u siebie ?
- Ten szczeniak jest tak samo głupi jak Ty Paula. – zaśmiał się i przechylił drinkówkę, w której znajdował się koniak.
Dość tego. Odsunąłem mamę za siebie i wściekły podszedłem do niego.
- Słuchaj frajerze, myślisz że możesz obrażać moją matkę ?! Wolnego !
- Myślisz że możesz mną pomiatać gnojku ? Wypieprzaj na górę albo Ci obetnę kieszonkowe !
- Mnie nie zastraszysz, i nikogo więcej ! Wynoś się z naszego domu !
- Waszego ? Hah, to teraz też i mój dom. Paula Ci nie mówiła ? – mówiąc, wskazał dłonią na matkę, która stała ze spuszczoną głową i płakała.
- Nie mówiła czego ?
- Że to ja teraz rządzę tym domem. Ziemia na której stoi wasz dom jest moja, twoja matka mi ją odsprzedała, więc w każdej chwili możecie spakować swoje manatki i się stąd zwijać. – gdy skończył mówić, usiadł na fotelu, kładąc nogi na stoliku i sięgając po swoją drinkówkę.
- Jak mogłaś ? Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś ?! – krzyknąłem chyba głośniej niż zazwyczaj.
- Erik wybacz mi, po śmierci waszego taty wszystkie jego długi z kasyn przeszły na mnie, tylko sprzedając grunt mogłam z nich wyjść. Tak bardzo was przepraszam. – matka rzuciła mi się w ramiona i zaczęła szlochać jak nigdy dotąd.
- Spróbuj jeszcze raz zacząć mi pyskować, a dostaniesz bilet w jedną stronę. – spojrzał na mnie złowrogo i wypuścił z ust dym papierosa.
Zmierzyłem go wzrokiem i pomogłem matce usiąść na sofie. Przyniosłem jej chusteczki i poszedłem na górę do Axela. Zapukałem do jego drzwi.
- Czego ?
- Jesteś mi potrzebny, ubieraj się i chodź.
- Dokąd ?
- Nie marudź tylko się rusz. Czekam w garażu.
Zszedłem szybko na dół i wyszedłem trzaskając drzwiami. Otworzyłem garaż i wsiadłem do samochodu którym jeździ moja matka. Zaraz po mnie przyszedł Axel.
- Co się dzieje ? I czemu nie pojedziesz swoim ?
- Rozbiłem auto, musimy tam jechać żeby je pozbierać.
Wyjechaliśmy z garażu i po 10 minutach byliśmy na miejscu. Strażacy jeszcze tam byli, usuwali ślady po wypadku. Moje auto już było na lawecie, chcieli je wywieźć na złom, bo do niczego innego się już nie nadaje. Niestety tym razem skapitulowałem. Nie wiem, byłem zmęczony tym wszystkim co mnie otacza, co się dzieje. Zawsze jestem twardy, ale dzisiaj daję za wygraną. Pozwolili mi zabrać rzeczy z samochodu. Gdy zbierałem płyty, coś przykuło moją uwagę. Jakiś przedmiot leżał pod fotelem kierowcy. Był to pierścionek Nicole. Podniosłem go i przyjrzałem mu się. Schowałem go do kieszeni i wraz z Axelem wróciłem do domu.
Następnego ranka obudziłem się dość późno, zerwałem się z łóżka jak oparzony. Miałem być w szpitalu przed wszystkimi. Chciałem porozmawiać z Nicole sam na sam, teraz nie wiem czy mi to będzie dane. Szybko wbiegłem do łazienki, zimny prysznic, ogarnąć się, wskoczyć w jakieś wygodne ciuchy i zbiegłem na dół do kuchni. Oczywiście fagas matki tam był. Jadł śniadanie zrobione przez moją matkę.
- Śpieszy Ci się gdzieś ? – zapytał, przecierając usta serwetką.
- Nie twoja sprawa. – odwarknąłem, robiąc na szybko kanapkę.
- Uważaj sobie. – rzekł poważniejszym tonem.
- I vice versa. – mówiąc, rzuciłem mu ostrzegawcze spojrzenie i wybiegłem z domu.
Za wczorajszą zgodą Axela pożyczyłem jego samochód. Dość szybko przyjechałem do szpitala. Wyskoczyłem z auta i niczym petarda wszedłem do środka. Miałem nadzieję że będę przed wszystkimi, lecz mi się to nie udało. Na korytarzu zobaczyłem Molly i Danny’ego. Mimo tego że byłem zły na siebie, musiałem przybrać minę zatroskanego.
- Co z nią ? – zapytałem.
- Jej tata rozmawia z lekarzem. – rzekła Molly.
Usiadłem obok i przetarłem ręką czoło. Zrobiło mi się gorąco, byłem zdenerwowany. Zawsze gdy jestem zdenerwowany tupię nerwowo nogą. Bardzo chciałem porozmawiać z Nicole na osobności. Chciałem ją przeprosić za bójkę z Robinem. Gdybyśmy się nie pobili nie byłoby wypadku. Moje rozmyślenia przerwało wyjście pana Artura z gabinetu lekarza.
- Coś nie tak ? – zapytała Molly widząc zatroskaną minę mężczyzny.
Lecz ten nic nie odpowiedział tylko szedł przed siebie. Sam zasypałem go pytaniami w stylu: czy jest to coś poważnego, czy z tego wyjdzie, na co jedynie usłyszałem nasze kroki. Jako pierwszy do Nicole wszedł pan Artur. Denerwowałem się jeszcze bardziej, ponieważ nie wiem co z nią. Wiem że się obudziła co widzę przez szybę. Weszliśmy do środka gdy wyszedł jej tato. Od razu spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
- Hej, kochanie. – rzekła słabo wyciągając do mnie rękę.
„Kochanie” ? Zdębiałem. Uważa mnie za swojego chłopaka ? Podszedłem do niej i złapałem ją za dłoń. Postanowiłem grać z nią w tą grę.
- A to kto ? – zapytała wskazując na Molly oraz Danny’ego. Zamarłem. Ona nic nie pamięta…
--------------------
- Nicole ! Gdzie jesteś ?! – wołałem, mając nadzieję że zaraz ją znajdę.
Chusteczka którą trzymałem pod nosem była mocno przesiąknięta krwią. Z samochodu wyciągnąłem kawałek szmatki. Wtedy nagle mnie olśniło. W biegu nacisnąłem pilot przy kluczach, który zamyka drzwi, na co światła samochodu zamrugały dwa razy. Modliłem się by tam ją znaleźć. I była.
- Niki ! – krzyknąłem w jej stronę. Była na boisku szkolnym. Siedziała skulona na jednej z ławek. – Nicole ! Niki strasznie Cię przepraszam, to on mnie sprowokował. Chodź, pojedziemy do domu. – wyciągnąłem do niej rękę, by pomóc jej wstać.
Podniosła na mnie wzrok. Była zapłakana, makijaż lekko się rozmazał. Nie wiem czy trzęsła się z zimna czy ze strachu.
- O Boże Erik, ty strasznie krwawisz. Jedziemy do szpitala, to może być złamanie.
- Nie, ze mną jest wszystko okej. – mówiąc, obróciłem szmatkę, gdzie nie było jeszcze krwi.
- Chodź, jedziemy. Jest bardzo blady. – wstała i złapała mnie za ramię. Rzeczywiście czułem się trochę słabo, lecz bardziej martwiłem się o nią.
Ruszył się wiatr a dookoła było ciemniej niż zwykle. Nicole pomogła mi wsiąść do auta, a sama usiadła za kierownicą. Zaczęła się straszna ulewa, typowe oberwanie chmury. Wycieraczki do szyb nie nadążały zbierać kropel deszczu, które natychmiastowo przykrywały całą powierzchnię przedniej szyby. Ledwo było widać drogę przed nami. Nicole nie zauważyła zakrętu i zderzyliśmy się czołowo z tirem. Bardziej uszkodzona była strona kierowcy, ponieważ Niki chciała odbić, przez co wzięła na siebie siłę zderzenia. Kierowcy tira nic się nie stało i szybko przyszedł by udzielić nam pomocy. Chciał wpierw mi pomóc, ponieważ byłem przytomny i wiedziałem co się stało, lecz siła z jaką się zderzyliśmy, przycisnęła auto do barierki, za którą była rzeka. By ją dostrzec, trzeba było spojrzeć około 15 metrów w dół. Facet zadzwonił po pomoc, a mi udało się rozbić szybę. Drzwi od strony Nicole dało się otworzyć. Była nieprzytomna, miała rozcięty łuk brwiowy. Wyrzuciłem szmatkę, którą trzymałem przy krwawiącym nosie. Odpiąłem pas i złapałem się dachu, siadając na framudze rozbitej szyby. Obejrzałem się do tyłu, by sprawdzić, czy skarpa się nie obsuwa. Następnie udało mi się wydostać z samochodu i stanąć na masce samochodu. Nadal gwałtownie padało. Udało mi się stanąć spokojnie na asfalcie.
- Nic się panu nie stało ? – zapytał kierowca tira, przyglądając mi się.
- Ze mną wszystko gra.
- Krew panu cieknie z nosa.
- Tak wiem, to nie przez wypadek.
W tle dało się słyszeć syreny straży pożarnej oraz karetki. Gdy podchodziłem do drzwi Nicole, zaczęło mi się robić coraz bardziej słabo. Gdy byłem już obok lusterka osunąłem się na ziemię. Z trudem łapałem oddech. Pamiętam że podbiegło do mnie dwóch pielęgniarzy, zanim straciłem przytomność zobaczyłem jak do auta podbiegają strażacy z nożycami do cięcia blachy.
Obudziłem się w szpitalu, bolała mnie głowa, byłem cały mokry. Nie od deszczu, lecz przez koszmar, który mi się śnił. W mym śnie to ja prowadziłem, jechałem szybko, byłem pijany. Nie zwracałem uwagi na prośby Nicole bym zwolnił. Krzyczałem na nią, unosiłem się wyższością i gardziłem nią. Szydziłem i śmiałem się z niej. Słyszałem jej przerażony krzyk i pisk opon. Oddychałem szybko, byłem bez koszuli.
- Nicole ! – krzyknąłem, podnosząc się ze szpitalnego łóżka.
- Spokojnie panie Segerstedt, muszę pana opatrzyć.
- Nicole Algbratt, uczestniczyliśmy w tym samym wypadku, co z nią ?! Jest w tym samym szpitalu ?!
- Panie Segerstedt proszę się uspokoić, podamy panu leki uspokajające…
- Nie chce, chce wiedzieć jak się czuje Nicole Algbratt. Niech mi pan powie.
- Gdy przywieźli ją razem z panem, była nieprzytomna. Trwają teraz jakieś badania.
Westchnąłem i położyłem się z powrotem na łóżku, by lekarz mógł opatrzyć mój nos.
- Czy mogę prosić o telefon ? Był w mojej marynarce.
Jedna z pielęgniarek podeszła do końca łóżka, gdzie leżała moja marynarka. Wyciągnęła z niej telefon i podała mi go. W geście podziękowania, uśmiechnąłem się i szybko wystukałem numer do Danny’ego.
- Co tam Eriś ? – nienawidzę, gdy tak do mnie mówi.
- Mieliśmy wypadek jadąc z balu. Zaczęło padać, mało co było widać. Nie jechaliśmy szybko, Niki prowadziła, zderzyliśmy się z tirem… Ze mną jest w porządku, ale Nicole jest nieprzytomna.
- W którym szpitalu jesteście?
- W Oskarshamn.
- Ok., już jedziemy.
Rozłączyłem się, a lekarz skończył mnie opatrywać. Pozwolił mi się ubrać i wyszedł. Została przy mnie ta sama młoda pielęgniarka która podała mi telefon. Nie była jakoś wybitnie piękna, ale miała pogodną i miłą twarz.
- Jest pan dobrze zbudowany. – powiedziała, odkładając gaziki i plastry na swoje miejsce.
- Słucham ? Aaa, tak, dziękuję. Trenowało się trochę. – uśmiechnąłem się lekko, zarzucając na siebie splamioną krwią białą koszulę.
Gdy zapinałem koszulę, ta sama dziewczyna podeszła do mnie i przykucając, zabrała się za mój rozporek.
- Co pani robi ?! – natychmiastowo zrobiłem krok w tył, przez co usiadłem na łóżku.
Pielęgniarka usiadła na mnie okrakiem i zaczęła rozpinać pasek od moich spodni.
- Proszę zejść ze mnie !
- Niech pan nie krzyczy, jak nas przyłapią mogą mnie wyrzucić z pracy. – mówiąc przyłożyła palec do moich ust, a drugą ręką odpięła pasek.
- Złaź ze mnie kobieto ! – jednym ruchem udało mi się zwalić ją ze mnie. – Znajdź sobie chłopa, ale nie w ten sposób. Ja – na pewno – nie jestem zainteresowany.
Zapiąłem pasek i zasunąłem rozporek, do ręki wziąłem marynarkę i telefon i postanowiłem się ubrać na korytarzu. Serce nadal mi kołatało z przypływu adrenaliny. Usiadłem na jednym z krzeseł, by się uspokoić, a przede wszystkim by uspokoić mojego kumpla, który bardzo a nawet za bardzo się ucieszył. Dokończyłem się ubierać dopiero w toalecie. Czułem na sobie wzrok wszystkich, który obok przechodzili. Teraz wyglądałem trochę jak człowiek. Człowiek po wypadku – skrwawiona koszula, potargane włosy, biały plaster na nosie, zadrapania i podbite oko. Wziąłem głęboki oddech i ruszyłem w poszukiwaniu Nicole. Dowiedziałem się że znajduje się na drugim piętrze, tam też się udałem. Usiadłem pod drzwiami, za którymi odbywały się badania. Jeszcze się dobrze nie rozsiadłem, a już była przy mnie Molly, która szarpiąc mnie za koszulę, rzekła wściekłym głosem:
- Co z nią ?!
- Molly spokojnie. – rzekł Danny łapiąc ją za ramiona.
- Nie wiem, zabrali ją na badania. Musimy poczekać. – mój ton głosu był smutny, co mnie samego zdziwiło.
Danny usiadł obok mnie z Molly, która płakała. Przytulał ją i pocieszał. Musiałem wstać, pomyśleć, zastanowić się. Robin to skończony kutas. Nie sądziłem że potrafi mnie aż tak sprać. Nie daruje mu tego. Nikomu nie pozwolę zszargać imienia rodziny Segerstedt ! Ten gnojek tego pożałuje ! Płacz Molly wzbudzał we mnie coraz większe poczucie winy. Może gdyby nie ta bójka, nie skończyłoby się pobytem w szpitalu. Będę mieć aferę w domu, to jest pewne. Bardziej się przejmą tym że rozbiłem auto niż tym jak wyglądam. Ranyy, a dzisiaj rano go woskowałem ! Będę musiał się rozejrzeć za nowym. Mam nadzieję że nowy fagas matki okaże się trochę hojniejszy od poprzedniego. Nagle drzwi otworzyły się i zobaczyliśmy łóżko, na którym leżała nadal nieprzytomna Nicole. Molly złapała ją za rękę i poszła z nią, a ja z Danny’m podeszliśmy do lekarza.
- I co z nią ? – zapytałem jako pierwszy.
- Pani Algbratt doznała urazów głowy. Nie zagrażają jej życiu i sytuacja jest opanowana.
- To dlaczego jest nieprzytomna ? – wtrącił Danny.
- Podaliśmy środki uspokajające, więc obudzi się dopiero jutro. – lekarz zmierzył mnie wzrokiem i widocznie musiał zauważyć moją zatroskaną minę, ponieważ dodał: - Proszę się nie martwić, pani Algbratt z tego wyjdzie, a teraz panów przepraszam. – uśmiechnął się serdecznie i odszedł.
Danny poklepał mnie po ramieniu dodając otuchy. Uśmiechnąłem się lekko i poszliśmy za Molly.
- Molly, lekarz mówi, że Niki nic nie grozi - rzekł Dan, przytulając dziewczynę.
- Chcę do niej iść – powiedziała nieomal płacząc.
- Dziś to niemożliwe, jest późno. Chodź, odwiozę cię do domu.
- Chcę tu zostać!
- To bez sensu. I tak już cię do niej nie wpuszczą.
- Poza tym – zabrałem głos - chyba trzeba poinformować jej ojca o tym, co się stało.
Molly zamyśliła się na chwilkę i rzekła do blondyna:
- Zawieziesz mnie do jej ojca ? – Danny skinął głową i ruszyli w kierunku wyjścia.
- Chodź Erik, podrzuce Cię, mieszkacie niedaleko.
- Dzięki stary. – ruszyłem za nimi w kierunku wyjścia.
Po paru minutach byliśmy pod bramą mojego domu.
- Dzięki wam, to pewnie do jutra.
- Trzymaj się. – Danny przybił ze mną piątkę i ruszyli dalej.
Wszedłem przez bramkę i zauważyłem że przestało już padać. Natychmiast podbiegły do mnie psy, które zaczęły skakać.
- Boje ! Calle ! Spokój ! Uciekajcie ! – mówiąc, pogłaskałem je po łbach i wszedłem do domu.
Matka po raz kolejny kłóciła się ze swoim kochasiem. Gdy tylko mnie zobaczyli, natychmiast przestali.
- O mój Boże, Erik ! Co Ci się stało ?! – podbiegła i złapała moją twarz w swoje dłonie.
- Nic… - mówiąc, wyrwałem się z tych objęć.
- Jak to co się stało ? Prał się z jakimś chłopakiem tak samo głupim jak on.
- Nie mów tak ! – krzyknęła matka. – Kto Ci to zrobił ? – powiedziała nieco ciszej.
- Nikt, jest w porządku. Axel jest u siebie ?
- Ten szczeniak jest tak samo głupi jak Ty Paula. – zaśmiał się i przechylił drinkówkę, w której znajdował się koniak.
Dość tego. Odsunąłem mamę za siebie i wściekły podszedłem do niego.
- Słuchaj frajerze, myślisz że możesz obrażać moją matkę ?! Wolnego !
- Myślisz że możesz mną pomiatać gnojku ? Wypieprzaj na górę albo Ci obetnę kieszonkowe !
- Mnie nie zastraszysz, i nikogo więcej ! Wynoś się z naszego domu !
- Waszego ? Hah, to teraz też i mój dom. Paula Ci nie mówiła ? – mówiąc, wskazał dłonią na matkę, która stała ze spuszczoną głową i płakała.
- Nie mówiła czego ?
- Że to ja teraz rządzę tym domem. Ziemia na której stoi wasz dom jest moja, twoja matka mi ją odsprzedała, więc w każdej chwili możecie spakować swoje manatki i się stąd zwijać. – gdy skończył mówić, usiadł na fotelu, kładąc nogi na stoliku i sięgając po swoją drinkówkę.
- Jak mogłaś ? Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś ?! – krzyknąłem chyba głośniej niż zazwyczaj.
- Erik wybacz mi, po śmierci waszego taty wszystkie jego długi z kasyn przeszły na mnie, tylko sprzedając grunt mogłam z nich wyjść. Tak bardzo was przepraszam. – matka rzuciła mi się w ramiona i zaczęła szlochać jak nigdy dotąd.
- Spróbuj jeszcze raz zacząć mi pyskować, a dostaniesz bilet w jedną stronę. – spojrzał na mnie złowrogo i wypuścił z ust dym papierosa.
Zmierzyłem go wzrokiem i pomogłem matce usiąść na sofie. Przyniosłem jej chusteczki i poszedłem na górę do Axela. Zapukałem do jego drzwi.
- Czego ?
- Jesteś mi potrzebny, ubieraj się i chodź.
- Dokąd ?
- Nie marudź tylko się rusz. Czekam w garażu.
Zszedłem szybko na dół i wyszedłem trzaskając drzwiami. Otworzyłem garaż i wsiadłem do samochodu którym jeździ moja matka. Zaraz po mnie przyszedł Axel.
- Co się dzieje ? I czemu nie pojedziesz swoim ?
- Rozbiłem auto, musimy tam jechać żeby je pozbierać.
Wyjechaliśmy z garażu i po 10 minutach byliśmy na miejscu. Strażacy jeszcze tam byli, usuwali ślady po wypadku. Moje auto już było na lawecie, chcieli je wywieźć na złom, bo do niczego innego się już nie nadaje. Niestety tym razem skapitulowałem. Nie wiem, byłem zmęczony tym wszystkim co mnie otacza, co się dzieje. Zawsze jestem twardy, ale dzisiaj daję za wygraną. Pozwolili mi zabrać rzeczy z samochodu. Gdy zbierałem płyty, coś przykuło moją uwagę. Jakiś przedmiot leżał pod fotelem kierowcy. Był to pierścionek Nicole. Podniosłem go i przyjrzałem mu się. Schowałem go do kieszeni i wraz z Axelem wróciłem do domu.
Następnego ranka obudziłem się dość późno, zerwałem się z łóżka jak oparzony. Miałem być w szpitalu przed wszystkimi. Chciałem porozmawiać z Nicole sam na sam, teraz nie wiem czy mi to będzie dane. Szybko wbiegłem do łazienki, zimny prysznic, ogarnąć się, wskoczyć w jakieś wygodne ciuchy i zbiegłem na dół do kuchni. Oczywiście fagas matki tam był. Jadł śniadanie zrobione przez moją matkę.
- Śpieszy Ci się gdzieś ? – zapytał, przecierając usta serwetką.
- Nie twoja sprawa. – odwarknąłem, robiąc na szybko kanapkę.
- Uważaj sobie. – rzekł poważniejszym tonem.
- I vice versa. – mówiąc, rzuciłem mu ostrzegawcze spojrzenie i wybiegłem z domu.
Za wczorajszą zgodą Axela pożyczyłem jego samochód. Dość szybko przyjechałem do szpitala. Wyskoczyłem z auta i niczym petarda wszedłem do środka. Miałem nadzieję że będę przed wszystkimi, lecz mi się to nie udało. Na korytarzu zobaczyłem Molly i Danny’ego. Mimo tego że byłem zły na siebie, musiałem przybrać minę zatroskanego.
- Co z nią ? – zapytałem.
- Jej tata rozmawia z lekarzem. – rzekła Molly.
Usiadłem obok i przetarłem ręką czoło. Zrobiło mi się gorąco, byłem zdenerwowany. Zawsze gdy jestem zdenerwowany tupię nerwowo nogą. Bardzo chciałem porozmawiać z Nicole na osobności. Chciałem ją przeprosić za bójkę z Robinem. Gdybyśmy się nie pobili nie byłoby wypadku. Moje rozmyślenia przerwało wyjście pana Artura z gabinetu lekarza.
- Coś nie tak ? – zapytała Molly widząc zatroskaną minę mężczyzny.
Lecz ten nic nie odpowiedział tylko szedł przed siebie. Sam zasypałem go pytaniami w stylu: czy jest to coś poważnego, czy z tego wyjdzie, na co jedynie usłyszałem nasze kroki. Jako pierwszy do Nicole wszedł pan Artur. Denerwowałem się jeszcze bardziej, ponieważ nie wiem co z nią. Wiem że się obudziła co widzę przez szybę. Weszliśmy do środka gdy wyszedł jej tato. Od razu spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
- Hej, kochanie. – rzekła słabo wyciągając do mnie rękę.
„Kochanie” ? Zdębiałem. Uważa mnie za swojego chłopaka ? Podszedłem do niej i złapałem ją za dłoń. Postanowiłem grać z nią w tą grę.
- A to kto ? – zapytała wskazując na Molly oraz Danny’ego. Zamarłem. Ona nic nie pamięta…
--------------------
Jak wam się podoba nowy wygląd ? :)
Piękny opis
OdpowiedzUsuńO boże! mega rozdział! Mmm a ten wygląd bloga taki awww *.* I to ciasteczko na środkowym zdjęciu. Mrrrr :D Czekam na nn :D
OdpowiedzUsuńOd razu przepraszam, że nie dodałam komentarza pod ostatnim postem :( po prostu złośliwość rzeczy martwych.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że Niki odzyska pamięć i będzie wszystko ok. Musi!!!!!!! A co do nowego wyglądu podoba mi się bardziej iż poprzedni ;) czekam na nowy szyyyyybki nn ;*************
Nowy wygląd jest świetny :)
OdpowiedzUsuńBiedny Eriiiś :( Niech odkupi swój dom i wywali te stare próchno z domu :D
Nicole..jak ona mogła stracić pamięć ? No wiesz co ? :D