26 grudnia 2013

:.9.:

Kiedy wychodziłam z zajęć, przy szafce spotkałam Robina. Widać było że mnie unika, gdyż nawet na mnie nie spojrzał, kiedy powiedziałam mu tradycyjne 'cześć'.
- Robin ! Robin zaczekaj !
Chłopak zatrzymał się i skierował głowę na prawo, aby widzieć mnie kątem oka.
- Chciałabym pogadać. - rzekłam, gdy zatrzymałam się obok. Brunet westchnął i odwrócił się w moją stronę, zakładając ręce. - Słuchaj, wiem że jesteś na mnie zły, że wróciłam do Gondolen...

- Oraz... - dopowiedział.
- Oraz za to, że obiecałam że tam nie pójdę a jednak to zrobiłam. Zaraz, skąd wiedziałeś, że tam wróciłam ?
- Śledziłem cię. - rzekł ze złością w oczach. - I dobrze zrobiłem.
- Jak to śledziłeś ? Nie ufasz mi ?
- Teraz już sam nie wiem.
Zapadła krępująca cisza, którą zagłuszały jedynie głosy innych studentów mijających nas na korytarzu.
- Dlaczego tam wróciłaś ? Prosiłem cię, żebyś została w domu. Mogło ci się coś stać.
- Ale nic mi się nie stało.
- Ale byłas pijana ! A ten laluś to mógł wykorzystać ! I cię przelecieć ! - rzekł na tyle głośno, bym mogła usłyszeć, lecz inni nie. - Mogłaś skończyć jak Molly.
- Skąd o niej wiesz ?
- Eric puścił plotkę że była w ciąży.
- Do niczego nie doszło. - powiedziałam ciszej.
- Masz szczęście. Jeżeli ten laluś by cię tknął, połamałbym mu wszystkie kości.
- Nie dałbyś rady z takimi mięśniami. - jak na zawołanie wyrasta obok nas Erik, który opiera się ręką o szafkę za moją głową.
- Czego tu chcesz ? Nie widzisz że rozmawiamy ? - zawarczał Robin.
- O mnie z tego co słyszałem.
- Erik odejdź, chcemy spokojnie pogadać. - rzekłam z prośbą w głosie.
- Ale już chyba skończyliście. Coś jeszcze chciałeś Robin ? - zapytał Erik, obejmując mnie tą samą ręką, która opierała się o szafkę. Chłopakowi ciśnienie znacznie się podniosło.
- Tak, chciałem się jeszcze upewnić, czy Niki na pewno idzie ze mną na bal. - skierował wzrok na mnie.
- Z tobą ? Przecież już chyba wszyscy wiedzą że idzie ze mną.
Zdębiałam. Totalnie mnie tym zaskoczył. Robin coraz szybciej oddychał, a jego zaciśnięte pięści zrobiły się sine.
- Rób jak uważasz Niki. - Robin rozłożył ręce w geście poddania i wyszedł z budynku trzaskając drzwiami.
- Robin ! - zawołałam za nim, lecz mnie już nie słyszał. Przez szybę widziałam że wsiadł do samochodu i odjechał.
Erik pochylił się nade mną i szepnął mi do ucha:

- Już się nie mogę doczekać, to będzie noc, której długo nie zapomnimy. - po czym przygryzł mój płatek ucha, przy okazji kładąc prawą dłoń na moim brzuchu i skutecznie mnie przytrzymując, ponieważ ugięły się pode mną kolana.
Cmoknął mnie jeszcze w policzek i odszedł jak gdyby nigdy nic, a ja omal nie osunęłam się na podłogę.
Kiedy próbowałam odzyskać kontakt ze światem, podeszła do mnie Molly.
- Co ci jest? – zapytała. – Wyglądasz, jakbyś miała zaraz zejść na zawał.
- I tak się czuję – powiedziałam cicho.
Brunetka rozejrzała się dookoła i widząc oddalającego się Erika, przybrała minę „Okej, rozumiem. Nie musisz nic mówić”. Wzięła mnie pod ramię i ruszając w lewo, powiedziała:
- Chodź, idziemy na dobre ciacho. Ja stawiam.
- Ty? – zdziwiłam się. – A to nowość.
Brunetka wytknęła do mnie język, ale nic nie powiedziała. Idąc do drzwi uniwerku, przechodziłyśmy obok grupki chłopaków, w tym Erika, który widząc nas, puścił mi oczko.

- No to słucham. Co ten przystojny gbur znowu zrobił, że ty byłaś w takim stanie, w jakim byłaś? – zagadnęła Molly, gdy zajęłyśmy miejsca przy jednym ze stolików w pobliskiej kafejce.
- Przystojny gbur? – Uniosłam pytająco brew, na co moja przyjaciółka tylko wywróciła oczami. Opowiedziałam jej całą sytuację z chłopakami, a gdy zacytowałam końcowe słowa Erika, brunetka zakrztusiła się swoją kawą.
- Co?!
- Ciszej! – warknęłam, klepiąc ją po plecach. Kilka osób spojrzało na nas ze złością.
- Niki… może Robin miał rację?
- Z czym?
- Że zadając się z Erikiem, możesz skończyć jak ja – mruknęła cicho, spuszczając smutno głowę. – W ogóle skąd on o tym wie?
Westchnęłam.
- Podobno Eric puścił jakąś plotkę.
- Eric? Ale przecież on…
- Molly – przerwałam jej, bo wiedziałam, że zapuści się w zbyt mroczne rejony. – Nie myśl o tym. Pewnie chciał ci dopiec.
- I całkiem przypadkiem trafił w dziesiątkę, nie? – Spojrzała na mnie smutno.
A ja na to już nie potrafiłam odpowiedzieć. Chwyciłam ją tylko za rękę i lekko ścisnęłam, uśmiechając się do niej życzliwie.
- W każdym razie uważaj – poprosiła. – Nie daj mu się omamić.
- Nie dam – zapewniłam. – Obiecuję ci to.
 

- A jak układa ci się z Danny’m? – zapytałam po chwili, wkładając sobie do ust kawałek sernika. - Zaprosił mnie na bal. – Molly wzruszyła ramionami. - To wiem. – Tym razem ja wywróciłam oczami. – Pytam jakie łączą was relacje. No bo chyba bez powodu nie zaprosiłby cię na ten bal, prawda? - Zaprosił mnie tylko dlatego, że rozstał się z Janną i nie ma z kim iść. - Naprawdę tak myślisz? Molly westchnęła. - Sama nie wiem, co mam myśleć. – Odchyliła się na oparcie krzesła. – A ty? Co o tym myślisz? Czemu nagle stał się dla mnie taki miły? - Moim zdaniem już dawno by się do ciebie zbliżył, tylko Janna go ograniczała. - Jasne, a on nie ma własnego zdania – parsknęła. - Molly, pomógł ci w naprawdę ciężkim dla ciebie okresie. Mógł to wszystko olać, zostawić, a jednak tego nie zrobił. Pojechał tam z tobą, był przy tobie po wszystkim. To chyba coś znaczy, co? Moja przyjaciółka uśmiechnęła się delikatnie. - Jest naprawdę świetnym przyjacielem. - Tylko przyjacielem? – Popatrzyłam na nią podejrzliwie. - Tak, Niki, tylko przyjacielem – odparła, wywracając oczami. Zaśmiałam się. Pogadałyśmy jeszcze trochę, a potem opuściłyśmy kawiarnię. 
W końcu nadszedł ten dzień – bal. Cały dzień chodzę zdenerwowana i przyznam że się boję. Przygotowywałam się od rana. Pogoda zbytnio się nie udała, gdyż pada, a promienie słońca wymieniają się z nową partią chmur. Gdy ubierałam sukienkę, poprosiłam tatę aby zapiął mi naszyjnik.
- Pięknie dzisiaj wyglądasz. Ten chłopak ma szczęście, że umówił się z taką ślicznotką jak ty.
- Tato… - rzekłam, wywracając oczami.
- No co ? Mama powiedziałaby to samo. – powiedział, po czym na jego twarzy z uśmiechu powstała smutna mina.
- Wiem, ja też za nią tęsknię. – mówiąc, odwróciłam się w jego stronę i mocno przytuliłam.
Nagle pod domem usłyszeliśmy klakson samochodu.
- O, to pewnie on. Muszę go poznać. – uśmiechnął się i zszedł na dół, gdyż rozległ się dzwonek do drzwi. Wzięłam głęboki wdech i poprawiłam szminką usta. Odgarnęłam włosy, wzięłam torebkę i zeszłam po schodach na dół. W korytarzu przy drzwiach wejściowych zobaczyłam Erika. Rozmawiał z moim tatą. Miał na sobie długi czarny płaszcz z postawionym kołnierzem i rękami w kieszeniach. Włosy miał postawione na żelu, zaczesane na Vanillia Ice. Na dźwięk moich kroków, oboje spojrzeli w moją stronę. Obaj uśmiechnęli się na mój widok. Podeszłam do nich a Erik cmoknął mnie w usta, mówiąc:
- Witaj kochanie, przepięknie wyglądasz.
Zaraz zaraz, „kochanie” ? Od kiedy my jesteśmy w związku ? Byłam w lekkim szoku, na co Erik przymrużył oczy a ja zmieniłam wyraz twarzy na uśmiech. Muszę z nim poważnie porozmawiać.
- Uważajcie na drodze, a Ty młodzieńcze uważaj na moją Księżniczkę.
- Oczywiście proszę pana, gdy będzie potrzeba będę ją nosił na rękach. – uśmiechnął się i pomógł mi ubrać płaszcz.
- Pa tato. – pożegnałam go buziakiem w policzek.
- Miłej zabawy. – uśmiechnął się serdecznie, a z Erikiem wymienił uścisk dłoni i wyszliśmy przed dom. Samochód bruneta, Audi TT aż biło w oczy swoją bielą a światła świeciły jasnymi LED’ami. Podprowadził mnie pod drzwi od strony pasażera, otworzył je i zamknął gdy wsiadłam do auta, a sekundę później już sam siedział za kierownicą. Odpalił silnik, który zaryczał od ilości dodanego gazu. Spokojnie wycofaliśmy na główną drogę, a gdy mój dom znikł z pola widzenia, Erik dodał gazu.
- Gdzie Ci się tak spieszy ? – zapytałam, poprawiając się w fotelu.
- Musimy jeszcze jechać do mnie, zapomniałem czegoś. – rzekł, gdy zatrzymaliśmy się na światłach. Kiwnęłam głową akceptując co powiedział. Minutę później byliśmy pod jego domem. Brama automatycznie się otwarła i wjechaliśmy na podwórko. Nawet nie wiem jak to nazwać. Dom był duży, dwupiętrowy, garaże znajdowały się po prawej stronie. Gdy się zatrzymaliśmy, do samochodu podbiegły dwa długowłose owczarki niemieckie. - Wracam za minutę. – spojrzał na mnie i wyszedł z auta.
Zamknął drzwi, a psy ruszyły za nim, kiedy zaczął biec. Rozejrzałam się po aucie. Moją uwagę przyciągnęło radio, ponieważ siedziałam w ciszy. Włączyłam je, ale fale nie odbierały. Zaczęłam szukać innej stacji i wtedy przez przypadek wcisnęłam CD. W głośnikach rozbrzmiał męski głos: „If I could make my silence…”. Piosenka wpadła mi w ucho, więc podgłośniłam. Kiedy brzmiał refren, wrócił Erik. Usiadł na fotelu i przerażony wyłączył radio i wyciągnął płytę niemal wrzeszcząc na mnie: 
- Co Ty robisz ?! Czemu to włączyłaś ?! 
- Przepraszam, chciałam włączyć radio. To Ty śpiewasz ? 
- Nieważne. – rzekł, po czym wypuścił głośno powietrze z płuc. – Niegrzeczna się robisz. – uśmiechnął się przebiegle i spojrzał na mnie kątem oka, a jego ręka wylądowała na moim kolanie i wędrowała w górę. 
- Chyba raczej ty. – mówiąc, zatrzymałam jego dłoń, gdy była w połowie mojego uda. – Jedziemy ? chyba że chcesz się spóźnić. 
- W tej chwili mi się nigdzie nie śpieszy. – mówiąc, przybliżył się do mnie tak blisko, że nasze usta dzieliło parę centymetrów. 
- Możesz mi wyjaśnić… - przerwał mi, przykładając palec do ust. 
- Ciii, nie psuj takiej chwili. – szepnął i zbliżył swoje usta na tyle, bym mogła poczuć jego ciepły oddech, przez który dostałam gęsiej skórki. Gdy byłam już gotowa na pocałunek, on najzwyczajniej na świecie odsunął się ode mnie, a gdy zobaczył moją minę, zaśmiał się i powiedział: - No nie mów że myślałaś, że Cię pocałuję. 
Poprawiam się na fotelu i odgarnęłam włosy, a chłopak kręcąc głową odpalił silnik i ruszyliśmy w stronę szkoły. Czułam się zażenowana. Trudno go rozgryźć. Może rzeczywiście jest typowym chłopakiem szukającym laski na jedną noc ? Nagle Erik dał po hamulcach co wyrwało mnie z przemyśleń.
- Co za debil ! Kto Ci dał kurwa prawo jazdy ?!
Serce nadal gwałtownie mi biło, a wzrok bruneta z samochodu naprzeciw wylądował na mnie. To był Robin. W tym właśnie momencie poczułam jakbym go zdradziła.
- No tak, mogłem się spodziewać że to on.
Robin ruszył z piskiem opon przed siebie, lecz inną trasą niż my. Po paru minutach byliśmy pod szkołą. Erik otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść. Oddaliśmy płaszcze do szatni i weszliśmy na salę gimnastyczną. Było już wiele osób które znałam, a gdy zobaczyli mnie z Erikiem poczułam się obserwowana. Widziałam jak szepczą między sobą i to sprawiało że czułam się źle.
- Nie przejmuj się, czuj się jakbyś była moją dziewczyną. – rzekł Erik dodając mi słowa otuchy.
- A jak to jest udawać, że się jest czyjąś dziewczyną ? – brunet spojrzał na mnie zaskoczony. Widziałam że zaskoczyłam go tym pytaniem, zmieszał się, lecz po chwili złapał mnie za dłoń i wyciągnął na parkiet. Wykonałam lekki obrót i zaczęliśmy się kołysać do rytmu wolnej piosenki. Gdzieś w tłumie zobaczyłam Molly która też tańczyła z Danny’m. Pomachałam jej i uśmiechnęłam się.
- Pięknie dzisiaj wyglądasz.
- Dziękuję. – uśmiechnęłam się nieśmiało. – Dlaczego akurat mnie zaprosiłeś na bal ?
Brunet zamyślił się na chwilkę, zupełnie tak, jakby się zastanawiał czemu mnie zaprosił.
- Sam nie wiem. Wydajesz się wyjątkowa, zupełnie inna niż wszystkie dotąd mi poznane dziewczyny.
- To znaczy ?
Chłopak nic nie odpowiedział, lecz jego prawa dłoń z mojego biodra przeniosła się na mój policzek.
- Zupełnie jakbyś była z innej bajki. – spojrzał mi głęboko w oczy i gdy byliśmy już wystarczająco blisko, ktoś Erika odciągnął ode mnie. Moje obawy były słuszne.
- Dotknij ją jeszcze raz a pożałujesz !
- Robin przestań ! – powiedziałam błagalnym tonem. Wokół nas zrobiło się kółko gapiów. Serce gwałtownie mi przyspieszyło. Bałam się.
- Bo co mi zrobisz ? – wrócił ten sam Erik, którego widuję w szkole. Poważny i cwaniakowaty.
- Uważaj bo jeszcze trochę i się przekonasz.
- Szkoda mi czasu na takie pierdoły. – Erik machnął ręką i odwrócił się. Robin złapał go za ramię, a brunet odpłacił mu za to pięścią. Rob upadł na podłogę.
- Erik ! – złapałam go za ramię, lecz on mnie odgonił, a sam pochylił się i ręką złapał Robina za koszulę, karząc mu wstać. Kiedy Erik zrobił zamach, by ponownie uderzyć Robina pięścią, ten zrobił unik i teraz Erik leżał na podłodze. Robin na nim usiadł i okładał Erika pięściami. Nie wiem co we mnie wstąpiło, ale rzuciłam się na Robina krzycząc i wrzeszcząc, aby go zostawił, lecz sama oberwałam w twarz. Gdy upadłam, Robin zostawił chłopaka i odwrócił się do mnie.
- Niki przepraszam, nic ci….
Wtedy Erik w końcu zrobił kontr-atak. Wtedy w końcu wpadł Mattias z Danny’m by oddzielić chłopaków od siebie. Robin miał podbite oko, a Erik złamany nos. Tak mi się wydaje, ponieważ na ziemię kapała mu krew. Oboje patrzyli na siebie gniewnie, a na mnie nikt nie zwrócił uwagi, że nadal siedziałam na podłodze. Szybko wstałam i wybiegłam na zewnątrz.
- Niki ! – usłyszałam za sobą, lecz nie wiedziałam kto to powiedział, ponieważ zaczęłam szlochać. Pobiegłam na boisko szkolne gdzie usiadłam na jednej z ławeczek i zalałam się łzami.
- Nicole ! – słyszałam kroki w moim kierunku lecz już nawet nie miałam siły gdziekolwiek uciekać. – Niki, strasznie Cię przepraszam, on mnie sprowokował. – to był Erik. – Chodź pojedziemy do domu.
Podniosłam oczy, a chusteczki które trzymał brunet przy nosie były przekrwawione.
- O Boże Erik, ty strasznie krwawisz. Jedziemy do szpitala, to może być złamanie.
- Nie, ze mną wszystko okej. – wyglądał na znacznie bladszego niż zwykle.
- Chodź, jedziemy, zaraz zacznie padać.
Ruszył się wiatr a dookoła było ciemniej niż zwykle. Pomogłam chłopakowi dojść do samochodu i gdy ruszyliśmy, zaczęło się oberwanie chmury. Prowadziłam a nie widziałam kompletnie nic przed sobą. Nie jechałam zbyt szybko, ale chciałam czym prędzej być w szpitalu. Z naprzeciwka widziałam światła tira, lecz nie zauważyłam ostrego zakrętu...

24 grudnia 2013

WESOŁYCH ŚWIĄT!



                Kochani, miałam tego nie robić i nie pisać świątecznego postu, ponieważ ogarnął mnie świąteczny leń, ale jednak zmieniłam zdanie.
                Życzę Wam wesołych, zdrowych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia. Byście spędzili je w rodzinnej i miłej atmosferze. By Mikołaj przyniósł Wam dużo prezentów, na widok których na Waszych twarzach zagości szeroki uśmiech. Na stole samych pyszności, po których będzie trzeba zrzucić parę kilo ;) No i wytrwałości w tym zrzucaniu :D
                WESOŁYCH ŚWIĄT! 

                HO, HO, HO! :D


17 września 2013

:.8.:



- Jesteś gotowa? – spytał Dan, parkując samochód.
- Na coś takiego można być gotowym? – Odpięłam pas bezpieczeństwa i opierając głowę o zagłówek, wzięłam głęboki oddech.
Danny położył dłoń na mojej i rzekł:
- Jeszcze możesz się wycofać.
Pokręciłam smutno głową.
- Nie mogę – rzekłam cicho. W gardle pojawiła mi się ogromna gula, która uniemożliwiała mi mówienie.
Wysiadłam z samochodu, a Danny zaraz za mną. Na drżących kolanach weszłam do budynku, w którym za chwilę moje dziecko straci szansę na beztroskie dzieciństwo, pierwsze zauroczenia, miłość. Na życie.
Recepcjonistka powiedziała nam, gdzie mamy się udać. Na moment stanęłam, niezdolna do jakiegokolwiek ruchu. Miałam ochotę zawrócić, wracać do domu i o wszystkim zapomnieć. Za dziewięć miesięcy urodziłabym i, choć byłabym samotną matką, może wszystko by się jakoś ułożyło. Ale nie mogłam. Musiałam doprowadzić sprawę do końca.
- Molly? - rzekł Dan z troską w głosie.
Pokręciłam tylko głową.
- Wszystko okej. Chodźmy.
Ruszyłam przed siebie szybkim krokiem, nawet nie patrząc zbytnio gdzie idę. Chciałam mieć to już za sobą. Danny dreptał za mną. Odezwał się dopiero wtedy, kiedy minęłam gabinet, w którym miałam mieć zabieg. Gdy się zatrzymałam, Danny wziął mnie w ramiona. Nawet nie wiedziałam, że cała drżę.
- Spokojnie, jestem z tobą. Wszystko będzie dobrze.
Szczerze? Gdybym była tam sama, zwariowałabym. Tylko dzięki niemu jeszcze stamtąd nie zwiałam, gdzie pieprz rośnie.
Odsunęłam się od niego i otarłam łzę.
- Chcesz, żebym wszedł tam z tobą? - spytał, patrząc mi w oczy.
- Nie. Ale dzięki. - Uśmiechnąłem się słabo.
Blondyn odprowadzał mnie wzrokiem, gdy wchodziłam do gabinetu.
Facet, który miał wykonać zabieg, bo nie wiem, czy można go nazwać lekarzem, już się przygotowywał. Nie miałam nawet chwili na przygotowanie się. Kiedy zobaczyłam te wszystkie narzędzia, zemdliło mnie. Ja nie chcę...
Jednak ostatnie, co pamiętam, to uśmiechnięta twarz Danny'ego. Tylko czemu akurat jego...?
Obudziłam się w jakimś małym, ale czystym pokoju. (nie wiem, czy przed zabiegiem usypiają, ale tak będzie xD). Niedaleko łóżka stał fotel, na którym siedział Danny. Patrzył na mnie, więc gdy otworzyłam oczy, podszedł i usiadł na skraju łóżka.
- Jak się czujesz?
Dobre pytanie...
- Jak morderca - odparłam po chwili milczenia.
Chłopak zmarkotniał, choć jeszcze przed chwilą uśmiechał się, starając się dodać mi otuchy. Milczał, patrząc na mnie.
- Nie patrz tak na mnie - poprosiłam, odwracając głowę.
- Jak?
- Ze współczuciem i litością. Nie potrzebuję tego.
Chłopak westchnął.
- Nie patrzę na ciebie z litością.
Spojrzałam na niego ze łzami w oczach.
- Nie płacz. - Otarł kciukiem przeźroczystą kropelkę, która zdążyła już wypłynąć.
Nie mogłam tego znieść. Chciałam odwrócić się na bok, ale gdy tylko się ruszyłam, syknęłam z bólu.
- Nie ruszaj się!
Ale ja nie słuchałam. Zakryłam dłońmi twarz i zaczęłam szlochać. Czułam się strasznie. Bolało mnie... wszystko. W dodatku wydawało mi się, że Danny patrzy teraz na mnie nie tylko z litością, ale też jak na... śmiecia. Głupią idiotkę, która zabiła własne dziecko, bo taki miała kaprys. I w pewnym sensie miałby rację...
Dan jakoś położył się koło mnie i przytulił tak, że nie musiałam zmieniać pozycji. Wtuliłam się w niego, a on głaskał mnie po włosach. Dodatkowo położył rękę na moim brzuchu i... masował. Co prawda to nie był taki ból, który można by było rozmasować, ale... To naprawdę mi pomogło. Dało mi jakiś taki wewnętrzny spokój.
Po jakimś czasie zasnęłam.

Kilka dni później...

Postanowiłam, że czas wracać. W klinice spędziłam dwie godziny, potem przenieśliśmy się do hotelu, choć nadal byłam słaba i obolała. Jeśli o mnie chodzi, mogłabym tam zostać już na zawsze. Nie uśmiechało mi się wracać, kiedy wiedziałam, co czeka mnie na uczelni. Nikt poza Nicole nie wiedział, że jadę usunąć ciążę i to w dodatku z Danny'm, ale mnie się wydawało, że wiedzą o tym wszyscy i teraz będą mnie wytykać palcami. Jak się okazało, niewiele się pomyliłam...
Od razu po powrocie czekała mnie konfrontacja z Janną. Gdy tylko weszliśmy na korytarz, dziewczyna podeszła do nas i strzeliła mi w twarz, krzycząc, że jestem kurwą. Oczywiście wszyscy zaczęli się na nas gapić. A ja… zwyczajnie miałam już wszystkiego dość. Zostałam zgwałcona, w wyniku czego zaszłam w ciążę, którą musiałam usunąć ze względu na matkę, którą ta wiadomość by zabiła. W dodatku kocham skrycie chłopaka, który ma dziewczynę, a ów dziewczyna wyzywa mnie od szmat. Chyba każdy się ze mną zgodzi, że to za dużo jak na studentkę muzyki, prawda?
Dlatego wtedy zagotowało się we mnie.
- Posłuchaj, paniusiu – zaczęłam, na co Janna zmrużyła oczy. – Nigdy więcej tak do mnie nie mów, rozumiesz? Za kogo ty się uważasz, co? Myślisz, że jak chodzisz z Danny’m Saucedo, to wszystko ci wolno? Że możesz pomiatać ludźmi jak rzeczami? – Janna otwierała usta, żeby coś powiedzieć, ale nie dopuściłam jej do głosu. – Milcz! – rozkazałam. – Wbij sobie do tej tępej główki, że ludzie to nie rzeczy! Danny też! Zachowujesz się, jakby był twoją własnością, a czy choć przez chwilę pomyślałaś, jak on się czuje? Może on chciałby czasem się z kimś spotkać, a nie tylko z tobą?
Patrzyłam, jak jej twarz aż czerwienieje ze złości i czekałam na jej reakcję.
Długo czekać nie musiałam.
Wokół panowała cisza, gdy Janna ryknęła niczym wściekłe zwierzę i rzuciła się na mnie. Zaczęłyśmy się szarpać. Musieli nas rozdzielać, bo byśmy sobie powyrywały włosy i pewnie na tym by się nie skończyło. Danny, który przez cały ten czas stał koło mnie i przyglądał się, jak pouczam Jannę, chwycił mnie w pasie i próbował odciągnąć od brunetki. Ją za to złapał Mattias.
- Zabierz ją stąd! – Dan próbował przekrzyczeć nasze wrzaski, zwracając się do przyjaciela. Ten skinął głową i z niemałym trudem zaciągnął gdzieś dziewczynę. Danny odwrócił mnie przodem do siebie i delikatnie potrząsnął. – Uspokój się!
Spojrzałam na niego z furią w oczach, jednak zaraz ta złość zmieniła się w smutek.
- Przepraszam – powiedziałam cicho.
- Za co? – Widać było, że naprawdę nie rozumie.
- To twoja dziewczyna. Nie powinnam była mówić tego wszystkiego i wtrącać się w wasze sprawy.
- Daj spokój. Dobrze jej nagadałaś. Należało jej się.
Zmarszczyłam brwi. Wszyscy wiedzieli, jaka jest Janna, ale myślałam, że Dan będzie jej bronił. Dziwny ten związek…
Skinęłam niemrawo głową i odeszłam. Odnalazłam Nicole.
- To było ekstra! – pisnęła moja przyjaciółka. – Dobrze jej powiedziałaś.
- Słyszałaś? – spytałam, na co dziewczyna skinęła głową. – Mogłaś mi pomóc.
- Po co? Świetnie sobie poradziłaś. – Wyszczerzyła się.
Wywróciłam oczami.
Po pierwszych zajęciach Nicole mi gdzieś zniknęła. Łaziłam po korytarzu i myślałam nad swoim życiem. Czy kiedyś jeszcze zaznam szczęścia?
W pewnym momencie postanowiłam wyjść przed uniwerek. Za jego budynkiem stała ławeczka, na której studenci czasem siadali i żalili się między sobą na wymagania profesorów. Jeśli ktoś kiedykolwiek myślał, że życie studenta to sielanka i wieczne imprezy, to był w błędzie. Trzeba też zakuwać i to ostro.
Nagle zobaczyłam kłócącą się parę, której szczerze mówiąc, miałam po dziurki w nosie. Jednak moje ciało bez mojej kontroli podniosło się z ławki, a nogi same poprowadziły mnie bliżej Danny’ego i Janny. Schowałam się za drzewem i słuchałam, o czym „rozmawiają”.
- Ona przechodzi teraz trudny okres! – krzyczał Dan, patrząc wściekle na Jannę.
- Ciekawe, skąd TY o tym wiesz!
- Nie jesteś aż tak głupia, żeby nie wiedzieć -  warknął, a mnie o mało oczy nie wyskoczyły z orbit.
Jannę zatkało, jednak nie na długo.
- Aha, więc byłeś z nią!
- Tak, byłem z nią! – wrzasnął tak, że aż podskoczyłam. – I wiesz co? Zrobiłbym to jeszcze raz, gdyby trzeba było.
Zapadła cisza. Jannę znowu zatkało. Mnie zresztą też.
- To nie ma sensu – rzekła Janna i ruszyła w stronę uniwersytetu.
- Masz rację, to nie ma sensu – rzucił Danny. – Nasz związek nie ma sensu.
Znów zapadła cisza. Wszystkiego bym się wtedy spodziewała, ale nie tego.
- Ty… Ty zrywasz ze mną?
- Nazwij to jak chcesz. – I odszedł.
Ja zrobiłam to samo, będąc w głębokim szoku.

Dwa tygodnie później…

Zbliżał się czas wiosennego balu. Wszyscy czekali na to wydarzenie i byli bardzo podnieceni. Wszyscy, z wyjątkiem mnie. Choć po stracie dziecka czułam się lepiej i nieco częściej uśmiechałam, nadal nie miałam ochoty na imprezy czy bale. Zresztą, z kim miałam na ten bal iść? Wszyscy mieli już parę.
Tydzień przed ów balem podszedł do mnie Danny. Zdziwiłam się, bo miałam wrażenie, że mnie unika.
- Hej – rzucił z uśmiechem.
- Cześć. – Również się uśmiechnęłam.
- Jak się czujesz?
- Lepiej, dzięki. – Znów się lekko uśmiechnęłam.
- Uśmiechasz się. To dobry znak.
- Powoli dochodzę do siebie.
Danny przestąpił z nogi na nogę.
- Słuchaj… - zaczął niepewnie. – Ta kawa nam nie wyszła… Może pójdziesz ze mną na bal?
Zatkało mnie. Otworzyłam szeroko oczy. Po sekundzie Dan zamknął mi usta, które, nie wiadomo kiedy, również rozdziawiłam. Chrząknęłam.
- Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł.
- Dlaczego?
- Co na to Janna? – spytałam, udając, że nie wiem o ich rozstaniu. Tak naprawdę wiedziała o tym połowa uniwersytety, o ile nie cały.
- Janna? A co ma do tego Janna? – Był szczerze zdziwiony. Marszczył brwi tak mocno, że utworzyła się z nich jedna linia.
Tylko co ja miałam na to odpowiedzieć?
- Przecież jesteście parą. To z nią powinieneś iść na bal.
Dan roześmiał się w głos.
- Jesteś niesamowita – rzekł ze śmiechem. – Zerwałem z Janną. Nie wierzę, że o tym nie wiesz. Cały uniwerek o tym mówi!
- Nie interesuję się plotkami.
- Tym razem to nie plotki.
Wzruszyłam ramionami.
- To jak? Co z tym balem? – spytał ponownie.
Zastanowiłam się chwilę. W sumie… To by była idealna okazja na utarcie Jannie nosa.
- Zgoda – powiedziałam. – Pójdę z tobą.
Chłopak uśmiechnął się szeroko i cmoknął mnie w policzek, mówiąc:
- Doskonale. – Po czym odszedł.
A ja… nie mogłam powstrzymać uśmiechu.
- Co ci tak wesoło? – Ni stąd, ni zowąd koło mnie pojawiła się Niki.
- Idę na bal – powiedziałam, szczerząc się, jakby to miało wszystko wyjaśnić.
- Jednak? – zdziwiła się.
No tak. Do tej pory podtrzymywałam, że nie mam ochoty iść i nie pójdę.
Skinęłam głową.
- Zaraz… A z kim?
- Z Danny’m.
I odeszłam, zostawiając przyjaciółkę w osłupieniu. Szłam, kręcąc biodrami i uśmiechając się sama do siebie. Koniec ze smutkami i użalaniem się nad sobą. Do gry wkracza nowa Molly.
Nicole zaciągnęła mnie na zakupy, choć powinnyśmy być jeszcze na zajęciach. Mówiłam już, że kocham tę wariatkę?

Tydzień później…

W przygotowaniach na bal pomogła mi mama. Bardzo się ucieszyła, gdy jej o nim powiedziałam. Stwierdziła, że to dobrze, że się trochę rozerwę i że powinnam to robić częściej. Żeby to było takie proste…
Tak więc kiedy ja się kąpałam, mama prasowała moją sukienkę, żeby było szybciej. Makijaż i fryzurę zrobiłam sobie jeszcze w szlafroku, żeby nie pobrudzić i nie pognieść kreacji, w którą wskoczyłam zaraz potem, prosząc mamę o pomoc przy zapięciu. Gdy się odwróciłam, mama miała łzy w oczach.
- Mamuś, co się stało?
Mama uśmiechnęła się przez łzy.
- Jesteś taka piękna. – Pogłaskała mnie po policzku. – Podobna do ojca.
- Mamo… - mruknęłam. W oczach stanęły mi łzy.
- Przepraszam! – powiedziała szybko. – Ty nie możesz się dzisiaj smucić. Twój chłopak padnie, gdy cię zobaczy.
- Nie… - zaczęłam, ale zamilkłam, kiedy mama wzięła mnie w ramiona i mocno przytuliła.
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Odsunęłam się od mamy i powiedziałam:
- To pewnie Danny. Otworzysz? Ja pójdę po torebkę.
Mama skinęła głową i uśmiechnęła się. Pobiegłam do swojego pokoju, włożyłam buty na obcasie, które stały koło szafy i wzięłam małą podręczną torebkę, do której wcześniej włożyłam komórkę i kilka kosmetyków. Rzuciłam ostatni raz okiem w lustro, oceniając swój wygląd. Nie było źle. Zgasiłam światło i wyszłam z pokoju. Jak się okazało, Danny był w kuchni z moją mamą. Gdy tam weszłam, szczęka mu opadła. Cóż, w końcu moja sukienka to nie byle jaki łaszek:


Fryzurę miałam taką:


On za to, w czarnym garniturze, bez muchy i krawata, z odpiętym jednym guzikiem pod szyją, wyglądał zabójczo. Kolana mi zmiękły, a mięsnie podbrzusza zacisnęły się boleśnie, gdy powoli ruszył w moją stronę, pożerając mnie wzrokiem. To było takie… seksowne.
- Cześć – powiedziałam, kiedy stanął tuż przede mną.
- Hej – mruknął nieprzytomnie. Dosłownie nie mógł oderwać ode mnie wzroku. Dopiero kiedy się delikatnie uśmiechnęłam, odchrząknął i rzekł: - Wyglądasz… zjawiskowo.
- Dziękuję – odparłam, czując, że się rumienię. – Ty też… całkiem, całkiem.
Uśmiechnął się.
Danny pomógł mi założyć płaszcz, pożegnaliśmy się z mamą i wyszliśmy. Jak się okazało, na dole czekała na nas… limuzyna. Blondyn pomógł mi do niej wsiąść, po czym sam zajął miejsce obok mnie. Przez całą drogę, co jakiś czas, czułam na sobie jego wzrok, choć patrzyłam w boczną szybę.
Limuzyna podwiozła nas prawie pod same drzwi naszego uniwersytetu. Wszystkie bale odbywały się tam. Niby fajnie. Gorzej, jak trzeba potem wszystko sprzątać.
Danny wysiadł i podał mi dłoń jak prawdziwy dżentelmen. Czułam się jak w bajce lub filmie. Miałam nadzieję, że reszta wieczoru też będzie taka magiczna.
Poszliśmy do szatni, by zdjąć wierzchnie ubranie, czyli płaszcze, po czym udaliśmy się na salę, gdzie panował już gwar. Chyba przybyliśmy jako ostatni, ale co tam. Zajęliśmy miejsca przy stoliku, a Dan przyniósł coś do picia. Piliśmy i rozmawialiśmy, co jakiś czas się śmiejąc. W pewnym momencie weszliśmy na temat Janny. Dan opowiadał o początkach ich związku, które były wprost sielanką. Serce mi się ściskało, ale pokornie słuchałam.
- Mogę o coś spytać? – odezwałam się w końcu.
- Jasne. Wal.
- Dlaczego z nią zerwałeś?
Widziałam, że zaskoczyłam go tym pytaniem, ale mimo to miałam nadzieję, że odpowie. Wydawało mi się, że tęskni za czasami, kiedy byli w tym związku szczęśliwi i spełnieni. Może dałoby się to jeszcze naprawić…
- Bo zdałem sobie sprawę, że jestem z nieodpowiednią dziewczyną – rzekł, patrząc mi głęboko w oczy. Na każdym stoliku stała świeca, więc w jego szaro-niebieskich tęczówkach odbijały się płomienie. Wtedy chyba zakochałam się w nim jeszcze bardziej.
DJ włączył jakąś wolną piosenkę. Danny wstał, stanął obok i wyciągając dłoń w moją stronę, zapytał:
- Zatańczysz ze mną?
Byłam w stanie tylko się uśmiechnąć i skinąć głową. Chwyciłam jego dłoń, a potem razem wtopiliśmy się w tłum na parkiecie. Zarzuciłam blondynowi ręce na szyję, a on objął mnie w talii. Bujaliśmy się we własnym rytmie, patrząc sobie w oczy, a ja miałam wrażenie, że jest to rytm naszych serc. Nagle Dan zdjął jedną dłoń z moich pleców i zewnętrzną jej częścią, gładził mój policzek. Gdy zaczął powoli zbliżać swoją twarz do mojej, czułam, jak w brzuchu budzi mi się stado motyli. Przymknęłam oczy, czekając na chwilę, której pragnęłam od kilku lat, jednak wtedy na sali zrobiło się zamieszanie…