Ciężko nam to robić i przykro, że
tak się stało, ale musimy zawiesić bloga, może nawet całkowicie
zakończyć pisanie tego opowiadania. Straciłyśmy czytelniczki.
Wiemy, że to nasza wina, bo zniknęłyśmy na kilka miesięcy i za
to bardzo przepraszamy. Ale kiedy wchodzimy na bloga i widzimy 1-2
komentarze... po prostu tracimy cały zapał i ochotę na pisanie.
Przepraszamy.
20 grudnia 2014
16 grudnia 2014
:.14.:
Powoli miałam już tego wszystkiego po
prostu dość. Moja najlepsza przyjaciółka mnie nie pamiętała i
przez to zwyczajnie mnie odtrącała. A ja tak cholernie za nią
tęskniłam. Chciałam ją przytulić, pogadać o wszystkim i o
niczym tak jak przedtem, przed wypadkiem. Dlaczego ona mnie nie
pamięta? Zachowuje się tak, jakbym zrobiła jej coś złego. Gdyby
nie Danny, załamałabym się. Bardzo mnie w tym wspierał, był przy
mnie praktycznie cały czas, nawet czasem u mnie nocował. Moja mama
nie miała nic przeciwko, a ja go potrzebowałam.
Nicole zamieszkała u Erika, bo tylko
przy nim czuła się bezpiecznie. Za to mnie w ogóle się to nie
podobało. Czemu sobie ubzdurała, że są parą? Ktoś taki jak Erik
Segerstedt nie potrafi przejawiać jakichkolwiek uczuć. Na ten bal
zaprosił ją tylko dla szpanu albo żeby ją zaliczyć jak większość
panienek na naszym uniwerku. Wszystkie do niego wzdychały, a on
tylko wybierał, którą mógłby przelecieć bez żadnego
zaangażowania uczuciowego. Boję się, że jej chce zrobić to samo,
a ja nie mogę jej przed tym uchronić. To mnie dobija.
Szłam korytarzem uniwersytetu ze
zwieszoną głową, gdy na mojej drodze wyrósł Danny z tym swoim
zabójczym uśmiechem. Na mojej twarzy od razu też zagościł
delikatny uśmiech.
- Jak się ma najpiękniejsza
dziewczyna na tym uniwerku? - spytał wesoło. Często tak mówił,
żeby poprawić mi humor. Kochany.
Zaśmiałam się cicho.
- Tylko na tym uniwerku? - Puściłam
mu oczko.
- Och, przepraszam. Na całym świecie.
- Podszedł do mnie jeszcze bliżej i mnie przytulił, całując w
czoło. Na środku korytarza, wśród co najmniej kilkudziesięciu
gapiów.
Zamknęłam oczy, zaciągając się
jego męskim zapachem. Nagle ktoś mnie od niego brutalnie odciągnął.
- Ty szmato! Jak śmiesz tak publicznie
tulić się do MOJEGO faceta?! - wydarła się Janna.
Westchnęłam cicho. Jeszcze jej mi
brakowało. Ale zaraz. Jak to jej faceta? Przecież... rozstali
się... prawda?
- Janna, uspokój się - rzekł cicho
Dan. - Wszyscy się na nas patrzą.
Rozejrzałam się dyskretnie. No jasne,
wszyscy obecni na korytarzu gapili się na nas. Zajebiście po
prostu.
- I dobrze, niech wiedzą jaka z niej
lafirynda! Przystawia się do zajętego mężczyzny.
- Janna, przestań. My już nie
jesteśmy i nie będziemy razem. Zrozum to - mówił do niej blondyn,
jakby tłumaczył coś małemu dziecku.
- Ale Dan, ja cię kocham -
zaświergotała i chyba chciała go pocałować, ale się odsunął.
Ha!
- Chodźmy stąd. - Chłopak westchnął,
spojrzał na mnie przepraszająco i pociągnął ją gdzieś.
Patrzyłam na nich póki nie zniknęli
za rogiem, a potem... uciekłam, mimo że zajęcia się jeszcze nie
skończyły. Musiałam. Wszyscy patrzyli na mnie jak na trędowatą.
Pojechałam do domu i od razu zamknęłam
się w swoim pokoju, kładąc na łóżku i zwijając w kłębek. Łzy
cisnęły mi się do oczu, ale robiłam wszystko, by się nie
rozpłakać. Nie chciałam ryczeć przez tę idiotkę. Jej tylko o to
chodzi, nie dam jej tej satysfakcji. A Danny nie jest zabawką ani
marionetką w niczyich rękach. Sam zdecyduje z kim chce być.
Nie minęły nawet dwie minuty, a ja
usłyszałam pukanie do drzwi.
- Córcia, wszystko w porządku? -
spytała moja mama zatroskanym głosem.
- Tak, mamo, jestem tylko trochę
zmęczona. Nic mi nie jest. - Starałam się, by mój głos nie
brzmiał, jakbym zaraz miała się rozpłakać, ale nie wiem, czy mi
się to udało.
- Za chwilę podam obiad, zjesz?
- Tak, zaraz przyjdę.
Mama nie odpowiedziała, więc pewnie
wróciła do kuchni. A ja dalej leżałam i zastanawiałam się,
dlaczego to wszystko się dzieje. Nie wiem, czy wygram z Janną. Tak
długo ze sobą byli. Jasne, Janna to prawdziwa zołza i na miejscu
Dana już dawno bym z nią zerwała. Ale może jednak wciąż ją
kocha, a przy mnie jest tylko... z litości?
Mama zawołała mnie na obiad, więc
westchnęłam, wstałam i poszłam do kuchni, przeczesując palcami
włosy. Nie byłam głodna, dlatego bardziej dłubałam w talerzu niż
jadłam. Mama mnie obserwowała, ale byłam jej wdzięczna, że o nic
nie pyta, mimo że na pewno widzi, że coś jest nie tak. W pewnym
momencie rozbrzmiał dzwonek do drzwi.
- Zapraszałaś kogoś? - spytała
mama, a ja tylko pokiwałam głową, że nie i dalej grzebałam w
talerzu. Nawet nie słyszałam jak mama otwiera drzwi i z kimś
rozmawia, dopóki znów nie zwróciła się do mnie. - Córeczko,
masz gościa.
Oderwałam wzrok od jedzenia, z którego
zrobiłam obrzydliwą papkę i mnie zamurowało. W przedpokoju stał
Danny z bukietem przepięknych kwiatów. Nie był duży, ale naprawdę
śliczny.
- Możemy porozmawiać? - zapytał,
patrząc na mnie jakoś tak smutno.
Automatycznie skinęłam głową i
wstałam, kierując się do mojego pokoju. Dan przeprosił grzecznie
moją mamę i szedł za mną.
- Coś się stało? Coś z Nicole? Erik
do ciebie dzwonił? - Zasypałam go pytaniami, gdy zamknęłam za
nami drzwi.
- Nie, nie. Nie chodzi o Nicole. Chodzi
o nas - wydusił cicho. Patrzył mi przy tym w oczy. - Wybacz, to dla
ciebie. - Podał mi bukiet.
Wzięłam go i od razu powąchałam.
Piękne i pięknie pachniały.
- Dziękuję, są śliczne. -
Uśmiechnęłam się. - Ale... coś się stało? Z jakiej to okazji?
- Nie wierzyłam, że chodzi o tę sprawę z Janną na korytarzu.
- Tak, stało się. Janna nie miała
prawa cię tak potraktować. Jutro cię przeprosi.
Prychnęłam cicho, ale pogardliwie.
- Nie chcę tego - warknęłam i
chciałam wyjść z pokoju, ale mnie złapał i przycisnął do
siebie, patrząc mi głęboko w oczy. Przepadłam.
- A moje przeprosiny przyjmiesz? -
szepnął tak, że kolana się pode mną ugięły. - Wybacz mi,
Molly. Nie powinienem był do tego dopuścić. Nie możesz cierpieć
przez moją byłą.
Czy mi się wydawało, czy ostatnie
słowo jakoś tak zaakcentował?
- Dan...
- Proszę, wybacz mi. Zależy mi na
tobie. Nie chcę, żeby Janna zniszczyła to, co jest między nami...
- A co jest, Danny? Co jest między
nami?
Milczał. Patrzył mi tylko w oczy i
chyba nie bardzo wiedział co powiedzieć. Po chwili zaczął zbliżać
swoją twarz do mojej. Zamknęłam oczy, czekając na ten moment. I
się doczekałam. Dan pocałował mnie czule i delikatnie, z czasem
nieco pogłębiając pocałunek. Zawiesiłam ręce na jego szyi,
odwzajemniając pocałunek. Całowaliśmy się dopiero drugi raz, ale
czułam, że z nim jest inaczej. Żaden inny facet nie całował mnie
tak, jak on. To było niesamowite. W brzuchu czułam stado motyli. W
końcu jednak się ode mnie oderwał, choć czułam, że robi to
niechętnie. Oboje ciężko oddychaliśmy, jakbyśmy przebiegli mini
maraton. Znów spojrzał mi w oczy, gładząc kciukiem mój policzek.
- Molly, ja...
Znacie to uczucie, kiedy macie
wrażenie, że za chwilę stanie się coś, na co długo czekaliście
i przerywa wam dzwoniący telefon? Ja znam. Westchnęłam i wyjęłam
komórkę z torby. Robin. Zabiję go.
- Tak, Robin?
- Hej. Masz jakieś wieści od Nicole?
Wiesz co się z nią dzieje? Ja nie mogę się z nią skontaktować.
- Smutek w jego głosie był wręcz miażdżący. Czemu Niki nie
mogła sobie uroić, że to z nim chodzi? Nie martwiłabym się tak,
a on byłby szczęśliwy.
- Niestety, wiem tylko, że mieszka z
Erikiem, bo jej ojciec gdzieś wyjechał.
- Tyle to i ja wiem... - mruknął pod
nosem.
- Przykro mi, Robin. Ja też za nią
tęsknię.
- Ty też nie masz z nią kontaktu?
- Nie. Erik mówi, że Niki nie chce
żadnych gości, że wizyty jej zaszkodzą. - Spojrzałam na Dana,
jakbym szukała u niego odpowiedzi, czy to prawda. W końcu Erik to
jego najlepszy kumpel, jaki by nie był.
- Ten gnojek miesza jej w głowie, nie
widzisz tego, Molly?
- Nawet jeśli faktycznie tak jest, jak
chcesz to udowodnić? Ja się do niej nie zbliżę, bo gdy to robię,
ona zachowuje się tak, jakby się mnie bała. Z tobą jest podobnie,
nie? Zresztą ciebie Erik i tak do niej nie wpuści.
- To co robić?
- Nie wiem, na razie możemy tylko
czekać, aż Nicole choć trochę sobie nas przypomni i zechce z nami
porozmawiać.
- Molly, ja się konsultowałem z innym
lekarzem. On powiedział, że Niki może odzyskać pamięć dopiero
po kilku miesiącach, a nawet roku! Nie wytrzymam tyle!
Zrobiło mi się słabo, musiałam
usiąść. Oczywiście od razu przy mnie był Danny, ale dałam mu do
zrozumienia, że wszystko w porządku. Matko Boska. Rok? Przez
pieprzony rok miałam być dla niej kimś obcym? Bo tak teraz
wyglądały nasze relacje, ewentualne spotkania. Jakby mnie nie
znała. I to cholernie bolało. Westchnęłam i rozmasowałam skroń,
bo czułam, że zaczyna mnie boleć głowa.
- Spróbuję coś wymyślić, ok? Nie
martw się, znajdziemy jakiś sposób, żeby do niej dotrzeć.
- Błagam, wymyśl coś. To czekanie i
niemoc zobaczenia jej mnie wykańcza.
- Wymyślę coś. Przecież mi też
zależy na tym, by było jak dawniej.
Rozłączył się, a ja cicho
westchnęłam, podpierając głowę na ręce.
- Co się dzieje? - spytał Dan, który
kucał przede mną odkąd usiadłam. Wpadłam na pewien pomysł...
- Mam do ciebie prośbę.
- Dla ciebie wszystko, słońce. -
Uśmiechnął się. Boże, kocham jego uśmiech.
- Mógłbyś porozmawiać z Erikiem?
Kumplujecie się, mnie nic nie powie, a czuję, że on coś
kombinuje.
- Co masz na myśli?
- Nie wydaje ci się podejrzane, że
tak nagle się w niej „zakochał”?
- Nagle? Może już wcześniej coś do
niej czuł, w końcu zaprosił ją na bal.
Pokręciłam głową.
- Nie, tu chodzi o coś innego. Ty
zaprosiłeś mnie, a jesteśmy tylko przyjaciółmi.
Zamilkł na chwilę, szybko odwracając
wzrok.
- To co innego...
- Fakt. Twój kumpel nawet nie zna
słowa „przyjaźń”. - Chyba przesadziłam, bo znów zamilkł i
zwiesił głowę. Cholera, brawo, Molly. Odchrząknęłam niepewnie.
- To co, pogadasz z nim?
- Spróbuję. - Podniósł głowę i
uśmiechnął się lekko. Sztucznie.
Przytuliłam go, dziękując cicho.
Danny zabrał mnie na obiad do
przytulnej knajpki, bo widział, że ze swojego zrobiłam tylko
papkę, a nic nie zjadłam. Zgodziłam się, bo w sumie byłam
głodna. Poinformowałam tylko mamę, że wychodzę i pojechaliśmy.
Rozmawialiśmy na różne tematy. Robił z siebie głupka albo
opowiadał śmieszne historie, żeby tylko poprawić mi humor. Tyle
że raz niechcący wspomniał o Jannie i cały mój dość dobry
humor szlag trafił. Odwróciłam wzrok i spojrzałam w okno. Nie
wierzyłam w to, co zobaczyłam za nim. Erik, obściskujący się z
jakąś panną, którą nie była Nicole! Zabiję gnoja. Wstałam
gwałtownie i wybiegłam na zewnątrz, nawet nie zakładając
płaszcza. Rozdzieliłam ich od siebie, a Erikowi sprzedałam mocnego
liścia. Aż go zatkało.
- Odbiło ci?!
- Mi? A to ja liżę się na środku
drogi, chociaż jestem niby tak bardzo zakochana?! Gdzie Nicole?
- W domu - odparł, rozmasowując
policzek.
- Kotku, o czym ona mówi? -
zaświergotała tamta laska.
Ja jej dam kotka. Czarnego, pechowego.
Podeszłam do niej i ją popchnęłam.
- Odwal się od niego. Jest zajęty.
- Nic mi o tym nie wspominał.
- Czemu mnie to nie dziwi... -
Spojrzałam na bruneta z wściekłośćią i nienawiścią w oczach.
Ruszyłam w stronę przystanku tramwajowego.
- Molly, dokąd idziesz? - Danny biegł
za mną.
- Jadę do Nicole. Przecież nie
powinna być teraz sama.
- Zawiozę cię.
- Nie, doprowadź do porządku swojego
kumpla.
Przyspieszyłam, żeby nie szedł za
mną. Pół godziny później byłam już pod drzwiami mojej
przyjaciółki, ciesząc się, że za chwilę ją zobaczę, a może
nawet przytulę. Nacisnęłam mały guziczek koło drzwi i czekałam.
- Kotku, przecież masz klucze -
powiedziała roześmiana, otwierając drzwi. Na mój widok mina jej
zrzędła.
- Hej. - Uśmiechnęłam się. - Mogę
wejść?
- Skoro już przyszłaś... - Odsunęła
się, robiąc mi przejście.
Chciałam ją przytulić, ale się
odsunęła. Jak długo to jeszcze potrwa?
- Jak się czujesz?
Prychnęła.
- Nie udawaj, że cię to interesuje.
- Niki, oczywiście, że mnie
interesuje. Martwię się o ciebie.
- Bo teraz nie masz ze mnie żadnych
korzyści, co?
- O czym ty mówisz? Skarbie...
- Przestań zgrywać taką milutką.
Wiem jaka jesteś naprawdę! Erik mi wszystko powiedział.
Erik? Boże, co ten skurwiel jej
nagadał?
- No co tak patrzysz? - warknęła. To
nie była moja Niki... - Wiem, że mnie nienawidzisz, tylko nie wiem
za co, ale szczerze mówiąc, mam to gdzieś. Zastanawiam się tylko
po co to robisz.
- Co robię? - spytałam niemal
szeptem. Głos mi się łamał, a w oczach wzbierały łzy. Ja jej
nienawidzę? JA? Przecież ja ją kocham!
- Udajesz taką troskliwą, a tak
naprawdę cieszysz się, że niczego nie pamiętam.
ŻE CO?! Zabiję Erika, przysięgam.
Chciałam do niej podejść, ale znów się odsunęła. To bolało
bardziej niż gdyby mnie uderzyła.
- Niki, ja nie...
- Zamknij się. - Przerwała mi
brutalnie. - Zamknij się i wyjdź stąd. Nie chcę cię więcej
widzieć. Nie chcę cię znać.
Wybiegłam z jej domu, wybuchając
płaczem. Moja jedyna przyjaciółka uważa mnie za swojego wroga.
Dlaczego? Czemu Erik nagadał jej takich bzdur? Przecież wie, że
Nicole jest dla mnie jak siostra i nigdy bym jej nie skrzywdziła ani
nie cieszyła się z jej krzywdy. Teraz już byłam pewna, że on coś
kombinuje.
Pobiegłam do domu Dana. Miałam zamiar
na niego czekać, gdyby go nie było, a gdy wróci, wtuliłabym się
w niego z całych sił i wypłakała w koszulę. Nie chciało mi się
jechać tramwajem. Byłam zbyt nabuzowana i zraniona, całą drogę
przebiegłam, płacząc. Ale widok, jaki zastałam, zbliżając się
do jego domu dobił mnie jeszcze bardziej.
Danny, mój ukochany całował się z
Janną i to na progu. Nawet dobrze nie weszli do domu. Uciekłam, po
raz kolejny tego dnia...
10 grudnia 2014
:.13.:
Nicole
nic nie pamięta, ale jakim cudem pamięta mnie ? Molly zapłakana
wybiegła z sali, a zaraz za nią ruszył Danny. Zostaliśmy tylko
ja, ona i jej tata.
- Co się stało ? Powiedziałam coś nie tak? - zapytała zdezorientowana Niki.
- Spokojnie, nie denerwuj się córuś, wszystko będzie dobrze. - powiedział pan Artur siadając przy łóżku i łapiąc ją za dłoń.
Kolejnego dnia również udałem się do szpitala, do Nicole. Trafiłem na moment w którym był u niej lekarz na oględzinach. Poprosił mnie na moment do swojego gabinetu.
Następnego dnia około południa już wspólnie z Niki wracaliśmy do jej domu. Cieszyłem się bardziej niż chyba z nowego samochodu. Nicole teraz tylko mi ufa i mogę to wykorzystać w dowolnym celu. Sądzę że niedługo uda mi się ją zaciągnąć do łóżka. Obstawiam że wystarczy tylko tydzień i będzie moja. A potem to będzie się działo ! Będą lecieć wióry. Już się nie mogę doczekać. Zatrzymaliśmy się na podjeździe gdzie jej tato czekał na taksówkę, która zjawiła się zaraz za nami. Mocno wyściskał córkę ze łzami w oczach wsiadł odjechał w kierunku lotniska. Włożyłem klucz do zamka i otworzyłem drzwi. Przepuściłem dziewczynę w drzwiach by przyjrzeć się jej seksownemu tyłkowi.
- Co się stało ? Powiedziałam coś nie tak? - zapytała zdezorientowana Niki.
- Spokojnie, nie denerwuj się córuś, wszystko będzie dobrze. - powiedział pan Artur siadając przy łóżku i łapiąc ją za dłoń.
-
Zostawię pana samego, pewnie chce pan z nią porozmawiać. -
rzekłem, podchodząc do drzwi.
-
Gdzie idziesz ? - zapytała Nicole ze strachem w oczach.
-
Idę po kawę, zaraz wracam. - uśmiechnąłem się lekko i wyszedłem
z sali.
Wyszedłem
na korytarz i udałem się do baru. Jak to jest możliwe że pamięta
tylko mnie ? I dlaczego sądzi ze jesteśmy razem? Dałem jej wczoraj
powód by tak pomyślała ? Oprócz bójki w której ucierpiała, nie
zachowywałem się jakoś inaczej. Próbowałem ją tylko poderwać.
Jest jedyną laską w szkole która nie ślini się na mój widok ani
nie pcha się sama do mojego łóżka. Jest tajemnicza i bardzo
nieśmiała. Lubię takie. Własnie na takie dziewczyny działają
moje bajery. Samą przyjemnością jest zaliczyć panny które mnie
olewają, w porównaniu tych które za numerek ze mną zrobią
wszystko. Z drugiej strony skoro uważa mnie za chłopaka to nawet
lepiej, przynajmniej ten skurwiel Robin się choć na chwilę
odczepi. Zapłaciłem za kawę i z kubkiem w ręku wróciłem do sali
gdzie znajdowała się Nicole. Skoro nadal twierdzi że jesteśmy
parą, niech tak będzie. Może szybciej uda mi się ją
przelecieć.Kiedy wchodziłem na salę, rozminąłem się z tata
Nicole. Spojrzałem mu w oczy i ujrzałem w nich strach, żal i
rodzicielską troskę. Ten obraz na długo mi utkwi w pamięci.
-
Cześć. - powiedziałem niepewnie zastanawiając się czy dodać
jakiś słodki przydomek.
-
Hej. - odrzekła, poprawiając się na łóżku do pozycji siedzącej.
-
Jak się czujesz ? - zapytałem, siadając obok niej na krześle.
-
Jesteś kolejną osobą która mnie o to dziś pyta. - uśmiechnęła
się, a ja zaśmiałem się. - Dobrze, jeszcze trochę czuję się
obolała. A jak twój nos ? - skąd ona pamięta że miałem
rozwalony nos ?
-
W porządku, na szczęście nie był złamany. - zapadła krępująca
cisza. - Potrzebujesz czegoś ? Może coś Ci kupić ?
-
Nie dziękuję. Zostań tu przy mnie. Przy Tobie jedynie się czuję
bezpieczniej. - mówiąc popatrzyła mi w oczy. Widziałem w nich
radość i zaufanie. Przeraziłem się.
-
Słuchaj Niki, ja... Jakby to określić...
-
Może pomogę ? On nie jest Twoim chłopakiem i nim nie będzie, po
moim trupie. - w drzwiach stał Robin a zaraz za nim pojawił się
Danny.
-
Masz jeszcze czelność tu przychodzić ? - wstałem,
odstawiając kubek na stoliku obok łózka.
-
Zabronisz mi ? - Robin ruszył w moją stronę.
-
Hej hej chłopaki, spokojnie. - byliśmy wystarczająco blisko bym
mógł go sprać, lecz między nas wskoczył Danny.
-
Masz się tu nie pokazywać, bo tego pożałujesz. - warknąłem
przez zaciśnięte zęby.
-
Już się boję. - powiedział półgłosem podchodząc bliżej.
No
i oberwał. Poprawiłem śliwę pod prawym okiem. Danny bardzo szybko
odsunął nas na odległość rąk.
-
Ty gnojku, zabiję cię ! - krzyknął Robin i rzucił się z
pięściami w moim kierunku.
-
Co tu się dzieje ?! - w drzwiach pojawiła się Molly. - Chcecie się
bić ? Proszę bardzo, ale nie tutaj ! Wynocha mi stąd, ale już !
Spojrzałem
na Robina, ale para ze mnie nie zeszła.
-
Masz rację, nie powinniśmy się tłuc przy Niki. - powiedział
Robin, z udawaną skruchą w głosie.
-
Przepraszamy, Skarbie. - specjalnie zaakcentowałem słodkie
zdrobnienie, na co Robin odpowiedział złowrogim spojrzeniem typu
'zabije cię jak tylko będę miał siekierę pod ręką'.
-
Kochanie, czemu się bijecie ? I kim jest ten chłopak ? - zabrała
głos Nikole.
Robin
nie wytrzymał i wyszedł wściekły z sali. Molly wybiegła za nim.
Danny spojrzał na mnie z jego słynną miną ' Co Ty stary kurwa
wyprawiasz?'. Nicole zaczęła cicho popłakiwać.
-
Zostaw nas na chwilę. - powiedziałem spokojnie do blondyna.
Niechętnie,
ale spełnił moją prośbę.
-
Niki, ciiii... nie płacz. - usiadłem za nią na łóżku i
przytuliłem.
Gdy
odwróciła się w moją stronę i wtuliła w klatkę piersiową, ja
gładziłem ją po plecach.
-
Dlaczego płaczesz ? - mówiłem spokojnie jak gdybym mówił do
małego dziecka.
-
To wszystko mnie przeraża. Wszyscy mnie znają a ja nie mogę sobie
przypomnieć kim byli. I jeszcze wy się biliście. Czemu ? Przeze
mnie ? - zapytała, pociągając nosem i odsuwając się na tyle, by
zobaczyć moją twarz.
-
Niee. Nie martw się, damy radę. - mówiłem pocieszająco,
przytulając ją do siebie. - Za dużo się dzieje, powinnaś kolejno
przyswajać dla ciebie nowe informacje.
-
Dlaczego ten chłopak powiedział że nie jesteś moim chłopakiem ?
- spojrzała na mnie pytająco zaszklonymi oczyma.
-
Ten chłopak kłamał. Powiedział tak bo chce żebyś to z nim była
a nie ze mną. Chyba tego nie chcesz, co ? - poprawiłem jej kosmyk
włosów z twarzy.
-
Erik, ja nie wiem co się tutaj w ogóle dzieje, a ty mnie pytasz o
takie rzeczy. Czuje się zagubiona. - ponowna fala łez wypłynęła
nie tylko z jej oczu, ale też z jej przerażonej duszy. - Próbuję
przypomnieć sobie cokolwiek ale nie pamiętam nic. Kompletna pustka.
-
Z czasem wrócą wspomnienia, musisz się uzbroić w cierpliwość.
-
Kim była ta dziewczyna i ten blondyn ? - zapytała, ocierając łzy
z policzka.
-
To Molly, twoja przyjaciółka, bardzo ją poruszyło to, że jej nie
rozpoznałaś. A ten blondyn to Danny, mój najlepszy kumpel.
-
Są parą ?
-
Nic mi o tym nie wiadomo. - uśmiechnąłem się. - Ale muszę Ci o
czymś powiedzieć.
-
Tak ?
-
Molly tylko zgrywa twoją przyjaciółkę. Udaje taką troskliwą i
zatroskaną, a tak naprawdę Cię szczerze nienawidzi. Cieszyła się
że miałaś ten wypadek a teraz udaje miłą żebyś tak sądziła.
Chce wykorzystać to że nic nie pamiętasz.
-
Naprawdę ? Dlaczego taka jest ? - ponownie w oczach Nicole pojawiły
się łzy.
-
Nie wiem, ale wiem jedno - wredna z niej suka. Lepiej trzymaj się od
niej z daleka. Kto wie jakich bzdur Ci naopowiada.
W
tym momencie na salę wszedł tata Nicole, Molly i Danny.
-
Kotku, ja pójdę na dół zapalić, niedługo wrócę. -
uśmiechnąłem się i ucałowałem ją w głowę.
-
Dobrze. - uśmiechnęła się i poprawiła na łóżku.
Wyszedłem
na korytarz i wyciągnąłem z kieszeni paczkę fajek. Wyciągnąłem
jednego papierosa i wychodząc na zewnątrz przed szpital, zapaliłem.
Oddychając rześkim tlenem połączonym z uzależniającą nikotyną
pozwoliło mi się trochę odprężyć.Wiem że źle zrobiłem że
tak ostro nakłamałem, ale to korzyść dla mnie. Zanim pozna prawdę
to zdąży się zakochać we mnie bez pamięci. I to dosłownie. Idąc
parkiem zauważyłem Robina siedzącego na ławce obok starej
latarni. Podszedłem do niego i wypuszczając dym z ust powiedziałem:
-
Jeszcze tu jesteś ?
-
Tak, bo nie pozwolę żeby Niki przez Ciebie cierpiała. - wstał,
poprawiając kurtkę.
-
Krzywdę to Ty jej zrobiłeś.
-
Niby w jaki sposób ? Życie bym za nią oddał.
-
Nicole mówiła że w momencie gdy wszedłeś do sali miała
przebłysk. Widziała jak na jakiejś imprezie byłeś mocno podpity
i że zaciągnąłeś ją do pokoju. - mówiąc, wypuściłem dym
nikotynowy i rzucając peta na chodnik, przydeptałem go.
-
Nieprawda ! Nigdy czegoś takiego jej nie zrobiłem ! - bronił się
oburzony.
-
Prawda, bo sam pamiętam jak na imprezie u Yohana przegiąłeś z
alkoholem.
-
To był jeden jedyny raz, a poza tym Nicole wcale tam nie było.
-
Przykro mi stary, ale tam była. Przyszła po Ciebie. Chyba
faktycznie film Ci się urwał. Narazie. - podniosłem rękę w
geście pożegnania i odwróciłem się w stronę szpitala,
uśmiechając się złowieszczo pod nosem. Mój plan zaczyna wchodzić
w życie.
Kolejnego dnia również udałem się do szpitala, do Nicole. Trafiłem na moment w którym był u niej lekarz na oględzinach. Poprosił mnie na moment do swojego gabinetu.
- W
dodatkowych badaniach Nicole nie wykryliśmy nic niepokojącego, więc
możemy ją wypisać do domu. Oczywiście będzie musiała być pod
czyjąś opieką, na początku.
-
Tak, panie doktorze, ale co z jej pamięcią ?
-
Wszystko stopniowo. Nie jesteśmy w stanie określić kiedy dokładnie
Nicole odzyska pamięć. Gdy powróci do codziennego rytmu, niektóre
rzeczy powinny zacząć się przypominać, ale nic na siłę. Proszę
również opowiadać jej jak było dawniej, jakie relacje łączyły
ją z innymi. Na pewno to coś pomoże. - uśmiechnął się
serdecznie.
-
Dziękuję za informacje. - wstałem i wyciągnąłem dłoń.
-
Prosze bardzo.
Ruszyłem
w kierunku sali Nicole. Na jednym z krzeseł siedział jej tato.
Siedział podpierając łokcie na kolanach, a w dłoniach ukrył
twarz. Wziąłem głęboki wdech, to był ten moment w którym
musiałem usiąść obok i wysłuchać jego obaw i zapewne wielkiego
opierdolu. Nie dużo się myliłem.
-
Erik, obiecałeś mi że będziesz na nią uważał. Zobacz co
zrobiłeś.
-
Panie Algbratt, jest mi naprawdę bardzo przykro że tak to się
wszystko potoczyło. Gdybym mógł tylko cofnąć czas. Nie
pozwoliłbym Niki prowadzić. Bardzo ją kocham i zrobię wszystko by
odzyskała pamięć. - spojrzałem mu w zaszklone oczy. Wtedy po raz
pierwszy w życiu poczułem wyrzuty sumienia. Szybko odwróciłem
wzrok. Na sali był lekarz z pielęgniarką. Zapadła cisza,
patrzyłem w splecione dłonie zastanawiając się.
-
Mam poważny dylemat Erik. Nie wiem czy mogę Ci ufać, zwłaszcza po
tym wypadku i po urazie który zafundowałeś mojej córce. Niedawno
otrzymałem informację o pilnym wyjeździe służbowym do Norwegii
na około 3 miesiące. Nie wiem czy powinienem teraz jechać.
-
Martwi się Pan, bo nie chce Pan zostawiać Nicole samej zwłaszcza w
takiej sytuacji, ale jestem jej chłopakiem. Mogłaby na ten czas
zamieszkać ze mną...
-
Nie nie nie, to wykluczone. - rzekł stanowczo, wstając. Zaczął
nerwowo krążyć, drapiąc się po brodzie. - Chłopcze, ona powinna
wrócić do rodzinnego domu, by codzienne rzeczy coś jej
przypominały. Rozumiem że chcesz pomóc ale...
-
Panie Algbratt, znamy się z Nicole bardzo długo, dopiero na balu
zdobyłem się na odwagę i zapytałem czy będzie ze mną chodzić.
Może zróbmy tak: Pan pojedzie do Norwegii a ja zamieszkam z nią w
waszym domu ? Oczywiście na czas kiedy Pana nie będzie. - 'błagam
zgódź się' powtarzałem w myślach mantrę jak dzieciak który po
raz pierwszy prosi tatę o samochód.
Mężczyzna
o piwnych oczach i atletycznej postawie zamyślił się i z
niepewnością w głosie rzekł:
-
No dobrze, zgadzam się. Ale Nicole ma do mnie dzwonić. Codziennie.
-
Oczywiście. - O tak ! Miałem ochotę skakać z radości.
-
Może jej o tym powiedzmy ? - zapytał jej tato gdy lekarz wyszedł z
sali.
Uśmiechnąłem
się i obaj weszliśmy do środka. Nicole uśmiechnęła się na nasz
widok i poprawiła się na łóżku. Jej tato usiadł obok niej i
położył swoją dłoń na jej dłoni, a ja stanąłem na końcu
łóżka i oparłem się o poręcz łokciami. Chyba słabo ukrywałem
swój entuzjazm, ponieważ dziewczyna zaczęła się uśmiechać.
-
Niki skarbie... Muszę wyjechać na kilka miesięcy, wypadła mi
bardzo ważna sprawa służbowa. Doszliśmy do wniosku z Erikiem
że...
-
Zamieszkamy razem kochanie. - wtrąciłem się niechcący, ale to z
radości. - Wprowadzę się do was, na razie na czas nieobecności
Twojego taty. - uśmiechnąłem się chyba bardziej szerzej niż
zazwyczaj.
Nicole
również się uśmiechnęła i ucieszyła się na ten pomysł.
Następnego dnia około południa już wspólnie z Niki wracaliśmy do jej domu. Cieszyłem się bardziej niż chyba z nowego samochodu. Nicole teraz tylko mi ufa i mogę to wykorzystać w dowolnym celu. Sądzę że niedługo uda mi się ją zaciągnąć do łóżka. Obstawiam że wystarczy tylko tydzień i będzie moja. A potem to będzie się działo ! Będą lecieć wióry. Już się nie mogę doczekać. Zatrzymaliśmy się na podjeździe gdzie jej tato czekał na taksówkę, która zjawiła się zaraz za nami. Mocno wyściskał córkę ze łzami w oczach wsiadł odjechał w kierunku lotniska. Włożyłem klucz do zamka i otworzyłem drzwi. Przepuściłem dziewczynę w drzwiach by przyjrzeć się jej seksownemu tyłkowi.
-
Witaj w domu. - powiedziałem wchodząc za nią i oblizując wargi.
--------------------------------
I
tak oto powracamy ! :D
Mam
nadzieję że wybaczycie nam tak długą przerwę :)
Niedługo
kolejny cedek ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)