24 czerwca 2013

:.4.:

To był typowy szybki numerek… Ale od początku.
Kiedy tańczyliśmy, Eric szepnął mi na ucho „Chodź” i pociągnął mnie w stronę schodów. Gondolen to knajpa oferująca również pokoje, na wypadek, gdyby studenci nie byli w stanie dojść do domu. I właśnie do jednego z tych pokoi zabrał mnie tej nocy Eric.
Już na schodach zaczął mnie dziko całować, a jego dłonie wślizgnęły się pod moją bluzkę i błądziły po moim ciele. Nie wiem, skąd miał klucz, ale bez problemu weszliśmy do pokoju. W pierwszej chwili myślałam, że zrobimy to na drzwiach, bo zaraz po tym, gdy je zamknął, oparł mnie o nie, a moje nogi owinął sobie wokół bioder. Nie chciałam tak, więc zaczęłam się szarpać. Wtedy chwycił mnie mocniej, a chwilę potem leżeliśmy na łóżku. Jego usta zjechały na moją szyję. Całował ją, ssał, przygryzał, podczas gdy ręką odpinał rozporek swoich spodni. Kiedy już uwolnił swojego członka, z kieszeni wyjął prezerwatywę i szybko ją założył. Już wtedy wiedziałam, że nie będę miała z tego przyjemności. Wręcz rozdarł moją bieliznę i wszedł we mnie mocno i głęboko, w ogóle mnie nie przygotowując. Krzyknęłam z bólu i przerażenia, a potem zaczęłam zwyczajnie szlochać. Podciągnął moją bluzeczkę, odsłaniając piersi i ugniatał je mocno. Żałowałam, że nie założyłam stanika. Miałam dość, a to był dopiero początek… Kiedy ugniatanie mu się znudziło, chwytał sutki w zęby i gryzł. Płakałam, błagałam, żeby przestał, ale to go tylko rozzłościło. Pchał we mnie jeszcze mocniej i głębiej, niemal mnie tym rozrywając. W końcu przestałam się szarpać i błagać o litość. Leżałam i czekałam, aż skończy. Może i nie trwało to długo, ale mnie się wydawało, że całą wieczność.
Eric padł koło mnie na plecy i zdejmując prezerwatywę, rzucił tylko:
- Jesteś beznadziejna. – Po czym zasunął rozporek i wyszedł.
Przekręciłam się na bok, zwinęłam w kłębek i płakałam głośno. Czułam się… brudna. I zgwałcona.
Dopiero po jakimś czasie byłam w stanie wstać i wrócić do domu. Taksówkarz chciał mnie zawieść do szpitala, ale odmówiłam. Chciałam wziąć prysznic i zmyć to wszystko z siebie, ale nie mogłam…
Dopiero dziś, we wtorek, mój stan fizyczny, jak i psychiczny jest na tyle dobry, że mogę zjawić się na uczelni. Przez całą niedzielę i cały poniedziałek prawie w ogóle nie wychodziłam z łóżka. Nie odbierałam telefonów, nie czytałam sms-ów. Nic. Nie było mnie. Leżałam i próbowałam wymazać z pamięci obraz znęcającego się nade mną Erica.
Idąc korytarzem uczelni, mijam jego i jego kumpli. Nie patrzę na nich, ale on mimo to mnie zaczepia.
- Patrzcie, idzie cnotka niewydymka!
Przyspieszam kroku i nim się orientuję, biegnę. Słyszę za plecami ich śmiechy… Po moich policzkach znów leją się łzy.
Czego on jeszcze ode mnie chce? Dostał to, czego chciał. Już wystarczająco mnie upokorzył. Jeszcze mu mało? I jaka „cnotka niewydymka”? Przecież mnie zerżnął niemal na wylot! Gdyby nie był taki brutalny, być może ja nie byłabym „beznadziejna”…
Wpadam na kogoś, nie patrząc przed siebie. Już mam przepraszać i iść dalej, gdy ten ktoś chwyta mnie za ramiona.
- Hej, co się stało? – pyta Danny.
- Puść mnie! – szlocham i próbuję mu się wyrwać.
- Co się stało?! – powtarza, potrząsając mną lekko.
- Puść mnie! – Udaje mi się wyrwać. Chowam się w toalecie i tam wypłakuję sobie oczy. Myślałam, że wypłakałam już wszystkie łzy, ale jak widać się pomyliłam.
Po kilku minutach ktoś otwiera z impetem drzwi. Boję się, że to Eric, więc milknę.
- Molly!
Oddycham z ulgą, gdy słyszę, że to Nicole.
Moja przyjaciółka zagląda do każdej kabiny, więc żeby nie było afery, wychodzę ze swojej.
- Co ty robisz, wariatko? – mruczę, pociągając nosem.
- Chodź szybko! – Łapie mnie za rękę i wyciąga z toalety.
- Gdzie ty mnie wleczesz?! Puść mnie!
Ale ona nie słucha. Ciągnie mnie do miejsca, z którego uciekłam, czyli tam, gdzie stoi Eric i jego kumple. A tam…
Zakrywam usta dłonią z przerażenia.
Eric leżący na podłodze i Danny tłukący go pięściami to za dużo jak na mnie.
- Trzeba ich powstrzymać! – piszczę do przyjaciółki.
Po chwili to Eric jest górą, ale nie na długo. Wokół nich zaczynają się schodzić ludzie, ale nikt nie kwapi się, by ich rozdzielić.
W końcu nie wytrzymuję i idę tam, a Nicole za mną.
- Danny! Zostaw go! Zabijesz…
Nie kończę zdania, bo słyszę, jak Danny krzyczy do Erica, trzymając mocno poły jego koszuli, teraz ubrudzonej krwią.
- Gadaj, co jej zrobiłeś?!
Brunet jęczy coś w bólu. Danny nim potrząsa.
- Dan! Zostaw go! – wołam i próbuję go odciągnąć.
Ktoś wreszcie rusza do pomocy i trzyma blondyna.
Patrzę ze strachem na Erica. Nie podejdę do niego, ale trzeba sprawdzić co z nim…
- Niki! – wołam.
Brunetka kuca obok pobitego i pomaga mu się przekręcić, by wypluł krew z ust. Sporo jej… Patrzę na to z niesmakiem, ale i przerażeniem. Jeszcze chwila, a zostałaby z niego miazga.
Obejmuję się ramionami i drżę. Po tym, co mi zrobił, powinnam na to pozwolić, prawda? Nie mogłam…
- Hej. – Słyszę melodyjny głos za sobą i czuję rękę na ramieniu. – Już wszystko dobrze.
Nie patrząc na niego, po prostu stamtąd odchodzę. Wychodzę z uczelni i kręcę się w pobliżu do czasu najbliższych zajęć. I tak za każdym razem. Za którymś razem nie udaje mi się wymknąć i Nikole idzie za mną.
- Co ty tak uciekasz? – pyta, idąc obok mnie.
Wzruszam ramionami.
- Nie wiedziałam, że Danny jest taki… wojowniczy.
Wzdycham i mruczę:
- To przeze mnie.
- Co?
Opowiadam jej wszystko od momentu, jak zniknęliśmy w Gondolen, aż do chwili, gdy wyciągnęła mnie z toalety. Oczywiście w skrócie, bo za chwilę musimy iść na zajęcia.
- Molly! To był gwałt! Musisz z tym iść na policję!
- I co im powiem? Przecież siłą mnie na górę nie ciągnął.
- Ale to był gwałt!
- Ja się na to zgodziłam! A że przesadził… Dla policji to ja będę winna. Uznają, że go prowokowałam. To nie ma sensu. – Urwałam. – Poza tym on już za to zapłacił.
- Dan powinien go zabić. Albo nie! Ja to zrobię.
- Niki, daj spokój. – Uśmiecham się do niej słabo, a ona mnie mocno przytula.
- Och, Molly. Po coś ty z nim tam szła? – prawie szlocha.
- Za dużo wypiłam. Mam za swoje. – Odsuwam się od przyjaciółki i ocieram szybko jedną samotną łzę. – Chodź. Bo spóźnimy się na wykład.
Wracamy na uczelnię. Staram się unikać wścibskich spojrzeń. Wiem, że teraz wszyscy myślą o mnie jeszcze gorzej, bo szepczą, gdy mnie widzą.
Na jednej z krótszych przerw słyszę przypadkiem, że Eric ma mocno stłuczone żebra, złamany nos i liczne siniaki. A co najzabawniejsze, wcale mnie to nie cieszy…
Odchodzę w bardziej odosobnione miejsce i opieram się plecami o ścianę. Boję się. Teraz Eric jest w szpitalu, ale co będzie, kiedy z niego wyjdzie? Co, jeśli będzie się mścił?
Po raz kolejny tego dnia obejmuję się ramionami i zaciskam powieki, by nie wypuścić ani jednej łzy.
- O, tu jesteś. A ja cię szukam po całym uniwerku.
Unoszę głowę.
- Coś się stało? – pytam Danny’ego, który właśnie staje koło mnie prawie w tej samej pozycji. Tyle że zgina prawą nogę i stopę podpiera na ścianie. Wygląda jak model…
- Chciałem zapytać, jak się czujesz? – Zerka na mnie, ale ja spuszczam wzrok na swoje buty.
- W porządku – mruczę. Następuje chwila ciszy. – Czemu to zrobiłeś? – spoglądam na niego i pod wpływem jego wzroku, którego nie potrafię odgadnąć, zapominam, jak się nazywam.
Patrzy, ale nie odpowiada…
- Co on ci zrobił, Molly? – pyta cicho.
Danny Saucedo zna moje imię! A to dobre…
Odwracam głowę.
- Nic.
- Nie kłam – beszta mnie. – W sobotę widziałem go, jak wychodził z Gondolen. Na początku myślałem, że przyprowadził jakąś panienkę, ale nikogo z nim nie było. Potem, wychodząc z klubu, widziałem, jak wsiadasz do taksówki. I chyba nie czułaś się najlepiej…
Milczę. Co mam mu powiedzieć? „Wiesz, zgwałcił mnie, ale do pokoju poszłam z nim z własnej woli”? Koń by się uśmiał…
Nie wytrzymuję. Pomimo starań, zaczynam cicho szlochać. Dan odbija się od ściany, staje przede mną i bierze w ramiona.
- Cii, już dobrze. – Głaszcze mnie po włosach. – Nie płacz. Cokolwiek ci zrobił, zapłaci za to. Nie płacz.
Ale ja szlocham jeszcze bardziej, choć, o dziwo, wszystkie moje problemy odchodzą daleko. W ramionach Dana czuję się… bezpiecznie.
Po chwili się uspokajam, ale on nadal mnie nie puszcza.
- Daniel! – słyszymy piskliwy głos.

Cholera! To Janna…


Krótkie to, wiem... No ale już bardziej się tego wydłużyć nie dało :(

19 czerwca 2013

:.3.:

- Jestem! - krzyczę, gdy wchodzę do domu.
- Co tak wcześnie? - pyta tata.
- Jeden z naszych wykładowców się rozchorował. - Idę do kuchni i nakładam sobie obiad. Tym razem tata nie zasypuje mnie pytaniami. Może dlatego, że czyta gazetę i nie chce sobie przerywać.
Gdy kończę, idę do swojego pokoju. Dzwoni mój telefon. Wyjmuję go z torby i zerkam na wyświetlacz. To Molly.
- Czego dusza pragnie?
- Jak zawsze milutka... - mruczy cicho, a ja chichoczę. - Co robisz?
- Teraz? Czekam, aż pewna maruda powie wreszcie, po co dzwoni.
- Bardzo śmieszne - warczy. - Idziemy z dziewczynami połazić po sklepach. Idziesz z nami?
- Pewnie! Gdzie jesteście?
- Dochodzimy do twojego bloku.
- Już schodzę! - Wciskam czerwoną słuchawkę, po czym telefon i portfel wrzucam do innej, mniejszej torebki. Informuję tatę, że wychodzę i wybiegam z domu. Wychodząc z budynku, zauważyłam dziewczyny. Molly jest z nich najcichsza.
Hannah, Kaja i Alise chodzą z nami na zajęcia i są najbardziej znaną "bandą" dziewczyn na uczelni. Wszędzie ich pełno. Chociaż ta ostatnia nieco od nich odstaje - nie jest tak głośna, jak jej przyjaciółki. Hannah i Kaja to blondynki. Przypominają mi trochę lalki Barbie. Za to Alise to niezbyt wysoka, skromna brunetka, która przypomina bardziej mnie czy Molly, niż tamte dwie.
Co najśmieszniejsze - raczej od nas uciekają. Skąd dzisiaj taka zmiana i chęć na wspólne zakupy?
- W całym uniwerku huczy plotka, że jesteś dziewczyną Erica - zwraca się Hannah do Molly, gdy grzebiemy między wieszakami z sukienkami i krótkimi spódniczkami.
Molly patrzy na mnie błagalnie, a ja wzruszam ramionami. Wzdycha.
- Wieści szybko się rozchodzą - mruczy cicho. Na jej słowa dziewczyny zaczynają chichotać, czego ani ja, ani Molly nie rozumiemy.
- Ciekawe jaki jest w łóżku - marzy Kaja.
- Mnie by doprowadził do orgazmu samym wzrokiem.
Robi mi się niedobrze. Mogłyby zachować swoje fantazje i marzenia dla siebie. Zwłaszcza przy "dziewczynie" Erica. Wiem, że Molly to nie rusza, bo ona ani myśli iść z Eric'iem do łóżka,  przynajmniej na razie, ale one o tym nie wiedzą, prawda?
- Molly, chodź. Zobaczymy, czy ta płyta, na którą tak polujemy, jest już dostępna.
Przyjaciółka patrzy na mnie niezrozumiale. W końcu dociera do niej, o co mi chodzi. Łapię ją za rękę i ciągnę mocno, byśmy jak najszybciej odeszły od dziewczyn.
- Zwolnij! - woła nagle. - Ja mam buty na wysokim obcasie!
Staję i puszczam jej dłoń. Słyszę łomot. Oglądam się za siebie i widzę... dywan z Molly Sandén.
- Nie musisz mi padać do stóp - żartuję i śmieję się cicho.
- Zamknij się - syczy, podnosząc się. Rozgląda się i krzywi, widząc, że kilka osób patrzy na nią z rozbawieniem. - Zabiję cię!
- Trzeba było założyć buty na mniejszym obcasie.
- Trzeba było ostrzec, że będziemy urządzać maraton biegów!
Śmieję się cicho. Och, jej facet będzie miał z nią cudowne życie...
Idziemy do kawiarni, uważając i rozglądając się, by nie natknąć się na dziewczyny. To miały być babskie zakupy, a w efekcie my oprócz kawy i ciacha nie kupiłyśmy nic.
- Dobrze, że mnie stamtąd zabrałaś. Już nie mogłam ich słuchać - żali się Molly.
- Ja też. - Krzywię się. - Ale z drugiej strony jest mi ich żal.
- Co?
- No bo zobacz. Najchętniej wszystkie trzy wskoczyłyby mu od razu do łóżka, a on szaleje za tobą. To musi być okropne.
- No wiesz, ma się ten wrodzony urok. - Poprawia teatralnie włosy.
Parskamy śmiechem.
- Swoją drogą Alise nie wygląda mi na taką, która myśli tylko o tym, jak uwieźć mężczyznę.
- No, racja. Nie pasuje do nich. Czemu się z nimi zadaje?
Molly wzrusza ramionami.
- Może tylko one chcą się z nią zadawać.
- To bez sensu.
- One raczej sensownie nie myślą.
- Jeśli w ogóle myślą.
Znów się śmiejemy.
Wracając do domu nie rozchodzimy się, tylko idziemy do Molly, gdzie uczymy się.
- Erik się jeszcze z tobą kontaktował? - pyta w pewnym momencie.
- Nie - odpowiadam smutno. - A Danny z tobą?
- A dlaczego miałby?
- Ostrzegał cię przed Saade'm. Myślałam, że...
- To nie myśl - warczy. - Nie potrzebuję niańki.
- Chciał dobrze.
- Nie prosiłam go o pomoc. Umiem sobie radzić sama.
- Z pewnością - mruczę.
Molly spogląda na mnie z mordem w oczach. Od razu milknę.
Przez jakiś czas żadna z nas nic nie mówi. Ciszę przerywa dopiero mama brunetki, która pyta, czy nie chcemy czegoś do jedzenia lub picia.
- Ja dziękuję. - Uśmiecham się.
- Ja też - burczy.
- Na pewno?
- Tak!
Pani Lena od razu się wycofuje, a ja patrzę na dziewczynę wilkiem.
- Twoja mama nic ci nie zrobiła - mówię ostro.
- Wiem. Przeproszę ją potem.
Zatrzaskuję książkę, wstaję i odkładam ją na biurko.
- Nie jesteśmy twoimi wrogami, Molly. Wszyscy chcemy dla ciebie jak najlepiej, a ty warczysz, jakby każdy chciał ci zrobić krzywdę. Rozumiem, że chcesz trzymać się z dala od Danny'ego, choć nie rozumiem, dlaczego. Na mnie możesz warczeć, proszę bardzo. Ale twoja mama już dość się nacierpiała. Przemyśl to.
Nie czekając na jej odpowiedź, wychodzę z pokoju. Żegnam się z jej mamą, która odpowiada mi słabym, wymuszonym uśmiechem, i opuszczam dom przyjaciółki, z którą nie zamieniam ani słowa aż do soboty, kiedy to, ku mojemu zaskoczeniu, pojawia się z Eric'iem w Gondolen, czyli w Naszej Knajpce.
Zbytnio to się chłopak nie wysilił...
Podchodzą do mnie, kiedy czekam na Robina, który zamawia drinki przy barze i dosiadają się. Po minie Molly widzę, że jest smutna. Eric chyba próbuje ją pocieszyć, obejmując ramieniem i szepcząc coś do ucha, ale ona tylko posyła mu blady uśmiech. Nie mogę na to patrzeć.
Gdy zamierzam wstać, wraca Robin.
- O, hej! - przekrzykuje głośną muzykę i stawia nasze ulubione drinki na stoliku.
Wstaję i zwracam się do przyjaciółki:
- Mogę cię prosić na chwilę?
Kiwa głową, wstaje i idzie za mną w nieco bardziej ciche miejsce, czyli niedaleko toalet.
- Molly, chciałam cię przeprosić...
- Nie - przerywa mi stanowczo. - To ja powinnam cię przeprosić i to już zanim wyszłaś wtedy z pokoju. Przepraszam. Ale... No znasz mnie. Jestem uparta, chcę być niezależna, radzić sobie ze wszystkim sama.
- Każdy czasem potrzebuje pomocy, kogoś bliskiego. Eric nie wygląda mi na kogoś takiego, kto wskoczyłby za tobą w ogień czy chociażby pomógł jakąś dobrą radą.
- Dlaczego?
- Nie wiem. Źle mu z oczu patrzy. Uważaj na niego, okej?
Molly kiwa głową, z delikatnym uśmiechem, a potem się przytulamy.
Wracamy do chłopaków, którzy porywają nas do tańca. Tańczymy do kilku szybkich piosenek, a potem wracamy do stolika, by ochłonąć i opróżnić nasze kieliszki. Kiedy alkohol zaczyna nam buszować po głowie, DJ gra wolniejszą piosenkę. Eric zaprasza Molly na parkiet, a zaraz za jego śladami idzie Robin. Molly i Eric kręcą się koło nas.
Gdzieś w połowie piosenki giną mi z oczu...
Gdy piosenka się kończy i Robin obraca mnie ostatni raz, staję jak wryta. Przede mną, trzy metry od nas stoi Erik i jego kumple. Stoi z założonymi rękami, patrzy na mnie i uśmiecha się przebiegle. O co mu chodzi?
Wracam z Robinem do naszego stolika. Chwilę potem chłopaki nas mijają, ale żaden nie zwraca na nas uwagi. Erik dyskutuje z kolegami, a Danny, który jako jedyny nie uczestniczy w rozmowie, rozgląda się ciekawie po klubie, jakby był tu pierwszy raz. I chyba faktycznie tak jest, bo nigdy wcześniej żadnego z nich tu nie widziałam.
Przy zajętym przez nich stoliku siada tylko Dan. On jako jedyny jest w stałym związku. Pozostali zaczepiają przypadkowe dziewczyny i zaczynają z nimi tańczyć, rozbierając je wzrokiem. Z Erikiem, oczywiście, na czele. Zerkam na Dana, który nadal się rozgląda - może kogoś szuka? - i znów przenoszę wzrok na Erika. Robi mi się niedobrze na widok jego rąk na jej tyłku. Obłapia ją bezwstydnie i chyba szepcze coś do ucha, a ona śmieje się. W końcu idą w kierunku toalet i ja nawet wiem, po co.
- Zamówisz mi jeszcze drinka? - pytam przyjaciela, odsuwając od siebie pusty kieliszek.
- Jesteś pewna? To już...
- Tak, jestem pewna - przerywam mu stanowczo.
Po tym drinku zamawiam kolejny. Oba piję szybko i nieelegancko.
- Jeszcze - mruczę.
- Ty już masz dość. - Chłopak wstaje, idzie do baru uregulować rachunek, a potem wraca do mnie, podnosi i odwozi do domu.


Karo, Erik to Segerstedt - Eric to Saade, który podrywa Molly. Proste xD

13 czerwca 2013

:.2.:


- Halo? – słyszę w słuchawce dobrze znany mi głos.
- Mamo, wrócę dzisiaj trochę później – ostrzegam rodzicielkę.
- A dlaczego? Macie jakieś dodatkowe zajęcia?
- Nie, umówiłam się z Nicole na kawę.
Mama nie musi wiedzieć, że owszem, umówiłam się, ale z chłopakiem, z którym zamieniłam raptem parę zdań, na przerwach między wykładami, prawda? Nie chcę, żeby się niepotrzebnie martwiła. Jeżeli z Eric’iem coś wyjdzie – w co wątpię – powiem jej prawdę.
- No dobrze… Tylko uważaj na siebie.
- Jasna sprawa. – Uśmiecham się, choć wiem, że ona tego nie widzi. – Ty też – dodaję ciszej, po czym kończę rozmowę.
Koło mnie wyrasta Nicole. Jest dziwnie rozpromieniona, oczy jej błyszczą. Patrzę na nią badawczo.
- Co ci jest? – pytam ostrożnie.
- Co? – Nicole szczerzy się jak głupia.
- No właśnie to! – Chowam telefon do torby. – Wyglądasz, jakbyś zaliczyła najlepszy orgazm w życiu.
Nicole chichocze.
- Spotkałam się z Erikiem.
Staję jak wryta.
- Co? Kiedy?
- Wczoraj – odpowiada z jeszcze większym błyskiem w oku. – Jak dochodziłam do domu, usłyszałam za sobą kroki. Przestraszyłam się i przyspieszyłam kroku, a ten ktoś jeszcze bardziej. Dogonił mnie prawie przy samych drzwiach. To był Erik.
Wybałuszam oczy ze zdumienia.
- Czego chciał?
- Oddać mi książkę, którą przez przypadek wziął, gdy na niego wpadłam.
To ma sens, myślę.
- A skąd wiedział, gdzie mieszkasz?
Dziewczyna marszczy czoło, jakby nie rozumiała, o co pytam.
- Nie wiem – mówi. – No wiesz, byłam taka podekscytowana, że nawet nie zapytałam.
Moja dłoń ląduje na moim czole z głośnym plaskiem. Kręcę z dezaprobatą głową, a Nicole znów się do mnie szczerzy, co i mnie się udziela i sekundę później już razem chichoczemy.
Rozlega się dźwięk oznajmiający kolejne zajęcia, więc idziemy do auli.
Po wyjściu z auli dostrzegam Danny’ego idącego korytarzem wraz z kumplami. Patrzę na niego tęsknym wzrokiem. W pewnym momencie odwraca lekko głowę i dostrzega mnie. Spuszczam wzrok, zawstydzona i uciekam. Na szczęście to były ostatnie zajęcia, więc mogę wyjść z uniwersytetu.
- Molly! – słyszę za sobą. Staję, by Nicole mogła mnie dogonić. – Co tak pędzisz? Aż tak spieszy ci się na randkę? – Śmieje się.
- To nie będzie randka – burczę, poprawiając torbę na ramieniu.
- Ciekawe, czy tak samo myśli na ten temat Eric – żartuje, ale mnie nie jest do śmiechu. Kątem oka dostrzegam, że Dan i jego kumple idą do drzwi, więc ruszam, żeby wyjść przed nimi.
Niestety Niki nie ma zamiaru iść i w ostatnim momencie łapie mnie za rękę.
- Przestań przed nim uciekać – mówi cicho, czekając, aż chłopaki nas miną. Cholera! Jeszcze wczoraj sama uciekała przed Erikiem.
Udaję, że oglądam swoje paznokcie, ale gdy do moich nozdrzy dociera zapach perfum Danny’ego, unoszę głowę automatycznie. Cała trójka stoi przed nami i lustruje nas wzrokiem. Staram się unikać wzroku blondyna, ale nie jestem w stanie. Nagle rozlega się piszczący głos.
- Dan!
Odwracam głowę w tamtą stronę i widzę Jannę, dziewczynę Dana, z którą podobno jest już od pierwszej klasy szkoły średniej. Wzdycham cicho i zerkam na Nicole wzrokiem mówiącym „Widzisz?”. Dyskretnie wyrywam rękę i wychodzę. Idąc do kawiarni, w której jestem umówiona z Eric’iem, wiem, że zrobiłam dobrze. Może dzięki niemu zapomnę o Danny’m.
Gdy wchodzę do kawiarni, chłopak już tam jest. Biorę głębszy wdech i wymuszając uśmiech, idę w jego stronę. Wita mnie buziakiem w policzek i wręczą mi… różę. Och…
- Dziękuję – mruczę, zawstydzona i siadam naprzeciwko niego.
- Cieszę się, że przyszłaś. – Uśmiecha się do mnie miło, co odwzajemniam. – Coś się stało? – pyta.
- Nie, dlaczego?
- Wyglądasz na smutną.
- Jestem po prostu zmęczona. Na zajęciach dali nam dzisiaj w kość. Albo to ja wszystko myliłam. – Śmieję się nerwowo.
- Kto jak kto, ale nie ty. W to nie uwierzę.
Kolejny, który uważa mnie za kujonkę, myślę z goryczą.
- Nie będę cię męczył. Chciałem po prostu… - Urwał.
- Tak?
- Lepiej cię poznać – odpowiada, uśmiechając się nieśmiało.
- Podczas jednego spotkania raczej się to nie uda – mówię mimo wewnętrznego głosiku, który szepcze, że w ogóle nie powinno mnie tu być.
- Mam nadzieję, że na jednym spotkaniu się nie skończy.
- Na pewno. – Uśmiecham się.
Dalej rozmowa nieco się rozkręca. Dowiaduję się między innymi, że podobam mu się od początku studiów, ale nie miał odwagi, by do mnie zagadać.
- Co się takiego stało, że się odważyłeś? – pytam.
- Wiesz, to ostatni rok studiów, potem mógłbym już nie mieć szans.
- Rozumiem.
- No a poza tym gdy widzę cię na korytarzu chcę podejść, pogadać czy coś…
- A co, biją za to? – żartuję.
- N-nie… - jąka się i ja od razu żałuję swoich słów.
- Przepraszam – mówię szybko. – Po prosu mogłeś to zrobić nawet bez zapraszania mnie na randkę. – Mrugam do niego.
- Nie uciekłabyś?
Parskam śmiechem.
- Dlaczego miałabym uciec?
- Nie wiem.
Kręcę głową, śmiejąc się cicho.
Godzinę później Eric odwozi mnie do domu.
- To… spotkamy się jeszcze? – pyta, gdy zatrzymuje auto pod moim blokiem.
- Jasne. Bardzo miło spędziłam czas z tobą. – Uśmiecham się.
- W sobotę?
Kiwam głową na znak, że pasuje mi ten termin.
- Przyjadę po ciebie o siódmej. – Wysiada z samochodu i okrąża go, by otworzyć mi drzwi. Odprowadza mnie pod same drzwi klatki schodowej, gdzie żegna się ze mną przeciągłym całusem w policzek. – Do zobaczenia – mówi i, nie czekając na moją odpowiedź, wsiada za kierownicę i odjeżdża.
Następnego dnia na uczelni od razu odnajduję Nicole, która rozmawia z Robinem. Podchodzę do nich, mijając grupkę chłopaków, w tym, na moje nieszczęście, Danny’ego.
- O, hej – wita mnie brunetka. – Właśnie rozmawialiśmy o sobotnim wypadzie do Naszej Knajpy. Idziesz z nami?
- Nie mogę, umówiłam się z Eric’iem.
Dziewczyna unosi delikatnie brew do góry.
- Miłość kwitnie? – pyta na tyle głośno, żeby blondyn ją usłyszał. Żmija…
- Przestań – syczę i dyskretnie rozglądam się dookoła.
Oczywiście zwróciła tym pytaniem uwagę innych. Jak na złość podchodzi do nas Eric.
- Cześć – mówi do mnie, całując mnie w policzek.
- Hej, Eric! – woła…  Danny. – To twoja dziewczyna?
- Jeszcze nie. Ale może już wkrótce…? – Obejmuje mnie ramieniem.
Wczoraj nie był taki śmiały, myślę sarkastycznie.
Zerkam ukradkiem na Dana. No jasne, patrzy na mnie…
- Przepraszam na chwilę – mamroczę i wysuwając się spod ramienia Erica, idę w kierunku toalet. Nie jestem w stanie wejść do żadnej. Po prostu opieram się plecami o ścianę, następnie po niej zjeżdżając i kryję twarz w dłoniach. Chwilę potem ktoś odsuwa mi ręce i moim oczom ukazuje się zmartwiona Nicole.
- Co jest, Molly? – pyta.
Kręcę głową.
- Nic – mruczę cicho.
- Eric odprowadzał cię wzrokiem.
Patrzę na nią bezradnie.
- Danny też.
Świetnie…
- Radzę ci wziąć się w garść, poprawić makijaż, a potem tam wrócić i pokazać mu, co potrafi Molly Sandén.
- Co masz na myśli?
- To już zostawiam tobie.
I poszła.
Tylko co to niby miało znaczyć? Co mam mu pokazać?
Nagle do głowy wpada mi bardzo, bardzo głupi pomysł…
Odświeżona, z odnowionym makijażem i dumnie wypiętą piersią, wracam na miejsce, z którego parę minut wcześniej uciekłam. Oczy wszystkich wędrują na mnie. I o to chodzi…
Podchodzę do Erica, kręcąc biodrami. Chwytam w dłonie jego twarz i wpijam się w jego usta. Na moment nieruchomieje, a potem obejmuje mnie w talii i przyciąga do siebie. Za plecami słyszę gwizdy i wycia chłopaków.
Odrywam się od bruneta i wycieram mu nadmiar szminki z ust. Zerkam na Nicole, która ma przyklejony do twarzy bezczelny uśmieszek.
Staję koło jeszcze trochę zszokowanego chłopaka, a on obejmuje mnie ramieniem.
- No stary, wyrwałeś najładniejszą laskę na uniwerku? Szacun! – woła jeden.
Uśmiecham się słodko, zerkając ukradkiem na Dana. Stoi tyłem do nas i rozmawia z Mattiasem…
- Molly, mogę cię prosić na chwilę? – pyta mnie przyjaciółka.
Kiwam grzecznie głową i odchodzę z nią kawałek dalej.
- To było świetne! – szczebiota cicho. – Nie sądziłam, że posuniesz się tak daleko.
- Źle zrobiłam – mruczę – Pewnie narobiłam mu nadziei.
- Nic mu nie będzie. – Macha lekceważąco ręką. – Za to Danny…
- Nawet nie zauważył.
- Żartujesz? Obserwowałam go! Nie podobało mu się to. – Szczerzy się i odchodzi.
Zostaję sama z natłokiem myśli…
Gdy ja, Niki i Robin wychodzimy podczas długiej przerwy coś zjeść, ktoś mnie woła. Oglądam się za siebie i widzę Erica. Czekam.
- Chyba oboje mamy teraz przerwę. Wyskoczymy na lunch? – pyta rozpromieniony.
- Znaczy… - Zerkam na Nicole i Robina.
- Spoko. Spotkamy się pod aulą. – Uśmiecha się do mnie i wychodzą.
Odwracam głowę do chłopaka i uśmiecham się. Bierze mnie pod ramię i idziemy do pobliskiej restauracji dla studentów. Nie wiedzieć czemu, siadamy przy najbardziej oddalonym stoliku. Przez jakiś czas jemy w ciszy, w końcu jednak Eric się odzywa.
- Ten pocałunek… Czy to znaczy, że mam jakieś szanse?
Wzdycham w duchu.
- Jak się postarasz, to kto wie? – Mrugam do niego.
- Możesz być pewna, że się postaram. – Uśmiecha się do mnie.
Kończymy posiłek i wracamy na uczelnię.
- Jak Eric? – pyta Niki, gdy podchodzę do niej i grupki innych dziewczyn.
- W porządku. Pytał, czy ma szanse. Wiesz, ten pocałunek…
- I? Ma szanse?
- Jakby nie było, w sobotę się spotykamy.
Ledwo kończę to mówić, słyszę za plecami melodyjny głos.
- Cześć, dziewczyny.
Drgam i z prędkością światła odwracam się w stronę jego źródła, jednocześnie mając ochotę uciec. Nie mogę…
- Hej, Dan – odzywa się Nicole. – Gdzie twoi kumple?
On nie wie, że pytając o „kumpli”, ma na myśli tego konkretnego – Erika.
Blondyn wzrusza ramionami.
- Gdzieś się włóczą. – Przenosi wzrok na mnie. – To ty jesteś dziewczyną Erica Saade?
Och…
- Tak – odpowiadam dumnie i wyniośle.
- Uważaj. To jeszcze większy Casanova niż Segerstedt. – Krzywi się lekko.
- Dzięki za ostrzeżenie – burczę zimno, nie patrząc na niego. Niech sobie nie myśli, że padnę mu do stóp, jak zrobiłaby to znaczna damska część uniwersytetu.  Mój plan polega na byciu zimną jak lód dla Danny’ego Saucedo. Jestem silna i udowodnię to wszystkim. A przede wszystkim sobie…
Danny nic już nie mówi, tylko odchodzi od nas. Odprowadzam go wzrokiem, a potem zerkam na Nicole, która ma teraz oczy wielkości spodków pod filiżanki.
- Nie poznaję cię, Molly.
Wzruszam ramionami i idę do auli, ponieważ za chwilę mamy zajęcia gry na gitarze.

10 czerwca 2013

:.1.:

- Cześć Robin, długo czekasz ? - zapytałam, wsiadając do samochodu.
- Dopiero podjechałem. - przywitaliśmy się buziakiem w policzek.
Zaraz za mną do auta wsiadła Molly. Przywitała się z Robinem i ruszyliśmy w kierunku Lund University. Tym razem nie było problemu z parkowaniem. W końcu zrobiło się ciepło i większa część uczelni jeździ autobusami lub tramwajami. Wszyscy tłumnie wchodzili do budynku, więc jakoś zgubiłam Molly. 

- O której dzisiaj kończysz ? - zapytał Robin, gdy stanęliśmy w korku przed głównymi drzwiami.
- Mam do 14, a Ty ? - spojrzałam na niego, lecz całkiem co innego przykuło moją uwagę za plecami chłopaka.
- Ja o 13:35. Poczekać na Ciebie ? - zapytał, ale nie skupiłam na nim uwagi.
Za Robinem w grupie innych chłopaków szedł On. Jak zwykle idealnie ułożone włosy na żelu, kilkudniowy zarost, który dodawał mu dodatkowej nuty tajemniczości i ten niezwykle cudny uśmiech. Ma idealne wyczucie mody. Ciemnoszary T-shirt idealnie podkreśla jego sylwetkę i umięśnione ciało. Ahhh, gdybym mogła go dotknąć...

- Haloo ? Ziemia do Nicole. - przed oczyma zobaczyłam rękę. - Boże, dziewczyno. Nie masz na co liczyć. Erik wyrywa dziewczyny na jedną noc. - mówiąc, wywrócił oczyma.
- Skąd wiesz ? - zaczęłam bronić chłopaka.
- Niki, o tym wszyscy wiedzą. - spojrzał na mnie w stylu 'to oczywiste'.
Spuściłam głowę wiedząc, że nie mam już skutecznych argumentów. To prawda i taki jest Erik. Wzdychnełąm i ruszyłam do szafek.
- Tak, możesz na mnie poczekać. - uśmiecham się mile.

- Będę czekać w samochodzie. Do zobaczenia. - całuje mnie w policzek i znika gdzieś na szkolnym korytarzu.
Otwieram szafkę, wyjmuję potrzebne książki i gdy ją zamykam, słyszę jak ktoś mnie woła. Odwracam głowę w tamtym kierunku, lecz nogi same mnie niosą w kierunku klasy. Nagle wpadam na kogoś, a wszystko co trzymałam w ramionach, rozsypuje się na podłogę. Chłopak odwraca się i zamieram. O Boże. To Erik. Z początku jego oczy pałają gniewem, ale gdy widzi moją wystraszoną minę, przybierają znów swój poprzedni blask. Zażenowana, szybko kucam i zbieram rozsypane kartki. Chłopak robi to samo. Serce gwałtownie mi przyspiesza. Ale jestem niezdarą. Wstrzymuję gwałtownie oddech, gdy jego palce przejeżdżają delikatnie po mojej dłoni. Podnoszę wzrok, a on przewierca mnie na wylot swoimi ciemnozielonymi oczyma. Poczułam wtedy mocne zaciskanie każdego mięśnia w moim ciele, a płuca przestały funkcjonować.
- Prosze. - odzywa się, a ja czuję, że mój język odmówił posłuszeństwa. Jak zahipnotyzowana, odbieram od niego kartki, a on uśmiecha się widząc w jakim jestem stanie. Gdyby nie dzwonek oznajmujący zakończenie przerwy, dawno bym się udusiła.
- Erik chodź, Petersson nas zabije za spóźnienie. - mówi jeden z jego kumpli. Ma na imię Mattias i za godzinę mamy razem lekcje. Brunet robi krok w tył w tym samym kierunku co chłopaki. Gdy ostatecznie się odwraca, koło mnie wyrasta Molly.

Wdycham tlen, którego brakowało moim płucom, i słyszę głos przyjaciółki:
- Wow, Nikki nie zemdlałaś ! - ekscytuje się. Patrzę na nią spod byka i ponownie wracam wzrokiem do miejsca na korytarzu, gdzie jeszcze niedawno znajdował się Erik z chłopakami.
Wzdycham ciężko, kiedy Molly uświadamia mi, jaką mamy teraz lekcję i ciągnie mnie do klasy za ramię.

- W końcu ostatnia lekcja. - cieszy się Molly.
- Wszystko, tylko nie w-f. - wywracam oczami, gdy wchodzimy do szatni damskiej.
Molly uwielbia się ruszać. Często próbuje mnie wyciągnąć na poranne biegi, ale nie mam zbytnio dobrej motywacji, aby się z nią zabrać. Jedyny ruch jak uprawiam, to jazda konna. Tyle mi do szczęścia wystarcza.
- Powinnaś lubić w-f, przecież jeżdżąc konno ćwiczysz mięśnie... - o nie, teraz się zacznie wykład Molly na temat ćwiczeń, które powinnam uprawiać, aby poprawić swoją zaniedbaną kondycję. 
Udając, że jej słucham, wracam wspomnieniami do porannego spotkania. Tyle emocji, jakie się ukazały przez te parę chwil... Tyle czasu nie zwracał na mnie uwagi, a tu prosze, wystarczyło na niego wpaść, aby mnie zauważył. Ahh, ten jego wzrok. Był zarazem zimny, jak i gorący.
- Hej, co Ty robisz ? - pyta mnie Molly, przywracając do rzeczywistości.
Patrzy to na mnie, to na moje nogi. Ubrałam spodenki na spodnie.
- Ehh, kobieto. Nie ma się czym podniecać. On tylko na ciebie spojrzał. - tylko ona umie podciąć skrzydła mojemu szczęściu.
- Dzięki, brakowało mi tego Twojego potężnego młota, który ostudzi moją radość. - warczę urażona i ściągam wpierw spodenki, a potem spodnie.
- Nicole, przepraszam. Po prostu... Ja..
- Dobra, daruj sobie. - zamykam szafkę i idąc w stronę boiska szkolnego, związuje włosy w koński ogon.
Dziewczyny przede mną mocno się ekscytują czymś, więc się do nich przyłączam. Stoją w niedużej odległości od drugiej grupy. Stanowią ją same chłopaki. Dziwne, zawsze mamy tylko z dziewczynami.
- Od kiedy oni z nami mają ? - pyta jedna dziewczyna pozostałych.
- Henrik opowiadał nam dzisiaj, że ich nauczyciel od śpiewu zginął wczoraj w wypadku.
- Oh... - mówią wszystkie.
- I będą mieć z nami w-fy, dopóki nie znajdzie się nowy nauczyciel.
O nie. Tam jest co najmniej 25 chłopaków. Spalę się ze wstydu. Nie cierpię, kiedy ktoś mnie obserwuje, i to dziwne uczucie, że masz na sobie tyle męskich wzroków. O nie.
- Hej Nikki ! - słyszę znajomy głos i odwracam się w jego stronę. No nie. To Robin. Macha do mnie wesoło. Nieśmiało odmachuję, a zaraz po tym, chowam się za grupką dziewczyn. Gdy lekko się wychylam, dostrzegam Mattiasa, a obok niego Danny'ego. Obok niego stoi... O kurwa. Mam ochotę uciec stąd z krzykiem. Kiedy podchodzi do mnie Molly, grupka dziewczyn odchodzi gdzieś dalej.
- Czemu tak uciekłaś ? - pyta mnie brunetka, a ja kątem oka zerkam na chłopaków. Danny wskazuje na nas, a Matt i Erik przyglądają się nam z zaciekawieniem. 
O nie, o nie, o nie. Rozmawiają o nas. Przyglądam się sobie z góry do dołu. Moje spodenki zakrywają tyle co nic, a podkoszulek ma zbyt duży dekolt. To zdecydowanie nie jest odpowiedni strój na w-f w tej szkole. Wymogi, to wymogi.
- Molly, Danny i chłopaki nas obserwują. - mówię, wskazując na nich wzrokiem, nie odwracając głowy. Ona za to, całkowicie się do nich odwraca i jeszcze do nich macha ! Molly !
- Oszalałaś ?! Jeszcze tu przyjdą ! - łapię ją za rękę i spuszczam na dół.
- I oto chodzi. - uśmiecha się radośnie. - Ale na to wygląda, że narazie przyciągnęłam Robina. - wywraca teatralnie oczyma i odchodzi ode mnie.
- Hej. - wita mnie chłopak.
- Hej. - uśmiecham się lekko. - Słyszałam, co się stało z waszym nauczycielem od śpiewu. Przykro mi.
- Szkoda gadać. Nawet go lubiłem. Ale cóż... Na każdego przyjdzie pora. - mówiąc, drapie się po karku, jakby miało mu to pomóc w doborze słów. Nagle rozlega się gwizd.
- No dobra panienki, zapraszam do mnie ! - krzyczy nasza nauczycielka.
- No to idę. - mówię, robiąc kilka kroków w tył i wpadam na jakąś dziewczynę. Od razu ją przepraszam i uśmiecham się, aby załagodzić nieco sytuację. Ona również się uśmiecha. Oglądam się za Robinem, a on kręci głową, śmiejąc się pod nosem. Już ja mu dam się ze mnie nabijać ! Kiedy mam ochotę za nim krzyknąć, orientuję się że obserwuje mnie Erik. Stoi z założonymi rękoma, rozbawiony. Przygryzam nieśmiało wargę i wracam do dziewczyn.
Dzięki Bogu, że dzisiaj grałyśmy z dala od chłopaków. My zajęłyśmy jedno skrzydło boiska, a oni siedzieli na trybunach po drugiej stronie stadionu. Jednak mimo to czułam na sobie wzrok tej trójki. To było mocno rozpraszające. Dziękuję w myślach Bogu, gdy możemy się iść przebrać do szatni.
Wyszliśmy z uczelni całą trójką, ale Molly powiedziała, że musi wracać do domu, więc Robin grzecznie ją odwiózł.
- Dzięki. Do jutra - szczebiota i zgrabnie wysiada z samochodu. Kiedy brunetka wchodzi na klatkę schodową, Robin odjeżdża z piskiem opon, aż nieco wbija mnie w fotel.
- Jezu, zwolnij - skomlę.
- Sorry - mruczy i dociska delikatnie hamulec.
- Przede mną nie musisz szpanować. - Śmieję się, a chłopak ze mną.
Jedziemy do miłej kawiarenki, gdzie pijemy kawę i jemy po ciastku.
- Co robisz w sobotę wieczorem? - pyta w pewnym momencie, dźgając swoje ciacho.
- Nie wiem. Chyba nic. A co?
- Może gdzieś wyskoczymy?
- Masz na myśli jakieś konkretne miejsce? - pytam, choć dobrze wiem, co ma na myśli.
- Się głupio pytasz!
Znów się śmieję. Zawsze chadzamy w to samo miejsce w sobotnie wieczory. Oficjalna nazwa to Gondolen, ale my nazwaliśmy bar Naszą Knajpką, bo leży blisko naszych domów. To znaczy mojego i Molly, bo Robin mieszka pół godziny drogi od nas.
- To jak? - upomina się.
- Jasne. Zapytam Molly, czy ma jakieś plany. - Uśmiecham się do przyjaciela.
- No tak, jasne - mamrocze i dłubie w resztkach swojego ciasta. Co jest? Powiedziałam coś nie tak?
Pół godziny później Robin odwozi mnie do domu. Żegnamy się, ja biorę swoją torbę i idę do mieszkania.
- Dobrze, że jesteś. Siadaj, podaję obiad - woła tata z kuchni.
Idę do łazienki umyć ręce, a potem siadam do stołu. Gdy jemy, tata pyta, jak minął mi dzień. Opowiadam w dużym skrócie, co działo się na uczelni i że potem Robin zaprosił mnie na kawę.
- Lubię tego Robina. Miły z niego chłopak.
- Tato... - jęczę, bo wiem, o co mu chodzi. Najchętniej postawiłby mnie i Robina przed ołtarzem.
- No co? Patrzy na ciebie tak czule - mruczy, a ja wywracam oczami.
- Patrzy na mnie normalnie.
- Oj córcia, córcia. Żyję na tym świecie dłużej niż ty i uwierz mi, umiem odczytywać ludzkie uczucia.
- Najwyraźniej nie tak dobrze. - Wstaję, biorę swój talerz i wkładam go do zlewu, a potem idę do swojego pokoju.
Wieczorem Molly wysyła mi esa z prośbą, bym do niej wpadła. Ubieram się i idę do przyjaciółki, która mieszka kilka ulic dalej. Drzwi otwiera jej mama.
- Dobry wieczór - witam się. - Molly prosiła, żebym do niej przyszła.
- Dobry wieczór. Wiem, uprzedzała mnie, że mam cię wpuścić bez grzecznościowych formułek. - Kobieta śmieje się i otwiera szerzej drzwi, bym mogła wejść.
- No tak, cała Molly. - Wywracam teatralnie oczami i chichoczę, zdejmując kurtkę i buty.
Kobieta znika w kuchni, a ja idę do pokoju na końcu korytarza. Wchodzę bez pukania, jak to mamy w zwyczaju.
- Cześć. Co się takiego stało, że wleczesz mnie po mieście o tej godzinie?
- Nie marudź i siadaj. - Pokazuje palcem krzesło przy biurku.
Wzdycham, ale posłusznie na nim siadam. Brunetka staje koło mnie i klika kilka razy w swoim laptopie. Moim oczom ukazuje się rozmowa na portalu społecznościowym. Patrzę pytająco na przyjaciółkę.
- Czytaj - rzuca.
Czytam. I nie wierzę.
- Ściągnęłaś mnie tutaj, żeby mi pokazać, że Eric zaprosił cię na kawę? Nie mogłaś mi tego w esie napisać? Albo powiedzieć jutro rano? - warczę.
- Nie zasnęłabym, gdybym ci tego nie powiedziała! - broni się.
Kręcę z niedowierzaniem głową. Czegoś tu nie rozumiem.
- Przecież ty go nie lubisz.
- Lubię.
- Ale nie tak, jak Danny'ego.
Brunetka zwiesza głowę.
- Doszłam do wniosku, że nie mam na co liczyć. On mnie nawet nie zauważa. Połowa uczelni do niego wzdycha. Dlaczego miałby wybrać akurat mnie?
Jej entuzjazm, którym pałała jeszcze pięć minut temu wyparował.
- Może dlatego, że jesteś ładna, miła, inteligentna? Mam wymieniać dalej?
Prycha.
- Daj spokój. Większość osób uważa mnie za kujonkę. Nawet Robin! Tylko ty wiesz, jaka jestem naprawdę - mówi smutno.
Robi mi się jej żal. Wstaję i przytulam ją, a potem obie siadamy na jej łóżku.
- To, że nie wszyscy widzą w tobie prawdziwe piękno, nie znaczy, że masz umawiać się z pierwszym lepszym, wiesz? Walcz, Molly!
- Walczyć? Niki, o co? Nie mam szans. Poza tym naprawdę lubię Erika - dodaje bez przekonania.
Znów ją przytulam.
- No dobrze, powodzenia.
- Dzięki. - Uśmiecha się blado.
Kilka minut później żegnamy się i ja wracam do domu. W pewnym momencie słyszę kroki za plecami...