23 maja 2014

:.12.:

Wybiegłam z sali, płacząc głośno. Oczywiście Danny biegł za mną. Dogonił mnie w połowie korytarza, łapiąc w pasie. Szlochałam głośno. Aż kilka osób wyjrzało, by sprawdzić, co się stało. Dan odwrócił mnie przodem do siebie i mocno przytulił. Zaprowadził mnie na krzesło. Moczyłam mu koszulę, a on chyba się tym nie przejmował. Kołysał mnie lekko w swych ramionach i szeptał, bym się uspokoiła. Ale ja nie potrafiłam. Moja najlepsza przyjaciółka mnie nie poznaje. To tak, jakby mnie nie znała!
- Molly, proszę, przestań płakać. - Podniósł moją głowę i starł łzy z policzków.
- Straciłam ją! - Rozpłakałam się na nowo.
Podeszła do nas jakaś pielęgniarka i zapytała, czy chcę coś na uspokojenie. Pokręciłam głową. Chciałam być świadoma, a te leki uspokajające otumaniają.
- Molly, może jednak? - spytał Danny, głaszcząc moje plecy. - To Ci pomoże.
- Nie chcę - zaprzeczyłam, znów kręcąc głową.
Pielęgniarka odeszła. Dan znowu mocno mnie przytulił. Nagle odsunęłam się od niego i powiedziałam:
- Muszę porozmawiać z lekarzem. Może to tylko przejściowa sytuacja, prawda?
Nie czekając na odpowiedź Danny'ego, wstałam i wręcz pobiegłam do gabinetu lekarza. Zapukałam do drzwi i po cichym "proszę" weszłam do środka.
- Dzień dobry. Można na chwilę? - spytałam uprzejmie.
Lekarz spojrzał na mnie i lekko się uśmiechnął.
- Proszę. - Wstał i wskazał ręką na krzesło, stojące przy biurku.
- Nazywam się Molly Algbratt i jestem siostrą Nicole Algbratt. - Takie tam małe kłamstewko. Kocham Niki jak siostrę. Usiadłam naprzeciwko lekarza. - Chciałam zapytać o jej stan.
- No cóż - zaczął, składając ręce. - Pani Algbratt doznała urazu głowy. Nie był on duży, ale jednak pani siostra cierpi na tymczasową utratę pamięci.
- Tymczasową? Czyli to przejdzie, tak?
- Tak, ale niestety nie jestem w stanie powiedzieć kiedy to nastąpi. - Odchylił się na oparcie fotela.
- Można to jakoś przyspieszyć?
- Nie. - Pokręcił głową. - Nic na siłę. Kiedy mózg pani Algbratt się zregeneruje, pamięć wróci. Na razie może pani opowiadać jakieś fakty z życia siostry. To, kim jest.
- To pomoże?
- Na pewno nie zaszkodzi. - Uśmiechnął się łagodnie.
Ja również się uśmiechnąłem i wstałam ze swojego miejsca. Wyciągnęłam rękę do mężczyzny.
- Dziękuję za informacje - powiedziałam. - Do widzenia.
- Gdyby miała pani jeszcze jakieś pytania, proszę śmiało - odparł, ściskając moją dłoń. - Do zobaczenia.
Wyszłam z gabinetu już dużo spokojniejsza. Danny'ego nie było na korytarzu.
Nagle usłyszałam krzyki, a w pewnym momencie ktoś wrzasnął "Zabiję Cię!". Ktoś, znaczy Erik. Pobiegłam szybko do sali Nicole i co widzę? Erika i Robina nastroszonych jak dwa koguty, Danny'ego między nimi i przerażoną Niki.
- Co tu się dzieje? - warknęłam, podchodząc do nich. - Chcecie się bić? Proszę bardzo, ale nie tutaj! Wynocha mi stąd, ale już!
Chłopaki popatrzyli na siebie pogardliwie i rozluźnili się, a przynajmniej tak się wydawało.
- Masz rację, nie powinniśmy przy Niki się tłuc - zaczął Robin.
- Przepraszamy, skarbie - dodał Erik, wyraźnie podkreślając słowo "skarbie".
Zmarszczyłam brwi. Co on knuje?
- Kochanie, czemu chcecie się bić? I kim jest ten chłopak? - odezwała się nagle Nicole.
Robin tego nie wytrzymał. Wściekły wybiegł z sali, a potem z oddziału.
- Pogadam z nim - rzuciłam szybko i również wybiegłam z oddziału. Znalazłam go dopiero poza szpitalem. Siedział na ławce, łokcie opierał na kolanach, głowę miał spuszczoną w dół. Usiadłam obok niego i położyłam mu rękę na ramieniu. - Robin?
Chłopak spojrzał na mnie zaszklonymi oczami. Westchnęłam cicho. Było mi go żal. Widać było, że zależy mu na Niki, a ona widziała w nim tylko przyjaciela. To było przykre.
- Są razem? - spytał i pociągnął nosem.
- Nie wiem - odparłam smutno. - To wszystko jest dziwne. Niki straciła pamięć. Jakim cudem pamięta Erika? Nie mam pojęcia.
- Straciła pamięć? Jak to?
- Doznała urazu głowy.
- Boże. - Robin ukrył twarz w dłoniach. - To minie, prawda?
- Tak, tylko nie wiadomo kiedy - odparłam smutno i cicho westchnęłam.
Chłopak wstał i zaczął chodzić w tę i z powrotem. Był zdenerwowany, smutny.
- Jestem pewien, że ten gnojek coś kombinuje. Skrzywdzi ją, zobaczysz. - Zacisnął wargi ze złości. - Nie dopuszczę do tego!
Chciał wejść do szpitala, ale go zatrzymałam.
- Stój! - Złapałam go za ramię. - Erik wyraźnie chce Cię sprowokować. Nie daj się! Może jak zobaczy, że na tobie nie robią wrażenia jego gierki, to odpuści.
- Tylko że na mnie to wszystko robi cholerne wrażenie!
- To o nią walcz, ale nie tak! I nie teraz. Ta cała sytuacja pewnie i tak ją przeraża. Dajmy jej się z tym oswoić.
Robin patrzył na mnie dłuższą chwilę, a potem westchnął ciężko.
- To co mam robić? Odpuścić?
- Na razie jedź do domu. I tak nic nie zdziałasz.
Nie był zadowolony z mojej propozycji. W końcu jednak się zgodził. Gdy odjechał, ja wróciłam do szpitala.
Na korytarzu zobaczyłam tatę Nicole. Był przygnębiony. Podeszłam do niego.
- Panie Arturze? - zaczęłam. - Wszystko w porządku?
Mężczyzna spojrzał na mnie smutno.
- Tak, dziecko. - Uśmiechnął się blado. - Jak ona się czuje?
Westchnęłam cicho, gładząc ramię pana Artura.
- Jest lekko przestraszona. To wszystko jest dla niej nowe. Ale dobrze.
- Moja córeczka... - szepnął z taką czułością, że aż ścisnęło mi się serce. - Odzyska pamięć, prawda?
- Oczywiście. - Uśmiechnęłam się pokrzepiająco. - Musimy po prostu uzbroić się w cierpliwość i być przy niej. Będziemy jej opowiadać różne szczegóły z jej życia. Zobaczy pan, wszystko będzie dobrze.
Przytuliłam go, a potem razem wróciliśmy na oddział. Danny czekał na mnie na korytarzu. Gdy weszliśmy, wstał.
- Coś się stało? - spytałam,  podchodząc do niego.
- Erik mnie wygonił.
- Dlaczego?
- Widocznie chciał pobyć z nią sam na sam.
Pan Artur poszedł szybko do sali Nicole. Ja wcisnęłam ręce w kieszenie swoich spodni.
- Nie podoba mi się to wszystko - powiedziałam.
- Mnie również. - Dan podrapał się po karku. - Erik coś kombinuje, widzę to.
- Może mógłbyś z nim pogadać? Tak delikatnie, żeby się nie zorientował?
- Będę próbował. - Blondyn uśmiechnął się do mnie lekko, niemal czule.
Poszliśmy do Niki.
Kiedy skończyły się godziny odwiedzin, Erik wyszedł jako ostatni. Danny odwiózł tatę Nicole do domu, a potem mnie. Znów odprowadził mnie pod same drzwi domu. Oparłam się o nie i spojrzałam na niego.
- Dziękuję ci za wszystko. Gdyby nie ty...
- Ciii. - uciszył mnie, kładąc mi palec na ustach. - Wiem, że jest ci ciężko. Ale ona z tego wyjdzie, słyszysz?
Skinęłam głową, patrząc mu w oczy. On też się uśmiechnął.
- Już powiedziałem, że zawsze będę przy tobie, pamiętasz? Zawsze. - Przy tych słowach cały czas patrzył mi w oczy.
Nie mogłam się powstrzymać. Zrobiłam krok w jego stronę, stanęłam na palcach i delikatnie musnęłam jego usta. Zaskoczyłam go tym, ale i tak od razu mnie objął. I to tak, że stykaliśmy się ciałami. Objęłam go za szyję. Oczywiście nasz pocałunek się pogłębił. Dan zaczął błądzić dłońmi po moich plecach, całując mnie coraz bardziej namiętnie.
Kiedy zaczynało się robić naprawdę gorąco, Dan odsunął się ode mnie. Co jest? Odtrąca mnie? Wtedy usłyszałam kroki. Spojrzałam w kierunku, z którego dochodziły. Mama. Super. Dan przywitał się grzecznie z mamą, a ta po krótkiej dyskusji z nim weszła do domu.
- Wchodzisz? - spytała mnie.
- Za chwilę. - Uśmiechnęłam się i zamknęłam za nią drzwi. Spojrzałam na Danny'ego. Zapadła między nami cisza.
- Biegnij do domu - rzekł w końcu, drapiąc się po karku. - Na pewno jesteś zmęczona.
Spuściłam wzrok. Żałuje? Pewnie tak. Czego ja się głupia spodziewałam. Podniosłam głowę i wymusiłam uśmiech.
- Tak, bardzo. - Nie byłam. Jednak gdyby zauważył mój wymuszony uśmiech, zwalę to na zmęczenie. - Dobranoc. - Odwróciłam się do drzwi.
- Molly? - odezwał się, gdy złapałam klamkę.
- Tak? - Spojrzałam na niego przez ramię.
Podszedł do mnie i bardzo czule oraz przeciągle pocałował mnie w policzek.
- Dobranoc. - Po tych słowach wsiadł do samochodu i odjechał.
Będąc w łóżku myślałam o tym wszystkim. O balu, wypadku i utracie pamięci Nicole. Danny bardzo mnie wspiera. Dlaczego? Czy za tą pomocą kryje się coś? Udaje? Nie, to niemożliwe. Ten pocałunek... On nie był udawany. Dotknęłam ust opuszkami palców i uśmiechnęłam się. Zasypiałam z myślą o Danny'm...


Zadowolone? :P

20 maja 2014

:.11.:

Gdy Nicole wybiegła z balu, szarpnąłem mocnej ramiona, a chłopaki mnie puścili. Ruszyłem za nią, lecz nigdzie jej nie mogłem znaleźć. Zatrzymałem się na parkingu i rozejrzałem dookoła. Tam również jej nie było.
- Nicole ! Gdzie jesteś ?! – wołałem, mając nadzieję że zaraz ją znajdę.
Chusteczka którą trzymałem pod nosem była mocno przesiąknięta krwią. Z samochodu wyciągnąłem kawałek szmatki. Wtedy nagle mnie olśniło. W biegu nacisnąłem pilot przy kluczach, który zamyka drzwi, na co światła samochodu zamrugały dwa razy. Modliłem się by tam ją znaleźć. I była.
- Niki ! – krzyknąłem w jej stronę. Była na boisku szkolnym. Siedziała skulona na jednej z ławek. – Nicole ! Niki strasznie Cię przepraszam, to on mnie sprowokował. Chodź, pojedziemy do domu. – wyciągnąłem do niej rękę, by pomóc jej wstać.
Podniosła na mnie wzrok. Była zapłakana, makijaż lekko się rozmazał. Nie wiem czy trzęsła się z zimna czy ze strachu.
- O Boże Erik, ty strasznie krwawisz. Jedziemy do szpitala, to może być złamanie.
- Nie, ze mną jest wszystko okej. – mówiąc, obróciłem szmatkę, gdzie nie było jeszcze krwi.
- Chodź, jedziemy. Jest bardzo blady. – wstała i złapała mnie za ramię. Rzeczywiście czułem się trochę słabo, lecz bardziej martwiłem się o nią.
Ruszył się wiatr a dookoła było ciemniej niż zwykle. Nicole pomogła mi wsiąść do auta, a sama usiadła za kierownicą. Zaczęła się straszna ulewa, typowe oberwanie chmury. Wycieraczki do szyb nie nadążały zbierać kropel deszczu, które natychmiastowo przykrywały całą powierzchnię przedniej szyby. Ledwo było widać drogę przed nami. Nicole nie zauważyła zakrętu i zderzyliśmy się czołowo z tirem. Bardziej uszkodzona była strona kierowcy, ponieważ Niki chciała odbić, przez co wzięła na siebie siłę zderzenia. Kierowcy tira nic się nie stało i szybko przyszedł by udzielić nam pomocy. Chciał wpierw mi pomóc, ponieważ byłem przytomny i wiedziałem co się stało, lecz siła z jaką się zderzyliśmy, przycisnęła auto do barierki, za którą była rzeka. By ją dostrzec, trzeba było spojrzeć około 15 metrów w dół. Facet zadzwonił po pomoc, a mi udało się rozbić szybę. Drzwi od strony Nicole dało się otworzyć. Była nieprzytomna, miała rozcięty łuk brwiowy. Wyrzuciłem szmatkę, którą trzymałem przy krwawiącym nosie. Odpiąłem pas i złapałem się dachu, siadając na framudze rozbitej szyby. Obejrzałem się do tyłu, by sprawdzić, czy skarpa się nie obsuwa. Następnie udało mi się wydostać z samochodu i stanąć na masce samochodu. Nadal gwałtownie padało. Udało mi się stanąć spokojnie na asfalcie.
- Nic się panu nie stało ? – zapytał kierowca tira, przyglądając mi się.
- Ze mną wszystko gra.
- Krew panu cieknie z nosa.
- Tak wiem, to nie przez wypadek.
W tle dało się słyszeć syreny straży pożarnej oraz karetki. Gdy podchodziłem do drzwi Nicole, zaczęło mi się robić coraz bardziej słabo.  Gdy byłem już obok lusterka osunąłem się na ziemię. Z trudem łapałem oddech. Pamiętam że podbiegło do mnie dwóch pielęgniarzy, zanim straciłem przytomność zobaczyłem jak do auta podbiegają strażacy z nożycami do cięcia blachy.

Obudziłem się w szpitalu, bolała mnie głowa, byłem cały mokry. Nie od deszczu, lecz przez koszmar, który mi się śnił. W mym śnie to ja prowadziłem, jechałem szybko, byłem pijany. Nie zwracałem uwagi na prośby Nicole bym zwolnił. Krzyczałem na nią, unosiłem się wyższością i gardziłem nią. Szydziłem i śmiałem się z niej. Słyszałem jej przerażony krzyk i pisk opon. Oddychałem szybko, byłem bez koszuli.
- Nicole ! – krzyknąłem, podnosząc się ze szpitalnego łóżka.
- Spokojnie panie Segerstedt, muszę pana opatrzyć.
- Nicole Algbratt, uczestniczyliśmy w tym samym wypadku, co z nią ?! Jest w tym samym szpitalu ?!
- Panie Segerstedt proszę się uspokoić, podamy panu leki uspokajające…
- Nie chce, chce wiedzieć jak się czuje Nicole Algbratt. Niech mi pan powie.
- Gdy przywieźli ją razem z panem, była nieprzytomna. Trwają teraz jakieś badania.
Westchnąłem i położyłem się z powrotem na łóżku, by lekarz mógł opatrzyć mój nos.
- Czy mogę prosić o telefon ? Był w mojej marynarce.
Jedna z pielęgniarek podeszła do końca łóżka, gdzie leżała moja marynarka. Wyciągnęła z niej telefon i podała mi go. W geście podziękowania, uśmiechnąłem się i szybko wystukałem numer do Danny’ego.
- Co tam Eriś ? – nienawidzę, gdy tak do mnie mówi.
- Mieliśmy wypadek jadąc z balu. Zaczęło padać, mało co było widać. Nie jechaliśmy szybko, Niki prowadziła, zderzyliśmy się z tirem… Ze mną jest w porządku, ale Nicole jest nieprzytomna.
- W którym szpitalu jesteście?
- W Oskarshamn.
- Ok., już jedziemy.
Rozłączyłem się, a lekarz skończył mnie opatrywać. Pozwolił mi się ubrać i wyszedł. Została przy mnie ta sama młoda pielęgniarka która podała mi telefon. Nie była jakoś wybitnie piękna, ale miała pogodną i miłą twarz.
- Jest pan dobrze zbudowany. – powiedziała, odkładając gaziki i plastry na swoje miejsce.
- Słucham ? Aaa, tak, dziękuję. Trenowało się trochę. – uśmiechnąłem się lekko, zarzucając na siebie splamioną krwią białą koszulę.
Gdy zapinałem koszulę, ta sama dziewczyna podeszła do mnie i przykucając, zabrała się za mój rozporek.
- Co pani robi ?! – natychmiastowo zrobiłem krok w tył, przez co usiadłem na łóżku.
Pielęgniarka usiadła na mnie okrakiem i zaczęła rozpinać pasek od moich spodni.
- Proszę zejść ze mnie !
- Niech pan nie krzyczy, jak nas przyłapią mogą mnie wyrzucić z pracy. – mówiąc przyłożyła palec do moich ust, a drugą ręką odpięła pasek.
- Złaź ze mnie kobieto ! – jednym ruchem udało mi się zwalić ją ze mnie. – Znajdź sobie chłopa, ale nie w ten sposób.  Ja – na pewno – nie jestem zainteresowany.
Zapiąłem pasek i zasunąłem rozporek, do ręki wziąłem marynarkę i telefon i postanowiłem się ubrać na korytarzu. Serce nadal mi kołatało z przypływu adrenaliny. Usiadłem na jednym z krzeseł, by się uspokoić, a przede wszystkim by uspokoić mojego kumpla, który bardzo a nawet za bardzo się ucieszył. Dokończyłem się ubierać dopiero w toalecie. Czułem na sobie wzrok wszystkich, który obok przechodzili. Teraz wyglądałem trochę jak człowiek. Człowiek po wypadku – skrwawiona koszula, potargane włosy, biały plaster na nosie, zadrapania i podbite oko. Wziąłem głęboki oddech i ruszyłem w poszukiwaniu Nicole. Dowiedziałem się że znajduje się na drugim piętrze, tam też się udałem. Usiadłem pod drzwiami, za którymi odbywały się badania. Jeszcze się dobrze nie rozsiadłem, a już była przy mnie Molly, która szarpiąc mnie za koszulę, rzekła wściekłym głosem:
- Co z nią ?!
- Molly spokojnie. – rzekł Danny łapiąc ją za ramiona.
- Nie wiem, zabrali ją na badania. Musimy poczekać. – mój ton głosu był smutny, co mnie samego zdziwiło.
Danny usiadł obok mnie z Molly, która płakała. Przytulał ją i pocieszał. Musiałem wstać, pomyśleć, zastanowić się. Robin to skończony kutas. Nie sądziłem że potrafi mnie aż tak sprać. Nie daruje mu tego. Nikomu nie pozwolę zszargać imienia rodziny Segerstedt ! Ten gnojek tego pożałuje ! Płacz Molly wzbudzał we mnie coraz większe poczucie winy. Może gdyby nie ta bójka, nie skończyłoby się pobytem w szpitalu. Będę mieć aferę w domu, to jest pewne. Bardziej się przejmą tym że rozbiłem auto niż tym jak wyglądam. Ranyy, a dzisiaj rano go woskowałem ! Będę musiał się rozejrzeć za nowym. Mam nadzieję że nowy fagas matki okaże się trochę hojniejszy od poprzedniego. Nagle drzwi otworzyły się i zobaczyliśmy łóżko, na którym leżała nadal nieprzytomna Nicole. Molly złapała ją za rękę i poszła z nią, a ja z Danny’m podeszliśmy do lekarza.
- I co z nią ? – zapytałem jako pierwszy.
- Pani Algbratt doznała urazów głowy. Nie zagrażają jej życiu i sytuacja jest opanowana.
- To dlaczego jest nieprzytomna ? – wtrącił Danny.
- Podaliśmy środki uspokajające, więc obudzi się dopiero jutro. – lekarz zmierzył mnie wzrokiem i widocznie musiał zauważyć moją zatroskaną minę, ponieważ dodał: - Proszę się nie martwić, pani Algbratt z tego wyjdzie, a teraz panów przepraszam. – uśmiechnął się serdecznie i odszedł.
Danny poklepał mnie po ramieniu dodając otuchy. Uśmiechnąłem się lekko i poszliśmy za Molly.
- Molly, lekarz mówi, że Niki nic nie grozi - rzekł Dan, przytulając dziewczynę.
- Chcę do niej iść – powiedziała nieomal płacząc.
- Dziś to niemożliwe, jest późno. Chodź, odwiozę cię do domu.
- Chcę tu zostać!
 - To bez sensu. I tak już cię do niej nie wpuszczą.
- Poza tym – zabrałem głos - chyba trzeba poinformować jej ojca o tym, co się stało.
Molly zamyśliła się na chwilkę i rzekła do blondyna:
- Zawieziesz mnie do jej ojca ? – Danny skinął głową i ruszyli w kierunku wyjścia.
- Chodź Erik, podrzuce Cię, mieszkacie niedaleko.
- Dzięki stary. – ruszyłem za nimi w kierunku wyjścia.
Po paru minutach byliśmy pod bramą mojego domu.
- Dzięki wam, to pewnie do jutra.
- Trzymaj się. – Danny przybił ze mną piątkę i ruszyli dalej.
Wszedłem przez bramkę i zauważyłem że przestało już padać. Natychmiast podbiegły do mnie psy, które zaczęły skakać.
- Boje ! Calle ! Spokój ! Uciekajcie ! – mówiąc, pogłaskałem je po łbach i wszedłem do domu.
Matka po raz kolejny kłóciła się ze swoim kochasiem. Gdy tylko mnie zobaczyli, natychmiast przestali.
- O mój Boże, Erik ! Co Ci się stało ?! – podbiegła i złapała moją twarz w swoje dłonie.
- Nic… - mówiąc, wyrwałem się z tych objęć.
- Jak to co się stało ? Prał się z jakimś chłopakiem tak samo głupim jak on.
- Nie mów tak ! – krzyknęła matka. – Kto Ci to zrobił ? – powiedziała nieco ciszej.
- Nikt, jest w porządku. Axel jest u siebie ?
- Ten szczeniak jest tak samo głupi jak Ty Paula. – zaśmiał się i przechylił drinkówkę, w której znajdował się koniak.
Dość tego. Odsunąłem mamę za siebie i wściekły podszedłem do niego.
- Słuchaj frajerze, myślisz że możesz obrażać moją matkę ?! Wolnego !
- Myślisz że możesz mną pomiatać gnojku ? Wypieprzaj na górę albo Ci obetnę kieszonkowe !
- Mnie nie zastraszysz, i nikogo więcej ! Wynoś się z naszego domu !
- Waszego ? Hah, to teraz też i mój dom. Paula Ci nie mówiła ? – mówiąc, wskazał dłonią na matkę, która stała ze spuszczoną głową i płakała.
- Nie mówiła czego ?
- Że to ja teraz rządzę tym domem. Ziemia na której stoi wasz dom jest moja, twoja matka mi ją odsprzedała, więc w każdej chwili możecie spakować swoje manatki i się stąd zwijać. – gdy skończył mówić, usiadł na fotelu, kładąc nogi na stoliku i sięgając po swoją drinkówkę.
- Jak mogłaś ? Dlaczego mi o tym nie powiedziałaś ?! – krzyknąłem chyba głośniej niż zazwyczaj.
- Erik wybacz mi, po śmierci waszego taty wszystkie jego długi z kasyn przeszły na mnie, tylko sprzedając grunt mogłam z nich wyjść. Tak bardzo was przepraszam. – matka rzuciła mi się w ramiona i zaczęła szlochać jak nigdy dotąd.
- Spróbuj jeszcze raz zacząć mi pyskować, a dostaniesz bilet w jedną stronę. – spojrzał na mnie złowrogo i wypuścił z ust dym papierosa.
Zmierzyłem go wzrokiem i pomogłem matce usiąść na sofie. Przyniosłem jej chusteczki i poszedłem na górę do Axela. Zapukałem do jego drzwi.
- Czego ?
- Jesteś mi potrzebny, ubieraj się i chodź.
- Dokąd ?
- Nie marudź tylko się rusz. Czekam w garażu.
Zszedłem szybko na dół i wyszedłem trzaskając drzwiami. Otworzyłem garaż i wsiadłem do samochodu którym jeździ moja matka. Zaraz po mnie przyszedł Axel.
- Co się dzieje ? I czemu nie pojedziesz swoim ?
- Rozbiłem auto, musimy tam jechać żeby je pozbierać.
Wyjechaliśmy z garażu i po 10 minutach byliśmy na miejscu.  Strażacy jeszcze tam byli, usuwali ślady po wypadku. Moje auto już było na lawecie, chcieli je wywieźć na złom, bo do niczego innego się już nie nadaje. Niestety tym razem skapitulowałem. Nie wiem, byłem zmęczony tym wszystkim co mnie otacza, co się dzieje. Zawsze jestem twardy, ale dzisiaj daję za wygraną. Pozwolili mi zabrać rzeczy z samochodu. Gdy zbierałem płyty, coś przykuło moją uwagę. Jakiś przedmiot leżał pod fotelem kierowcy. Był to pierścionek Nicole. Podniosłem go i przyjrzałem mu się. Schowałem go do kieszeni i wraz z Axelem wróciłem do domu.
Następnego ranka obudziłem się dość późno, zerwałem się z łóżka jak oparzony. Miałem być w szpitalu przed wszystkimi. Chciałem porozmawiać z Nicole sam na sam, teraz nie wiem czy mi to będzie dane. Szybko wbiegłem do łazienki, zimny prysznic, ogarnąć się, wskoczyć w jakieś wygodne ciuchy i zbiegłem na dół do kuchni. Oczywiście fagas matki tam był. Jadł śniadanie zrobione przez moją matkę.
- Śpieszy Ci się gdzieś ? – zapytał, przecierając usta serwetką.
- Nie twoja sprawa. – odwarknąłem, robiąc na szybko kanapkę.
- Uważaj sobie. – rzekł poważniejszym tonem.
- I vice versa. – mówiąc, rzuciłem mu ostrzegawcze spojrzenie i wybiegłem z domu.
Za wczorajszą zgodą Axela pożyczyłem jego samochód. Dość szybko przyjechałem do szpitala. Wyskoczyłem z auta i niczym petarda wszedłem do środka. Miałem nadzieję że będę przed wszystkimi, lecz mi się to nie udało. Na korytarzu zobaczyłem Molly i Danny’ego. Mimo tego że byłem zły na siebie, musiałem przybrać minę zatroskanego.
- Co z nią ? – zapytałem.
- Jej tata rozmawia z lekarzem. – rzekła Molly.
Usiadłem obok i przetarłem ręką czoło. Zrobiło mi się gorąco, byłem zdenerwowany. Zawsze gdy jestem zdenerwowany tupię nerwowo nogą. Bardzo chciałem porozmawiać z Nicole na osobności. Chciałem ją przeprosić za bójkę z Robinem. Gdybyśmy się nie pobili nie byłoby wypadku. Moje rozmyślenia przerwało wyjście pana Artura z gabinetu lekarza.
- Coś nie tak ? – zapytała Molly widząc zatroskaną minę mężczyzny.
Lecz ten nic nie odpowiedział tylko szedł przed siebie. Sam zasypałem go pytaniami w stylu: czy jest to coś poważnego, czy z tego wyjdzie, na co jedynie usłyszałem nasze kroki. Jako pierwszy do Nicole wszedł pan Artur. Denerwowałem się jeszcze bardziej, ponieważ nie wiem co z nią. Wiem że się obudziła co widzę przez szybę. Weszliśmy do środka gdy wyszedł jej tato. Od razu spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
- Hej, kochanie. – rzekła słabo wyciągając do mnie rękę.
„Kochanie” ? Zdębiałem. Uważa mnie za swojego chłopaka ? Podszedłem do niej i złapałem ją za dłoń. Postanowiłem grać z nią w tą grę.
- A to kto ? – zapytała wskazując na Molly oraz Danny’ego. Zamarłem. Ona nic nie pamięta…
--------------------
Jak wam się podoba nowy wygląd ? :)

15 maja 2014

:.10.:

Kiedy już myślałam, że Danny mnie pocałuje, niedaleko nas zrobiło się zamieszanie. Dan posłał mi przepraszające spojrzenie i ruszył w tamtym kierunku. Poszłam za nim. W tym samym czasie akurat zjawił się też Mattias. Na sali trwała bójka między Erikiem i Robinem. Z tego, co zauważyłam, Nicole też oberwała. Chciałam pomóc jej wstać, ale byłam w zbyt wielkim szoku. Po chwili sama wstała i wybiegła. Erik pobiegł za nią, a ja i Danny podeszliśmy do Robina, by dowiedzieć się, co się tu właściwie stało. Chłopak był wściekły. Chciałam go jakoś uspokoić, ale mnie odepchnął.
- Hej, koleś! Delikatniej! - zdenerwował się Dan. - Powiedz, co się stało? Dlaczego się biliście?
- A jak myślisz?! - warknął Robin.
- Chodzi o Nicole? - odezwałam się nieśmiało.
- Miała iść ze mną na ten pieprzony bal!
 - Z tego, co wiem, Erik cię ubiegł. Wcześniej ją zaprosił - rzekł Dan.
- To prawda - potwierdziłam. - Poza tym wszyscy wiedzą, że Niki się w nim kocha. Jego zaproszenie było dla niej spełnieniem marzeń. - Danny spojrzał na mnie zaskoczony. Wzruszyłam tylko ramionami. Robin zaklął, splunął i odszedł gdzieś.
- Chodźmy stąd. - Dan chwycił mnie za rękę i wyprowadził do szatni, gdzie wzięliśmy nasze płaszcze.
Wyszliśmy przed budynek uniwersytetu. Zrobiło się zimno, dlatego zadrżałam.
- Zimno? - spytał i nie czekając na moją odpowiedź, objął mnie ramieniem. Uśmiechnęłam się lekko, tak by tego nie zauważył i pozwoliłam się przytulać. Postanowiliśmy się przejść kawałek. Danny zaprowadził mnie na tył uniwerku. Przypominało mi się, jak kilka dni temu rozmawiał tutaj z Janną i aż mnie otrzepało. Teraz stało tam kilku chłopaków. Dyskutowali o czymś tak głośno, że nie dało się ich nie słyszeć. Byli przejęci jakimś wypadkiem, który miał miejsce kilkanaście minut temu. Podobno jakaś para zderzyła się z jakimś dużym autem. W głowie zapaliła mi się lampeczka.
- Dan, zadzwoń do Erika - poprosiłam cicho. Blondyn spojrzał na mnie, marszcząc brwi.
- Po co?
- Ten wypadek... A jeśli to oni?
- Na pewno nie. Uspokój się. - Przytulił mnie mocniej.
- Danny, proszę. Mam złe przeczucia. - Chłopak patrzył na mnie przez dłuższą chwilę, a potem westchnął i wyciągnął z kieszeni swoją komórkę, która w tym samym czasie zaczęła dzwonić.
- To Erik - rzekł i odebrał.
 - Co tam, Eriś? Co? W którym szpitalu jesteście? Ok, już jedziemy. - Zakończył połączenie i spojrzał na mnie.
- Miałam rację, tak? Blondyn skinął głową. Zasłoniłam usta dłonią, a w oczach stanęły mi łzy. - Chodź, jedziemy tam. Ruszyliśmy do limuzyny, którą tu przyjechaliśmy. Czekała na nas niedaleko uniwersytetu. W drodze do szpitala pytałam Danny'ego co wie. Podobno z Erikiem nie jest źle. Ma tylko kilka stłuczeń. Gorzej z Nicole, bo jest nieprzytomna. Zaczęłam płakać. Do szpitala wpadłam jako pierwsza, nie czekając aż Dan otworzy mi drzwi. Płakałam. Chciałam jak najszybciej dowiedzieć się, jak się czuje moja przyjaciółka. W tym celu musieliśmy się udać na drugie piętro. Na korytarzu od razu zobaczyliśmy Erika. Doskoczyłam do niego, łapiąc mocno za koszulę.
- Co z nią?!
- Molly, spokojnie - rzekł Danny, ale ja go nie słuchałam.
- Nie wiem - odparł smutno Erik. - Zabrali ją na badania. Musimy czekać.
Gdyby nie to, że Dan trzymał mnie za ramiona, upadłabym. Nie chciałam czekać. Chciałam ją zobaczyć. Żeby mi powiedziała, że jest dobrze. Zawsze mi tak mówi, gdy mam jakiś problem. Danny pomógł mi usiąść na krześle, a sam usiadł obok mnie. Przytulał mnie i szeptał, że wszystko będzie dobrze, że Nicole na pewno nic złego nie jest. Ale ja nie potrafiłam przestać płakać. Erik krążył po korytarzu. Wyglądał na zmartwionego, co kompletnie do niego nie pasuje. Może się obwiniał. Jeśli tak - bardzo dobrze! To jego wina i to on powinien tu leżeć. On, nie Nicole, do cholery! Siedzieliśmy na korytarzu jeszcze jakieś 15 minut, kiedy nagle drzwi się otworzyły i wyjechało z nich łóżko z Nicole. Wciąż była nieprzytomna i trochę blada. Podbiegłam do niej i chwyciłam za rękę, mówiąc coś. Dan zajął się lekarzem - pytał go o stan mojej przyjaciółki. Nie słyszałam tego. Szłam za Nicole. Niestety w pewnym momencie powiedzieli, że dalej iść nie mogę. Wtedy podszedł do mnie Danny, razem z Erikiem.
- Molly, lekarz mówi, że Niki nic nie grozi - rzekł Dan, obejmując mnie.
- Chcę do niej iść - niemal wyszlochałam.
- Dziś to niemożliwe, jest późno. Chodź, odwiozę cię do domu. Pokręciłam energicznie głową.
- Chcę tu zostać! - To bez sensu. I tak już cię do niej nie wpuszczą.
- Poza tym - odezwał się w końcu Erik - chyba trzeba poinformować jej ojca o tym, co się stało.
 No tak, o tym nie pomyślałam. Otarłam łzy i kiedy trochę się uspokoiłam, spojrzałam na Danny'ego.
- Zawieziesz mnie do jej ojca?
Chłopak skinął głową i delikatnie pchnął mnie w stronę wyjścia. Odwieźliśmy Erika do domu, bo sam nie powinien teraz prowadzić. Potem pojechaliśmy do domu Nicole. Bałam się powiedzieć o tym jej ojcu. Pan Artur może nie przyjąć tego tak spokojnie. Przecież ma tylko ją. Danny otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść z auta. Myślałam, że wsiądzie z powrotem i odjedzie, a on szedł za mną. Byłam mu wdzięczna, że mnie teraz nie zostawił. Zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi i czekałam, aż pan Artur otworzy. Było już późno, dlatego trochę minęło, nim w progu pojawił się mężczyzna w szlafroku, zaspany.
- Molly? - Wychylił głowę, myśląc pewnie, że gdzieś za nami jest Nicole. - Gdzie Niki?
- Możemy wejść? - spytałam cicho. Tata Nicole odsunął się, robiąc nam miejsce. Weszliśmy do salonu. Postanowiłam, że lepiej przejść od razu do rzeczy.
- Panie Arturze, Nicole miała wypadek. Proszę się nie denerwować, czuje się dobrze! - zapewniłam, gdy mężczyzna otwierał usta, by coś powiedzieć.
- Gdzie ona jest?
- W szpitalu, ale teraz i tak pana tam nie wpuszczą. Proszę kłaść się spać.
 - Ale... - Urwał nagle i złapał się za serce. - Panie Arturze, wszystko w porządku?
Razem z Danny'm pomogliśmy mu usiąść na kanapie, po czym Dan poszedł po szklankę wody. Wtedy się nieco uspokoił.
- Lepiej? - spytałam, kucając przed nim.
- Tak - odparł słabo. - Chciałbym pojechać do szpitala.
 - Panie Arturze, Niki teraz śpi. Nie pomożemy jej. Obiecuję, że jutro rano do niej pojedziemy, dobrze? Mężczyzna zastanowił się chwilę, a w końcu skinął głową.
- Jutro rano, tak?
 - Z samego rana - obiecałam. Wstał powoli, a ja razem z nim.
- Dobrze się pan czuje? Może ja zostanę dziś z panem?
 - Nie, nie, już wszystko dobrze. Jedź do domu. Na pewno jesteś zmęczona.
 - Jest pan pewien? Jeśli coś jest nie tak...
- Wszystko jest w porządku, spokojnie. - Pan Artur ruszył powoli do swojej sypialni. - Jedźcie do domu.
- No dobrze - mruknęłam pod nosem. Pan Artur znikł już w sypialni.
 - Chodź - odezwał się Dan, łapiąc mnie za rękę.
Wyszliśmy z domu, a ja zatrzasnęłam za nami drzwi. Gdy dojeżdżaliśmy do mojego domu, prawie zasypiałam z głową na ramieniu Danny'ego.
- Molly - usłyszałam jak za mgłą. - Molly, obudź się. Jesteśmy na miejscu.
 Jednak zasnęłam? Uchyliłam ciężkie powieki i spojrzałam na blondyna.
- Przepraszam - mruknęłam sennie.
Chłopak uśmiechnął się do mnie i wysiadł. Obszedł auto dookoła i otworzył drzwi od mojej strony. Rześkie powietrze mnie trochę rozbudziło. Danny odprowadził mnie aż do drzwi. Wtedy na niego spojrzałam.
 - Może wejdziesz? - zaproponowałam mu. Podrapał się po karku.
- Nie gniewaj się, ale jest już późno. Lepiej nie...
- Właśnie, jest późno, a ty ledwo stoisz na nogach. Możesz zostać u mnie.
- Twoja mama nie będzie miała nic przeciwko?
 - Jak będziemy cicho, to nawet nie zauważy - szepnęłam konspiracyjnie, na co chłopak się zaśmiał. - To jak? - Otworzyłam drzwi. - Wchodzisz, czy boisz się mojej mamy?
Wszedł. Odważny. Pościeliłam mu na kanapie w salonie i dopiero wtedy poszłam się wykąpać. Potrzebowałam wyłączenia, gorącego prysznica, który pomógł mi się zrelaksować choć trochę. Jednak kiedy się położyłam i zamykałam oczy... Cały czas miałam wrażenie, że coś jest nie tak. Coś z Nicole. Bałam się o nią, a gdy udało mi się w końcu zasnąć, śniło mi się, że ją tracę. Raz na zawsze. Dlatego postanowiłam, że przestanę się męczyć i pójdę się czegoś napić. Tyle że po drodze do kuchni jest salon i... No jakoś mnie tam zawiało. Weszłam po cichutku i stanęłam niedaleko kanapy. Przygryzłam lekko dolną wargę.
- Dan, śpisz? - szepnęłam. Blondyn poruszył się i otworzył oczy.
 - Nie - odparł i uśmiechnął się. - Ale czemu ty nie śpisz? - Przesunął się i uniósł kołdrę, zapraszając mnie do siebie. Nie wahałam się długo. Już po chwili leżałam koło niego, a on mnie przytulał.
- Boję się o Niki. Cały czas mam przed oczami jakieś dziwne obrazy. Boję się, że ją stracę.
 - Nie stracisz - zapewnił mnie. Jego ton był wręcz czuły. Głaskał mnie po ramieniu. - Ona z tego wyjdzie, zobaczysz. Pewnie już jutro się obudzi.
- Tak myślisz? - Zerknęłam mu w oczy. W jego ciepłe oczy, w których dostrzegłam małe iskierki. Skinął głową, uśmiechając się lekko. Ja również się uśmiechnęłam. - Dziękuję - szepnęłam, kładąc dłoń na jego piersi.
- Za co?
- Za to, że byłeś dziś ze mną. I jesteś teraz.
 Danny nakrył swoją dłonią moją rękę i uśmiechnął się znów.
- Zawsze będę. - Przybliżył się do mnie, przenosząc dłoń na mój policzek.
Myślałam, że mnie pocałuje, ale nie zrobił tego. Cmoknął mnie tylko w nos i powiedział:
 - Dobranoc.
Zasnęłam w przeciągu kilku sekund. Kiedy rano się obudziłam, Danny'ego już nie było. Nie wiem, jakim cudem wstał, nie budząc mnie przy tym, tym bardziej, że było jeszcze wcześnie. Nawet bardzo. Moja mama jeszcze spała. Musiał chyba wyjść o świcie. Znalazłam karteczkę, na której było napisane, że wolał się ulotnić, zanim wstanie moja mama. Zaśmiałam się cicho. Chyba jednak nie jest taki odważny. Wstałam i poszłam się szybko wykąpać. Nawet się nie malowałam. Ubrałam tylko pierwsze lepsze ciuchy, związałam włosy w koński ogon i napisałam mamie kartkę z informacją, że Nicole miała wczoraj wypadek i że muszę do niej jechać. Żałowałam, że nie mam własnego auta, bo nie uśmiechało mi się tłuczenie się tramwajem do szpitala. I nie musiałam. Gdy wyszłam z domu i ruszyłam na tramwaj, usłyszałam klakson samochodu. Obejrzałam się i od razu uśmiechnęłam. Co on tutaj robi? Wysiadł, gdy ja podchodziłam do auta.
- Podwieźć panią? - Szarmancko się ukłonił. Zaśmiałam się krótko. Wariat.
- Nie masz nic ciekawszego do roboty?
- Nie. - Obszedł auto i otworzył mi drzwi od strony pasażera.
Wsiadłam z gracją, uśmiechając się lekko. Przy nim zapomniałam o problemach, choć dalej martwiłam się o Nicole. Danny ruszył z lekkim piskiem opon. Zapięłam pasy na wszelki wypadek.
- Dzwoniłem rano do szpitala - rzekł nagle.
Popatrzyłam na niego pytająco. Po co dzwonił? Przecież nie jest nikim z rodziny, nie podadzą mu żadnych informacji.
- Podałem się za jej brata.
Ok, cwany jest.
- Niki nie ma brata.
- Ale oni tego nie wiedzą. - Puścił mi oczko. Pokręciłam głową z rozbawieniem.
- Dowiedziałeś się czegoś?
- Tak. - Skinął głową. - Odzyskała przytomność.
 Odetchnęłam z ulgą.
- Niestety nic więcej nie powiedzieli.
- Ważne, że się wybudziła. Teraz już będzie dobrze, prawda?
- Prawda. - Chwycił mnie za rękę i lekko ją ścisnął.
Pojechaliśmy po tatę Nicole. W końcu obiecałam mu, że pojedziemy do niej razem. Wyglądał na zmęczonego. Pewnie w nocy niewiele spał. Uspokoił się nieco, kiedy powiedziałam mu, że Nicole odzywała przytomność. Podziękował nam, a Dana poklepał po ramieniu. Ten uśmiechnął się do mężczyzny w lusterku. Kiedy weszliśmy na oddział, akurat z gabinetu wyszedł lekarz. Poprosił pana Artura do siebie. My mieliśmy czekać. Usiedliśmy na krzesłach. Zapadła cisza. Nie na długo, bo w pewnym momencie drzwi na oddział otworzyły się i usłyszeliśmy szybkie kroki.
- Co z Niki? - To był Erik.
- Jej tata rozmawia z lekarzem.
 Erik usiadł obok mnie. Przetarł ręką czoło i tupał nogą. Dan chwycił mnie ukradkiem za rękę. Jego ciepła dłoń ukoiła moje nerwy i strach. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się delikatnie, a on odwzajemnił gest. Po kilku minutach pan Artur wyszedł z gabinetu. Wszyscy od razu wstaliśmy, widząc jego strapioną minę.
- Coś nie tak? - zapytałam. Ale pan Artur tylko westchnął i ruszył do sali Nicole.
Szliśmy za nim. Erik nie wytrzymał i zaczął go wypytywać. Nie mogliśmy wejść do niej wszyscy razem, dlatego znów czekaliśmy. My weszliśmy dopiero wtedy, kiedy jej tata wyszedł. Nicole leżała na tym dużym, niewygodnym łóżku. Była jeszcze trochę blada, zapewne wymęczona. Ale uśmiechnęła się na nasz widok. A raczej widok Erika, bo patrzyła głównie na niego.
- Hej, kochanie - powiedziała słabo, wyciągając do niego rękę.
 "Kochanie"? Co tu jest grane? Erik powoli podszedł do niej i złapał za rękę.
- A to kto? - spytała, wskazując na nas. Błagam, tylko nie to...


I tak oto powracamy ;)
Opko znów ruszyło :D oraz przepraszamy za tak długa przerwę :)