- Robin ! Robin zaczekaj !
Chłopak zatrzymał się i skierował głowę na prawo, aby widzieć mnie kątem oka.
- Chciałabym pogadać. - rzekłam, gdy zatrzymałam się obok. Brunet westchnął i odwrócił się w moją stronę, zakładając ręce. - Słuchaj, wiem że jesteś na mnie zły, że wróciłam do Gondolen...
- Oraz... - dopowiedział.
- Oraz za to, że obiecałam że tam nie pójdę a jednak to zrobiłam. Zaraz, skąd wiedziałeś, że tam wróciłam ?
- Śledziłem cię. - rzekł ze złością w oczach. - I dobrze zrobiłem.
- Jak to śledziłeś ? Nie ufasz mi ?
- Teraz już sam nie wiem.
Zapadła krępująca cisza, którą zagłuszały jedynie głosy innych studentów mijających nas na korytarzu.
- Dlaczego tam wróciłaś ? Prosiłem cię, żebyś została w domu. Mogło ci się coś stać.
- Ale nic mi się nie stało.
- Ale byłas pijana ! A ten laluś to mógł wykorzystać ! I cię przelecieć ! - rzekł na tyle głośno, bym mogła usłyszeć, lecz inni nie. - Mogłaś skończyć jak Molly.
- Skąd o niej wiesz ?
- Eric puścił plotkę że była w ciąży.
- Do niczego nie doszło. - powiedziałam ciszej.
- Masz szczęście. Jeżeli ten laluś by cię tknął, połamałbym mu wszystkie kości.
- Nie dałbyś rady z takimi mięśniami. - jak na zawołanie wyrasta obok nas Erik, który opiera się ręką o szafkę za moją głową.
- Czego tu chcesz ? Nie widzisz że rozmawiamy ? - zawarczał Robin.
- O mnie z tego co słyszałem.
- Erik odejdź, chcemy spokojnie pogadać. - rzekłam z prośbą w głosie.
- Ale już chyba skończyliście. Coś jeszcze chciałeś Robin ? - zapytał Erik, obejmując mnie tą samą ręką, która opierała się o szafkę. Chłopakowi ciśnienie znacznie się podniosło.
- Tak, chciałem się jeszcze upewnić, czy Niki na pewno idzie ze mną na bal. - skierował wzrok na mnie.
- Z tobą ? Przecież już chyba wszyscy wiedzą że idzie ze mną.
Zdębiałam. Totalnie mnie tym zaskoczył. Robin coraz szybciej oddychał, a jego zaciśnięte pięści zrobiły się sine.
- Rób jak uważasz Niki. - Robin rozłożył ręce w geście poddania i wyszedł z budynku trzaskając drzwiami.
- Robin ! - zawołałam za nim, lecz mnie już nie słyszał. Przez szybę widziałam że wsiadł do samochodu i odjechał.
Erik pochylił się nade mną i szepnął mi do ucha:
- Już się nie mogę doczekać, to będzie noc, której długo nie zapomnimy. - po czym przygryzł mój płatek ucha, przy okazji kładąc prawą dłoń na moim brzuchu i skutecznie mnie przytrzymując, ponieważ ugięły się pode mną kolana.
Cmoknął mnie jeszcze w policzek i odszedł jak gdyby nigdy nic, a ja omal nie osunęłam się na podłogę.
Kiedy próbowałam odzyskać kontakt ze światem, podeszła do mnie Molly.
- Co ci jest? – zapytała. – Wyglądasz, jakbyś miała zaraz zejść na zawał.
- I tak się czuję – powiedziałam cicho.
Brunetka rozejrzała się dookoła i widząc oddalającego się Erika, przybrała minę „Okej, rozumiem. Nie musisz nic mówić”. Wzięła mnie pod ramię i ruszając w lewo, powiedziała:
- Chodź, idziemy na dobre ciacho. Ja stawiam.
- Ty? – zdziwiłam się. – A to nowość.
Brunetka wytknęła do mnie język, ale nic nie powiedziała. Idąc do drzwi uniwerku, przechodziłyśmy obok grupki chłopaków, w tym Erika, który widząc nas, puścił mi oczko.
- No to słucham. Co ten przystojny gbur znowu zrobił, że ty byłaś w takim stanie, w jakim byłaś? – zagadnęła Molly, gdy zajęłyśmy miejsca przy jednym ze stolików w pobliskiej kafejce.
- Przystojny gbur? – Uniosłam pytająco brew, na co moja przyjaciółka tylko wywróciła oczami. Opowiedziałam jej całą sytuację z chłopakami, a gdy zacytowałam końcowe słowa Erika, brunetka zakrztusiła się swoją kawą.
- Co?!
- Ciszej! – warknęłam, klepiąc ją po plecach. Kilka osób spojrzało na nas ze złością.
- Niki… może Robin miał rację?
- Z czym?
- Że zadając się z Erikiem, możesz skończyć jak ja – mruknęła cicho, spuszczając smutno głowę. – W ogóle skąd on o tym wie?
Westchnęłam.
- Podobno Eric puścił jakąś plotkę.
- Eric? Ale przecież on…
- Molly – przerwałam jej, bo wiedziałam, że zapuści się w zbyt mroczne rejony. – Nie myśl o tym. Pewnie chciał ci dopiec.
- I całkiem przypadkiem trafił w dziesiątkę, nie? – Spojrzała na mnie smutno.
A ja na to już nie potrafiłam odpowiedzieć. Chwyciłam ją tylko za rękę i lekko ścisnęłam, uśmiechając się do niej życzliwie.
- W każdym razie uważaj – poprosiła. – Nie daj mu się omamić.
- Nie dam – zapewniłam. – Obiecuję ci to.
- A jak układa ci się z Danny’m? – zapytałam po chwili, wkładając sobie do ust kawałek sernika. - Zaprosił mnie na bal. – Molly wzruszyła ramionami. - To wiem. – Tym razem ja wywróciłam oczami. – Pytam jakie łączą was relacje. No bo chyba bez powodu nie zaprosiłby cię na ten bal, prawda? - Zaprosił mnie tylko dlatego, że rozstał się z Janną i nie ma z kim iść. - Naprawdę tak myślisz? Molly westchnęła. - Sama nie wiem, co mam myśleć. – Odchyliła się na oparcie krzesła. – A ty? Co o tym myślisz? Czemu nagle stał się dla mnie taki miły? - Moim zdaniem już dawno by się do ciebie zbliżył, tylko Janna go ograniczała. - Jasne, a on nie ma własnego zdania – parsknęła. - Molly, pomógł ci w naprawdę ciężkim dla ciebie okresie. Mógł to wszystko olać, zostawić, a jednak tego nie zrobił. Pojechał tam z tobą, był przy tobie po wszystkim. To chyba coś znaczy, co? Moja przyjaciółka uśmiechnęła się delikatnie. - Jest naprawdę świetnym przyjacielem. - Tylko przyjacielem? – Popatrzyłam na nią podejrzliwie. - Tak, Niki, tylko przyjacielem – odparła, wywracając oczami. Zaśmiałam się. Pogadałyśmy jeszcze trochę, a potem opuściłyśmy kawiarnię.
W końcu nadszedł ten dzień – bal. Cały
dzień chodzę zdenerwowana i przyznam że się boję. Przygotowywałam się od rana.
Pogoda zbytnio się nie udała, gdyż pada, a promienie słońca wymieniają się z
nową partią chmur. Gdy ubierałam sukienkę, poprosiłam tatę aby zapiął mi
naszyjnik.
- Pięknie dzisiaj wyglądasz. Ten chłopak ma
szczęście, że umówił się z taką ślicznotką jak ty.
- Tato… - rzekłam, wywracając oczami.
- No co ? Mama powiedziałaby to samo. –
powiedział, po czym na jego twarzy z uśmiechu powstała smutna mina.
- Wiem, ja też za nią tęsknię. – mówiąc,
odwróciłam się w jego stronę i mocno przytuliłam.
Nagle pod domem usłyszeliśmy klakson
samochodu.
- O, to pewnie on. Muszę go poznać. –
uśmiechnął się i zszedł na dół, gdyż rozległ się dzwonek do drzwi. Wzięłam
głęboki wdech i poprawiłam szminką usta. Odgarnęłam włosy, wzięłam torebkę i
zeszłam po schodach na dół. W korytarzu przy drzwiach wejściowych zobaczyłam
Erika. Rozmawiał z moim tatą. Miał na sobie długi czarny płaszcz z postawionym
kołnierzem i rękami w kieszeniach. Włosy miał postawione na żelu, zaczesane na
Vanillia Ice. Na dźwięk moich kroków, oboje spojrzeli w moją stronę. Obaj
uśmiechnęli się na mój widok. Podeszłam do nich a Erik cmoknął mnie w usta,
mówiąc:
- Witaj kochanie, przepięknie wyglądasz.
Zaraz zaraz, „kochanie” ? Od kiedy my
jesteśmy w związku ? Byłam w lekkim szoku, na co Erik przymrużył oczy a ja
zmieniłam wyraz twarzy na uśmiech. Muszę z nim poważnie porozmawiać.
- Uważajcie na drodze, a Ty młodzieńcze
uważaj na moją Księżniczkę.
- Oczywiście proszę pana, gdy będzie
potrzeba będę ją nosił na rękach. – uśmiechnął się i pomógł mi ubrać płaszcz.
- Pa tato. – pożegnałam go buziakiem w
policzek.
- Miłej zabawy. – uśmiechnął się
serdecznie, a z Erikiem wymienił uścisk dłoni i wyszliśmy przed dom. Samochód
bruneta, Audi TT aż biło w oczy swoją bielą a światła świeciły jasnymi LED’ami.
Podprowadził mnie pod drzwi od strony pasażera, otworzył je i zamknął gdy
wsiadłam do auta, a sekundę później już sam siedział za kierownicą. Odpalił
silnik, który zaryczał od ilości dodanego gazu. Spokojnie wycofaliśmy na główną
drogę, a gdy mój dom znikł z pola widzenia, Erik dodał gazu.
- Gdzie Ci się tak spieszy ? – zapytałam,
poprawiając się w fotelu.
- Musimy jeszcze jechać do mnie,
zapomniałem czegoś. – rzekł, gdy zatrzymaliśmy się na światłach. Kiwnęłam głową
akceptując co powiedział. Minutę później byliśmy pod jego domem. Brama
automatycznie się otwarła i wjechaliśmy na podwórko. Nawet nie wiem jak to
nazwać. Dom był duży, dwupiętrowy, garaże znajdowały się po prawej stronie. Gdy
się zatrzymaliśmy, do samochodu podbiegły dwa długowłose owczarki niemieckie. -
Wracam za minutę. – spojrzał na mnie i wyszedł z auta.
Zamknął drzwi, a psy ruszyły za nim, kiedy zaczął biec. Rozejrzałam się po aucie. Moją uwagę przyciągnęło radio, ponieważ siedziałam w ciszy. Włączyłam je, ale fale nie odbierały. Zaczęłam szukać innej stacji i wtedy przez przypadek wcisnęłam CD. W głośnikach rozbrzmiał męski głos: „If I could make my silence…”. Piosenka wpadła mi w ucho, więc podgłośniłam. Kiedy brzmiał refren, wrócił Erik. Usiadł na fotelu i przerażony wyłączył radio i wyciągnął płytę niemal wrzeszcząc na mnie:
- Co Ty robisz ?! Czemu to włączyłaś ?!
- Przepraszam, chciałam włączyć radio. To Ty śpiewasz ?
- Nieważne. – rzekł, po czym wypuścił głośno powietrze z płuc. – Niegrzeczna się robisz. – uśmiechnął się przebiegle i spojrzał na mnie kątem oka, a jego ręka wylądowała na moim kolanie i wędrowała w górę.
- Chyba raczej ty. – mówiąc, zatrzymałam jego dłoń, gdy była w połowie mojego uda. – Jedziemy ? chyba że chcesz się spóźnić.
- W tej chwili mi się nigdzie nie śpieszy. – mówiąc, przybliżył się do mnie tak blisko, że nasze usta dzieliło parę centymetrów.
- Możesz mi wyjaśnić… - przerwał mi, przykładając palec do ust.
- Ciii, nie psuj takiej chwili. – szepnął i zbliżył swoje usta na tyle, bym mogła poczuć jego ciepły oddech, przez który dostałam gęsiej skórki. Gdy byłam już gotowa na pocałunek, on najzwyczajniej na świecie odsunął się ode mnie, a gdy zobaczył moją minę, zaśmiał się i powiedział: - No nie mów że myślałaś, że Cię pocałuję.
Zamknął drzwi, a psy ruszyły za nim, kiedy zaczął biec. Rozejrzałam się po aucie. Moją uwagę przyciągnęło radio, ponieważ siedziałam w ciszy. Włączyłam je, ale fale nie odbierały. Zaczęłam szukać innej stacji i wtedy przez przypadek wcisnęłam CD. W głośnikach rozbrzmiał męski głos: „If I could make my silence…”. Piosenka wpadła mi w ucho, więc podgłośniłam. Kiedy brzmiał refren, wrócił Erik. Usiadł na fotelu i przerażony wyłączył radio i wyciągnął płytę niemal wrzeszcząc na mnie:
- Co Ty robisz ?! Czemu to włączyłaś ?!
- Przepraszam, chciałam włączyć radio. To Ty śpiewasz ?
- Nieważne. – rzekł, po czym wypuścił głośno powietrze z płuc. – Niegrzeczna się robisz. – uśmiechnął się przebiegle i spojrzał na mnie kątem oka, a jego ręka wylądowała na moim kolanie i wędrowała w górę.
- Chyba raczej ty. – mówiąc, zatrzymałam jego dłoń, gdy była w połowie mojego uda. – Jedziemy ? chyba że chcesz się spóźnić.
- W tej chwili mi się nigdzie nie śpieszy. – mówiąc, przybliżył się do mnie tak blisko, że nasze usta dzieliło parę centymetrów.
- Możesz mi wyjaśnić… - przerwał mi, przykładając palec do ust.
- Ciii, nie psuj takiej chwili. – szepnął i zbliżył swoje usta na tyle, bym mogła poczuć jego ciepły oddech, przez który dostałam gęsiej skórki. Gdy byłam już gotowa na pocałunek, on najzwyczajniej na świecie odsunął się ode mnie, a gdy zobaczył moją minę, zaśmiał się i powiedział: - No nie mów że myślałaś, że Cię pocałuję.
Poprawiam się na fotelu i odgarnęłam włosy,
a chłopak kręcąc głową odpalił silnik i ruszyliśmy w stronę szkoły. Czułam się
zażenowana. Trudno go rozgryźć. Może rzeczywiście jest typowym chłopakiem
szukającym laski na jedną noc ? Nagle Erik dał po hamulcach co wyrwało mnie z
przemyśleń.
- Co za debil ! Kto Ci dał kurwa prawo
jazdy ?!
Serce nadal gwałtownie mi biło, a wzrok
bruneta z samochodu naprzeciw wylądował na mnie. To był Robin. W tym właśnie
momencie poczułam jakbym go zdradziła.
- No tak, mogłem się spodziewać że to on.
Robin ruszył z piskiem opon przed siebie,
lecz inną trasą niż my. Po paru minutach byliśmy pod szkołą. Erik otworzył mi
drzwi i pomógł wysiąść. Oddaliśmy płaszcze do szatni i weszliśmy na salę
gimnastyczną. Było już wiele osób które znałam, a gdy zobaczyli mnie z Erikiem
poczułam się obserwowana. Widziałam jak szepczą między sobą i to sprawiało że
czułam się źle.
- Nie przejmuj się, czuj się jakbyś była
moją dziewczyną. – rzekł Erik dodając mi słowa otuchy.
- A jak to jest udawać, że się jest czyjąś
dziewczyną ? – brunet spojrzał na mnie zaskoczony. Widziałam że zaskoczyłam go
tym pytaniem, zmieszał się, lecz po chwili złapał mnie za dłoń i wyciągnął na
parkiet. Wykonałam lekki obrót i zaczęliśmy się kołysać do rytmu wolnej
piosenki. Gdzieś w tłumie zobaczyłam Molly która też tańczyła z Danny’m.
Pomachałam jej i uśmiechnęłam się.
- Pięknie dzisiaj wyglądasz.
- Dziękuję. – uśmiechnęłam się nieśmiało. –
Dlaczego akurat mnie zaprosiłeś na bal ?
Brunet zamyślił się na chwilkę, zupełnie
tak, jakby się zastanawiał czemu mnie zaprosił.
- Sam nie wiem. Wydajesz się wyjątkowa,
zupełnie inna niż wszystkie dotąd mi poznane dziewczyny.
- To znaczy ?
Chłopak nic nie odpowiedział, lecz jego
prawa dłoń z mojego biodra przeniosła się na mój policzek.
- Zupełnie jakbyś była z innej bajki. –
spojrzał mi głęboko w oczy i gdy byliśmy już wystarczająco blisko, ktoś Erika
odciągnął ode mnie. Moje obawy były słuszne.
- Dotknij ją jeszcze raz a pożałujesz !
- Robin przestań ! – powiedziałam błagalnym
tonem. Wokół nas zrobiło się kółko gapiów. Serce gwałtownie mi przyspieszyło.
Bałam się.
- Bo co mi zrobisz ? – wrócił ten sam Erik,
którego widuję w szkole. Poważny i cwaniakowaty.
- Uważaj bo jeszcze trochę i się
przekonasz.
- Szkoda mi czasu na takie pierdoły. – Erik
machnął ręką i odwrócił się. Robin złapał go za ramię, a brunet odpłacił mu za
to pięścią. Rob upadł na podłogę.
- Erik ! – złapałam go za ramię, lecz on
mnie odgonił, a sam pochylił się i ręką złapał Robina za koszulę, karząc mu
wstać. Kiedy Erik zrobił zamach, by ponownie uderzyć Robina pięścią, ten zrobił
unik i teraz Erik leżał na podłodze. Robin na nim usiadł i okładał Erika
pięściami. Nie wiem co we mnie wstąpiło, ale rzuciłam się na Robina krzycząc i
wrzeszcząc, aby go zostawił, lecz sama oberwałam w twarz. Gdy upadłam, Robin
zostawił chłopaka i odwrócił się do mnie.
- Niki przepraszam, nic ci….
Wtedy Erik w końcu zrobił kontr-atak. Wtedy
w końcu wpadł Mattias z Danny’m by oddzielić chłopaków od siebie. Robin miał
podbite oko, a Erik złamany nos. Tak mi się wydaje, ponieważ na ziemię kapała
mu krew. Oboje patrzyli na siebie gniewnie, a na mnie nikt nie zwrócił uwagi,
że nadal siedziałam na podłodze. Szybko wstałam i wybiegłam na zewnątrz.
- Niki ! – usłyszałam za sobą, lecz nie
wiedziałam kto to powiedział, ponieważ zaczęłam szlochać. Pobiegłam na boisko
szkolne gdzie usiadłam na jednej z ławeczek i zalałam się łzami.
- Nicole ! – słyszałam kroki w moim
kierunku lecz już nawet nie miałam siły gdziekolwiek uciekać. – Niki, strasznie
Cię przepraszam, on mnie sprowokował. – to był Erik. – Chodź pojedziemy do
domu.
Podniosłam oczy, a chusteczki które trzymał
brunet przy nosie były przekrwawione.
- O Boże Erik, ty strasznie krwawisz.
Jedziemy do szpitala, to może być złamanie.
- Nie, ze mną wszystko okej. – wyglądał na
znacznie bladszego niż zwykle.
- Chodź, jedziemy, zaraz zacznie padać.
Ruszył się wiatr a dookoła było ciemniej
niż zwykle. Pomogłam chłopakowi dojść do samochodu i gdy ruszyliśmy, zaczęło
się oberwanie chmury. Prowadziłam a nie widziałam kompletnie nic przed sobą.
Nie jechałam zbyt szybko, ale chciałam czym prędzej być w szpitalu. Z
naprzeciwka widziałam światła tira, lecz nie zauważyłam ostrego zakrętu...
